Na rynkach w ostatnim czasie zrobiło się wyjątkowo ciekawie i mowa nie tylko o metalach szlachetnych czy bitcoinie, ale także o z pozoru statycznym zachowaniu amerykańskich akcji i wyraźniej idących w cenę tamtejszych obligacji skarbowych. Który z tych rynków mówi więcej o globalnych nastrojach i nastawieniu do ryzyka?
Przetasowania na Wall Street
Rentowności polskich papierów dziesięcioletnich w ostatnich dniach spadły pod poziom 5 proc. i są najniżej od niemal czterech lat. Tylko w lutym wskaźnik ten osunął się o 15 pkt baz. Co do rynku akcji, możemy mówić jedynie o konsolidacji indeksów w pobliżu niedawno osiągniętych szczytów, czy wręcz rekordów notowań. W porównaniu z innymi rynkami Polska nie jest jednak wyjątkiem. Jeszcze dynamiczniej kurczy się w tym miesiącu oprocentowanie amerykańskich papierów dziesięcioletnich, spadające w ostatnich dniach pod 4,05 proc., aczkolwiek w tym przypadku jak na razie możemy tylko mówić o cofnięciu się wspomnianego wskaźnika do pułapu z końca listopada zeszłego roku. W kwietniu ubiegłego roku był on mniejszy niż 3,9 proc.
Amerykański rynek akcji jest w tym roku jednym z najsłabszych, ale S&P 500 utrzymuje się w okolicach poziomu zamknięcia z końca 2025 r. Trudno więc mówić na ten moment o jakichś problemach na Wall Street. Jaki scenariusz rozgrywa zatem rynek papierów skarbowych?
– Obserwując bieżącą sytuację na rynkach finansowych, można odnieść wrażenie, że stara giełdowa maksyma o ucieczce w stronę bezpieczeństwa w chwilach trwogi znów zyskuje na znaczeniu. Inwestorzy zdają się masowo rewidować swoje portfele i poszukują aktywów o najniższym profilu ryzyka, co bezpośrednio przekłada się na wyceny obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych – komentuje Daniel Kostecki, analityk CMC Markets. – Jest to zjawisko o tyle ciekawe, że stoi w sprzeczności z dominującą jeszcze niedawno narracją medialną, która wieszczyła schyłek zainteresowania amerykańskimi obligacjami. Obecne przepływy kapitałowe wskazują, że w momentach skrajnej niepewności kapitał instynktownie kieruje się w stronę instrumentów dłużnych – zauważa.
W kontekście amerykańskiego rynku akcji dawno nie mówiło się tyle o relokacji kapitału co obecnie. Mówiąc najogólniej, spółki technologiczne radzą sobie gorzej na tle rynku, ale im dalej w las, tym więcej drzew. – Płaskie zachowanie indeksów jest nieco mylące, bo roszady pod powierzchnią były bardzo głębokie. W Stanach Zjednoczonych królują ostatnio branże tradycyjne: paliwa, surowce, przemysł i dobra podstawowe, podczas gdy technologia zachowuje się słabo – analizuje Piotr Miliński, zarządzający funduszami Quercusa TFI. – Podobny rozjazd jest też między poszczególnymi giełdami – dobre zachowanie rynków wschodzących, Polski czy Japonii kontrastuje ze stojącymi w miejscu S&P 500 i Nasdaqiem. Oba trendy mają moim zdaniem podobną przyczynę i mogą odwrócić się w podobnym momencie – przewiduje Miliński.
Zdaniem Kosteckiego kluczowym katalizatorem obecnej migracji kapitału wydaje się gwałtowna zmiana nastrojów na rynkach akcji. – Sektor technologiczny, który przez długi czas był motorem napędowym hossy, obecnie mierzy się z falą wyprzedaży wywołaną obawami o kolejny negatywny wpływ sztucznej inteligencji na działalność spółek. Strach ten rozlewa się szeroko i powoduje, że inwestorzy wolą zredukować ekspozycję na ryzykowne aktywa, zanim dojdzie do głębszej korekty wycen – jeśli do niej dojdzie. Rynek na tę chwilę masowo kupuje opcje PUT na amerykańskie indeksy. Choć te znajdują się w konsolidacji, to inwestorzy chcą być zabezpieczeni przed ewentualnym spadkiem całych indeksów – tłumaczy analityk CMC Markets.
Czytaj więcej
Większość spółek z nowojorskiego indeksu giełdowego S&P 500 opublikowała już raporty za IV kwartał. Wiele z nich pozytywnie zaskoczyło i wygląda na...
Kogo zastąpi AI?
Miliński przyznaje, że rynek długu daje sporo do myślenia. – Zachowanie obligacji jest warte uwagi, bo mimo serii niekorzystnych danych uległy one znaczącemu umocnieniu. Coraz głośniej mówi się o deflacyjnym wpływie technologii. Jeżeli modele AI faktycznie staną się niezłym zamiennikiem dużych grup pracowników umysłowych, to sytuacja rynku pracy mogłaby ulec drastycznemu pogorszeniu – ocenia zarządzający Quercusa TFI. – Zmniejszenie presji płac i inflacyjnej pozwoliłoby też na bardziej zdecydowane obniżki stóp z obecnych poziomów – dodaje Miliński.
Według Kosteckiego amerykańskie obligacje skarbowe wyrastają na głównego beneficjenta rynkowego zamieszania. – Kapitał uciekający z przecenionych spółek technologicznych oraz środki pozyskane ze sprzedaży surowców prawdopodobnie są lokowane właśnie w długu USA. Dynamika tego procesu wskazuje, że inwestorzy postrzegają obligacje jako jedyne aktywo zdolne zapewnić ochronę kapitału w obecnym otoczeniu – zwłaszcza przy korzystnych danych dotyczących inflacji – mówi. – Można przypuszczać, że dopóki niepewność związana z sektorem AI oraz stabilnością rynków akcji nie opadnie, trend wzrostowy na cenach obligacji ma szansę być kontynuowany. Rynek długu po raz kolejny udowadnia swoją rolę jako fundamentu stabilności w czasach podwyższonej zmienności i ryzyka – podkreśla.
Czytaj więcej
Oprocentowanie polskich obligacji dziesięcioletnich w czwartkowym dołku sięgało 4,99 proc. Spadek o zaledwie 5 pkt baz. sprowadzi ten wskaźnik do p...
Jak tłumaczy, teoretycznie w warunkach rosnącej awersji do ryzyka powinniśmy obserwować wzrost wartości metali szlachetnych jako alternatywnej bezpiecznej przystani, tymczasem ceny kruszców ostatnio spadły, co może wydawać się nielogiczne. – Jest to jednak klasyczny objaw fazy panicznej wyprzedaży, w której aktywa tracą na wartości w sposób skorelowany – zauważa.
Uncja złota w poniedziałkowe popołudnie zniżkowała o 0,8 proc., spadając poniżej 5000 dolarów za uncję. Ta sama masa srebra wyceniana była na niecałe 77 dolarów, lekko poniżej piątkowej ceny zamknięcia. Bitcoin w ostatnich dniach nie może pokonać pułapu 70 tys. dolarów, a jego spadek od początku roku sięga 22 proc.