Dwa dni później Donald Trump zawiesił operację po tym, jak we wtorek zrobiło się dość "gorąco" - wtedy jednak administracja USA stonowała nastroje twierdząc, że rozejm nadal obowiązuje. Chwilę później pojawił się wątek 14-punktowego, choć rzekomo jednostronicowego, wstępnego planu pokojowego, który Amerykanie chcą "narzucić" Irańczykom i to względnie szybko. Najlepiej w tydzień - inaczej ataki na Iran zostaną wznowione. Irańczycy mieli na to odpowiedzieć w czwartek - nic się nie pojawiło. W zamian dostaliśmy przecieki, że pokój nie jest możliwy bez reperacji, temat zwrotu uranu nie może być przedmiotem ustaleń na ten moment, a tak w ogóle to Iran zamierza dalej kontrolować Cieśninę Ormuz - choć "pokojowo", ale za opłatą. W tym celu w czwartek miała zostać powołana specjalna agencja, która ma zająć się obsługą myta od przewoźników. W nocy z czwartku na piątek doszło do wymiany ognia po obu stronach - podobno Irańczycy mieli ostrzelać amerykańskie niszczyciele próbujące przepłynąć przez Cieśninę, co spotkało się z atakiem USA na irańskie porty. W tle mamy ostrzał Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Iran temu zaprzecza, więc kto strzela? Chaos jest coraz większy, ale co ciekawe Donald Trump nadal utrzymuje, że rozejm nie został zerwany - inaczej twierdzi Iran. Zdaniem prezydenta USA wydarzenia z nocy to "miłosne stuknięcie" i nadal uważa, że negocjacje z Iranem mogą być dalej prowadzone. Choć najlepiej szybko, bo inaczej on może eskalować sytuację. Według źródeł pakistańskich władze Iranu mają dzisiaj ustosunkować się do 14-punktowej propozycji USA i podjąć decyzję, co do negocjacji, które teoretycznie mogłyby w przyszłym tygodniu ruszyć w Islamabadzie. To tego wszystkiego dość krytycznie podchodzi Izrael, który nalega na powrót do rozwiązań siłowych. Niemniej widać, że Amerykanie wyraźnie tego nie chcą, bądź nie mogą. Czy Trump czeka teraz na ruch Xi Jinpinga, który mógłby przekonać Irańczyków to pewnych ustępstw? Szczyt USA-Chiny już w przyszłym tygodniu (14-15 maja). Jeżeli tak, to cena może być dość wysoka - poza "koncesjami" gospodarczymi od USA, Chiny mogą dążyć do usankcjonowania swoich wpływów w Zatoce Perskiej poprzez bycie tzw. depozytariuszem irańskiego uranu. Taka narracja tłumaczy jednak, dlaczego rynki względnie spokojnie reagują na dzisiejsze doniesienia z Zatoki Perskiej. Wprawdzie gorzej zachowały się indeksy giełdowe w Azji, ale tutaj jesteśmy po silnych wzrostach w tym tygodniu, kryptowaluty spadały wczoraj, ale wyhamowały spadki (doniesienia wskazują, że proces legislacyjny wokół ustawy Clarity Act może zostać wyraźnie przyspieszony w najbliższych dniach). Reszta rynku wygląda nieźleKontrakty na Wall Street idą w górę, tanieje ropa, lekko cofa się dolar. Co mogłoby wywrócić ten obraz? Decyzja Izraela o samodzielnym ataku na Iran (bez USA), co władze w Teheranie mogłyby odebrać jako sygnał powrotu do regularnej wojny w regionie (atakując również siły USA, które byłyby zmuszone odpowiedzieć). Na ile jest to możliwe? Izrael od kilku dni coraz głośniej wyraża swoje krytyczne opinie na temat ostatniego "łagodnego" podejścia Amerykanów i może mieć spore obawy, że Trump jednak jakoś dogada się z Xi w temacie Iranu. Taki atak na Iran (w ten weekend) dawałby jednak też administracji USA legitymizację w Kongresie do wyraźnych działań militarnych w USA (jeżeli Iran zaatakował by amerykańskie wojska), a z nią obecnie mógłby być pewien problem (opór wobec działań Trumpa w Iranie zaczyna pojawiać się także pośród republikanów).

Rynki zdają się jednak coraz mniej zwracać uwagę na geopolitykę, która staje się chaotyczna i coraz mniej przewidywalna i poniekąd "projektują" własną rzeczywistość. W niej kluczowe są np. wyniki spółek technologicznych, których notowania idą wyraźnie w górę na fali postępującej rewolucji wokół AI (i w pewnym sensie słusznie), czy też obserwacja działań banków centralnych, które na razie się przyglądają sytuacji, ale wewnątrz tych gremiów nerwowość najpewniej sięga zenitu - przy czym słowo nerwowość staje się tu tożsame z niepewność. Wczoraj na podwyżkę stóp zdecydowali się Norwedzy (ale dzięki drogiej ropie ich gospodarka za bardzo nie ucierpi i mogą sobie na to pozwolić), a o konieczności takiego ruchu w strefie euro już w czerwcu wspomniał szef niemieckiego Bundesbanku. Nieoczekiwanie na cięcie stóp (choć przy wyraźnym podziale - wręcz tzw. close call) zdecydował się meksykański Banxico, ale nie zaszkodziło to notowaniom peso. Dolar amerykański dzisiaj traci względem większości walut, a najmocniejsze są nadal korony skandynawskie. Zaskoczeniem jest dobre zachowanie się funta, chociaż laburzyści ponieśli sromotną klęskę we wczorajszych wyborach samorządowych i pojawiają się głosy, co do konieczności poważnej rekonstrukcji rządu premiera Starmera. 

Dzisiaj w kalendarzu uwagę zwrócą przede wszystkim dane z rynku pracy w USA (godz. 14:30), ale i też Kanady (o tej samej porze). Później - godz. 16:00 - poznamy jeszcze indeks nastrojów konsumenckich. 

EURUSD - dolar lekceważy ryzyko?

Rynki zdają się nie reagować nadmiernie na nocne wydarzenia w Cieśninie Ormuz. Dolar traci, gdyż rynki zdają się oparcie wierzyć w deeskalację - wiele będzie jednak zależeć od tego, czy i jak Iran ustosunkuje się do propozycji negocjacji z USA nad porozumieniem pokojowym. Teoretycznie rozmowy powinny rozpocząć się na dniach, jeżeli USA mają oczekiwać jakiegoś porozumienia w ciągu tygodnia.

Wykres dzienny EURUSD

Wykres dzienny EURUSD

Foto: DM BOŚ

Jeżeli Iran nie da odpowiedzi w najbliższych godzinach, to widoczne osłabienie dolara powinno być wyhamowane. Kluczowe będą też ruchy Izraela w ten weekend wobec Iranu, oraz to na ile w proces pokojowy na Bliskim Wschodzie zaangażują się Chiny. Na razie rynki uparcie chcą widzieć deeskalację, uznając ostatnie "potyczki" USA i Iranu w Zatoce za szum, który nie zmieni przyjętego kierunku.

Technicznie kluczowe opory to okolice 1,18 i dalej 1,1850. Wsparcia to rejon 1,1720 i dalej 1,1665-75.

 Sporządził: Marek Rogalski – główny analityk rynkowy DM BOŚ