Rozmawialiśmy ostatnio przed wynikami XTB. Te okazały się ostatecznie słabsze od Twoich prognoz. Co poszło nie tak?
Rzeczywiście, wyniki okazały się nieco słabsze od naszych oczekiwań. Kluczowe wskaźniki operacyjne uległy pewnemu „rozwodnieniu”. W okresach podwyższonej zmienności rynkowej inwestorzy zmieniają swoje zachowanie – częściej utrzymują pozycje przez dłuższy czas, co obniża obrotowość. Te czynniki częściowo się kompensują, ale finalnie wynik był nieco słabszy od prognoz. Mimo to oceniam go jako neutralny z lekkim plusem – jeśli dobre wskaźniki operacyjne się utrzymają, spółka nadal może pozytywnie zaskakiwać.
Z drugiej strony wynik był lepszy od średnich prognoz rynkowych, a mimo to akcje XTB taniały po wynikach. Jest to dla ciebie zaskoczenie?
Warto spojrzeć na szerszy kontekst. Od początku roku do końca pierwszego kwartału kurs był w wyraźnym trendzie wzrostowym. Rynek często dyskontuje dobre wyniki z wyprzedzeniem, więc po ich publikacji pojawia się realizacja zysków. To dość typowe zachowanie inwestorów. Jeśli wyniki są dobre, ale nie przekraczają wysokich oczekiwań, reakcja kursu może być negatywna.
Sezon wynikowy na GPW trwa w najlepsze. Czy na podstawie tego, co już zobaczyliśmy da się konkretnie wyróżnić którąś branżę, a może są one bardzo niejednorodne i można wśród nich znaleźć zarówno te pozytywne, jak i negatywne zaskoczenia?
Mówiąc o całych branżach ciężko raczej jest znaleźć taką, w przypadku której moglibyśmy wyraźnie powiedzieć, że zaskoczyła ona na plus. Oczywiście są mocniejsze sektory, ale też nie brakuje negatywnych zaskoczeń.
Przykłady...
Branża budowlana, gdzie istotnym wyzwaniem okazała się pogoda. Spółki mocno ucierpiały przez mrozy i opady śniegu, które miały miejsce w pierwszym kwartale. Oczywiście jest to czynnik niezależny od nich, ale widocznie odbijający się na wynikach. Drugi temat to przemysł, gdzie cały czas są oczekiwania na ożywienie. Nadal czekamy na poprawę sytuacji w Niemczech, co jest istotnym elementem z punktu widzenia spółek przemysłowych. Dodatkowo doszła wojna na Bliskim Wschodzie, której inwestorzy się przestraszyli.
Wspomniałeś o branży budowlanej. To negatywne zaskoczenie to efekt pogody czy są to też kwestie bardziej strukturalne?
Strukturalnych problemów raczej bym się nie doszukiwał. Widzimy też zjawisko przeciągania się, finalizacji kontraktów. Natomiast portfele zamówień są dobre w spółkach, backlogi są na wysokich poziomach i jednak przyszłość powinna wyglądać obiecująco. Mamy nakłady inwestycyjne ze strony państwa, napływają środki unijne i w końcu te wyniki też powinny być mocniejsze. Poszczególne spółki mogą być naprawdę atrakcyjne.
Wspomniałeś też o przemyśle. Część ekspertów liczyła, że to może być „czarny koń” tego roku. Na razie jednak ten czarny koń został trochę w blokach startowych.
Faktycznie, oczekiwania były wysokie – zwłaszcza w kontekście sygnałów z gospodarki niemieckiej oraz planowanych wydatków fiskalnych, na przykład na zbrojenia. Problem polega na tym, że ożywienie gospodarcze wciąż się przesuwa i to już kolejny rok z rzędu. Jeśli jednak szukać pozytywów, to relatywnie dobrze wygląda segment stalowy. Korzysta on zarówno na zmianach regulacyjnych, jak i rosnących wydatkach zbrojeniowych, więc w krótkim terminie tutaj można liczyć na lepsze wyniki. Są też pozytywne sygnały ze spółek transportowych. Z jednej strony spółki raportowały słabsze wyniki, głównie przez presję kosztową. Z drugiej strony zarządy sygnalizują poprawę portfeli zamówień. Problem w tym, że twarde dane makroekonomiczne – zwłaszcza dotyczące nowych zamówień – nadal wskazują na spadki. Dodatkowo sektor pozostaje wrażliwy na czynniki zewnętrzne, w tym geopolityczne.
Tematem na ten rok miały być także spółki handlowe. Tutaj jednak mamy mocną polaryzację.
To prawda. LPP dowozi wyniki. Spółka poprawiła swoją sytuację operacyjną i nawet podniosła prognozy, co jest pozytywnym sygnałem dla rynku. To ważne, bo inwestorzy przez dłuższy czas musieli wykazywać się cierpliwością. W przypadku Pepco widać poprawę, szczególnie na poziomie EBITDA, gdzie spółka raportuje solidny wzrost. Natomiast wciąż pewnym ograniczeniem dla kursu akcji pozostaje struktura akcjonariatu, która może wpływać na postrzeganie spółki przez inwestorów.
Mówisz LPP i Pepco, ja mówię Dino i Eurocash, gdzie sytuacja wygląda ostatnio zdecydowanie inaczej.
W przypadku Eurocash widać wyraźne wyzwania – sprzedaż spada zarówno w detalu, jak i w hurcie. Spółka przechodzi proces restrukturyzacji i kluczowe będzie to, czy przyniesie on oczekiwane efekty. To raczej propozycja dla inwestorów skłonnych do większego ryzyka. Jeśli chodzi o Dino, to wyniki były słabsze, ale kurs przestał już reagować spadkami. W tle mamy silną konkurencję cenową między dyskontami oraz presję deflacyjną. Dodatkowo rośnie konkurencja ze strony innych formatów handlowych, co może ograniczać premię w wycenie, którą spółka przez lata utrzymywała.
Jakie więc są Twoje wrażenia po dotychczasowych wynikach spółek z GPW?
To sezon selektywnych zaskoczeń i inwestowania. Nie mamy szerokiego, jednoznacznie pozytywnego trendu, ale w poszczególnych sektorach i spółkach pojawiają się jasne punkty. Kluczowe dla rynku pozostaje to, czy ożywienie gospodarcze faktycznie przyspieszy w kolejnych kwartałach. Na razie inwestorzy podchodzą do tego scenariusza z ostrożnością. Jeśli jednak chodzi o ogólniki, to dzisiaj jednak atrakcyjniej przedstawiają się średnie i małe spółki niż firmy z WIG20.