Wstępny kwietniowy odczyt inflacji CPI w Polsce wyniósł 0,6 proc. m/m i 3,2 proc. r/r. Obie te wartości są wyższe od prognoz, które wynosiły odpowiednio 0,4 proc. i 2,9 proc.
Według Piotra Bawolskiego, dyrektora ds. klientów strategicznych w Michael/Ström Domu Maklerskim, w dobie zawirowań na większości rynków świata takie zaskoczenia w okolicy 0,2-0,3 p.p. nie wydają się być bardzo znaczące. Trudno jest szacować wielkość potencjalnych odczytów w świecie, w którym doniesienia każdego dnia mogą oznaczać zmianę oczekiwań o 180 stopni. – Lekko zwiększająca się inflacja, ale cały czas utrzymująca się w zakresie dopuszczalnych odchyleń od celu (2,5 p.p. +/- 1 p.p.) może skłonić RPP do pozostania w trybie „wait and see”, uzależniając kolejne decyzje od rozwoju sytuacji makroekonomicznej w Polsce i na świecie.
I tak się stało – w środę RPP nie zmieniła stóp, co przewidywali również inni analitycy.
– Marcowa obniżka stóp była prawdopodobnie ostatnią w tym cyklu. Teraz RPP może na dłużej pozostać w trybie „wait and see”, aż wyklaruje się sytuacja na Bliskim Wschodzie. Aktualnie bardziej skłaniamy się ku scenariuszowi braku zmian stóp procentowych do końca roku – komentował Andrzej Gwiżdż, analityk platformy inwestycyjnej Port.
Paweł Majtkowski, analityk eToro, zauważał, że Rada znajduje się dziś w trybie wyczekiwania. Będzie uważnie obserwować kolejne dane, przede wszystkim inflację, ceny paliw oraz sytuację geopolityczną. W Polsce, w przeciwieństwie do strefy euro, ryzyko podwyżek stóp procentowych wydaje się ograniczone. Jednocześnie na kolejne obniżki trzeba będzie zapewne poczekać. Duże znaczenie będzie miała również dalsza sytuacja na linii USA–Iran oraz to, czy transport ropy przez Cieśninę Ormuz będzie przebiegał bez zakłóceń.
Kapitał nie ucieknie
Inflacja zbliżyła się do poziomu stopy referencyjnej NBP, wynoszącej 3,75 proc. Ale oprocentowanie standardowych depozytów już dawno znacząco odbiegło od tej wartości, wynosząc nawet 0,5 proc. A to oczywiście oznacza, że wraz z podatkiem od zysków kapitałowych wszyscy posiadacze takich lokat tracą, i to mocno. Czy można się spodziewać jakichś nerwowych ruchów? Na przykład uciekać z oszczędnościami za granicę?
Zjawisko finansowej ucieczki prywatnego kapitału za granicę, które w warunkach podwyższonego ryzyka geopolitycznego bywa uznawane za naturalną reakcję, w polskich realiach nie znajduje potwierdzenia. Najnowsze dane z badania Opinia24 zrealizowanego dla firmy Tavex wskazują na relatywną odporność polskich oszczędzających na globalne wstrząsy: aż 60 proc. respondentów kategorycznie nie planuje przenoszenia swoich zasobów finansowych za granicę, a dodatkowe 15 proc. ocenia takie działania jako nadmiarową reakcję na sytuację. Choć 12 proc. badanych widzi zasadność takiej dywersyfikacji w przyszłości, to grupa realnie podejmująca kroki w kierunku lokowania środków w obcych jurysdykcjach, walutach czy zagranicznych nieruchomościach pozostaje marginalna i zamyka się w 5 proc. wskazań.
Na pytanie o to, czy obecna sytuacja na świecie i towarzysząca jej niepewność skłoniły respondentów do realnego rozważenia przeniesienia części zgromadzonych oszczędności za granicę lub ich konwersji na obce waluty, aż 60 proc. badanych udzieliło stanowczej odpowiedzi: „nie, nie planuję takich działań”, a kolejne 15 proc. oceniło tego rodzaju kroki jako reakcję rażąco nieadekwatną, kwitując je stwierdzeniem, że „to przesada”. Zaledwie 12 proc. ankietowanych przyznaje, że rozważa taką ewentualność w bliżej nieokreślonej przyszłości, podczas gdy marginalne grupy – po zaledwie 5 proc. wskazań każda – deklarują, że albo już podjęły konkretne starania w tym kierunku, albo intensywnie nad tym pracują, choć nie przeszły jeszcze do fazy realizacji.
Co najbardziej frapujące w świetle tych danych, układ odpowiedzi pozostaje niemal identyczny we wszystkich grupach wiekowych, co dowodzi, że nie mamy tu do czynienia z izolowaną reakcją jednej, konkretnej generacji, lecz z głęboko zakorzenioną i ogólnospołeczną postawą, wedle której nawet jeśli globalne procesy budzą naturalny niepokój, Polacy nie odpowiadają impulsywnym transferem kapitału poza granice polskiej gospodarki.
– Odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nie przenoszą oszczędności za granicę, brzmi: ponieważ dla większości z nich bezpieczeństwo nie oznacza geograficznej zmiany adresu kapitału, lecz możliwość utrzymania nad nim kontroli. Zagraniczne konto, portfel walutowy czy inwestycja w nieruchomość poza Polską mogą z perspektywy medialnej wyglądać atrakcyjnie, ale z perspektywy przeciętnego gospodarstwa domowego niosą również dodatkową warstwę komplikacji: nie tylko kursowych, lecz także prawnych, podatkowych, organizacyjnych i psychologicznych – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. – Oszczędzanie „na miejscu” jest prostsze, bardziej zrozumiałe, łatwiejsze do monitorowania i – co równie ważne – nie wymaga specjalistycznej wiedzy ani dużego progu wejścia. W praktyce więc wielu Polaków nie postrzega zagranicy jako naturalnego azylu dla swoich pieniędzy, lecz raczej jako rozwiązanie dla węższej grupy osób o większym kapitale, wyższym doświadczeniu inwestycyjnym albo konkretnej potrzebie życiowej – dodaje.
Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że Polacy znajdują się dziś raczej na etapie odbudowy i porządkowania oszczędności niż ich masowej internacjonalizacji. Z badania firmy Tavex wynika, że w styczniu 2026 r. już 60 proc. Polaków deklarowało posiadanie oszczędności, co oznacza poprawę względem roku poprzedniego. To ważny kontekst interpretacyjny: w sytuacji, gdy społeczeństwo odbudowuje finansowy oddech po okresie wysokiej inflacji, naturalnym priorytetem staje się nie tyle egzotyczna dywersyfikacja, co wzmacnianie krajowego fundamentu finansowego.
– Warto przy tym podkreślić, że „brak transferu za granicę” nie oznacza braku ostrożności ani finansowej dojrzałości. Przeciwnie – w wielu przypadkach może oznaczać racjonalne ważenie ryzyka. Dlatego właśnie wyniki naszego badania są tak interesujące także z perspektywy szerszej debaty ekonomicznej. Pokazują one, że globalna niepewność nie musi automatycznie prowadzić do masowych, nerwowych decyzji finansowych, jeśli lokalne otoczenie – waluta, sektor bankowy, dostęp do oszczędzania i podstawowe poczucie stabilności – pozostaje dla ludzi wystarczająco wiarygodne – podkreśla Gessner.
Będzie podwyżka stóp procentowych?
Czy sytuacja deponentów może się poprawić? Tak, jeśli banki zareagują na ewentualną podwyżkę stóp. A jakie są na nią szanse?
– RPP zakładała prawdopodobnie, że wzrost cen surowców energetycznych będzie przejściowy. Dzisiaj sytuacja pozostaje jednak bardzo dynamiczna. Co prawda ceny ropy mocno spadają po doniesieniach o możliwym porozumieniu USA i Iranu, ale rynek wciąż nie ma pewności, czy rozmowy zakończą się trwałym przełomem. To oznacza, że niepewność wokół inflacji i rynku energii pozostaje wysoka. Jeśli ceny ropy ponownie wróciłyby do wzrostów i utrzymały się na podwyższonych poziomach, presja inflacji mogłaby zacząć szerzej rozlewać się po gospodarce. Na razie nie widać jeszcze silnych efektów drugiej rundy, ale ryzyko ich pojawienia się w kolejnych miesiącach pozostaje podwyższone – zauważa Gwiżdż.