Od zamachu na Trumpa minęło półtora tygodnia, a we wtorek Stany i Iran znów zaczęły walczyć o cieśninę Ormuz. Czy zamach na prezydenta wywarł jakikolwiek wpływ na decyzje Trumpa?

Na notowania prezydenta to nie wpłynęło w najmniejszym stopniu, nic się nie zmieniło. Gdy usłyszałem o zamachu, pomyślałem, że jeżeli w jakimś kraju jest więcej broni niż ludzi, a tak jest w USA, to nic dziwnego, że takie wydarzenia mają miejsce. Na szczęście nikt właściwie nie został poszkodowany oprócz jednego agenta ochrony. Nie wiadomo nawet, czy to nie był tzw. friendly fire. Obserwuję stronę RealClearPolitics, która pokazuje kilkanaście najważniejszych w Stanach Zjednoczonych sondażowni, wyciągają też średnią. Różnica między poparciem i dezaprobatą sięga 16 punktów na niekorzyść Trumpa. To bardzo dużo, jest naprawdę źle, a są oczywiście też dużo gorsze sondaże. Wojna w Zatoce nie przysparza mu zwolenników, wręcz odwrotnie, bo choć póki co Amerykanie płacą więcej tylko za paliwo, to z czasem ta inflacja może wzrosnąć i w innych sektorach gospodarki, paliwo wchodzi w koszty wielu usług i towarów. Jednak sam zamach nie zmienił nastrojów w Stanach Zjednoczonych, Trump musi szybko zakończyć tę wojnę i na to rynki liczą.

Reklama
Reklama

Wtorek przyniósł nowe wątpliwości co do szybkiego zawarcia pokoju z Iranem, już w poniedziałek ruszył wzajemny ostrzał, amerykańskie siły zbrojne zniszczyły sześć irańskich łodzi, irańskie drony ostrzeliwały amerykańskie lotniskowce. Obie strony walczą o przejście przez cieśninę Ormuz. Czy Trump tym samym walczy o władzę?

1 maja minęło 60 dni od chwili, gdy Trump zaatakował Iran. 60 dni jest tutaj ważne, bo taką "operację specjalną" prezydent może rozpocząć, ale po 60 dniach musi zapytać Kongresu o to, czy zgadza się na przedłużenie tej wojny. Więc teoretycznie Trump w tej chwili już jest poza prawem, bo nie spytał Kongresu do wtorku 5 maja o zgodę i raczej nie ma zamiaru spytać, wręcz wysłał Kongresowi list, który mówi, że ponieważ trwa zawieszenie broni, to wojny nie ma. Według moich dziewięciu już tygodni obserwacji tej wojny, mam jedną tezę, która się bez przerwy sprawdza – w reakcji na złe informacje indeksy giełdowe spadają, ale nieznacznie, natomiast błyskawicznie rosną na każdą pogłoskę o szansach na pokój. Dzięki temu Wall Street notuje rekordy, tak to działa, złe informacje, mały spadek, byle pogłoska, potężny wzrost. A bawimy się tak, ponieważ większość zarządzających, z którymi rozmawiałem w ciągu ostatnich tygodni, mówiła, że jest 75 proc. prawdopodobieństwa, że ta wojna musi się szybko zakończyć, a tylko 20 proc., że ona się przedłuży jeszcze na wiele miesięcy. Takie przekonanie panuje, ponieważ wszyscy liczą na TACO, czyli "Trump always chickens out", że Trump zawsze w końcu się wycofuje, tchórzy. Właściwie widzieliśmy coś takiego, ponieważ Trump groził wręcz zniszczeniem cywilizacji Iranu, a w końcu oświadczył, że zawieszenie broni będzie bezterminowe. Niestety, od poniedziałku już nie jest, natomiast nawet dziś, gdy rozmawiamy we wtorek, ceny ropy spadają o ponad 2 proc. Czy coś cudownego się stało w cieśninie? Nie, nic się nie poprawiło, po prostu nic się od wczoraj nie pogorszyło. To już wystarczy, żeby cena ropy spadała. Indeksy giełdowe dzisiaj rosną, bo na przykład, nie zatonął amerykański okręt wojenny.

Czy konflikt w zatoce długo jeszcze potrwa? Przedłuży się jak wojna w Ukrainie, czy jednak się skończy?

To musi się szybko skończyć, choć niektóre z powodów mogą być uznane za śmieszne. Jeden z nich jest taki, że 14 czerwca są urodziny Trumpa. W czerwcu rozpoczyna się też mundial, mistrzostwa świata w piłce nożnej, których gospodarzami będą właśnie Stany Zjednoczone, Meksyk i Kanada. Trump nie chciałby raczej mieć awantury na zewnątrz podczas mundialu. Wreszcie, choć do listopada jeszcze trochę czasu, to w listopadzie mamy wybory do Kongresu, do Izby Reprezentantów, zmieni się skład 1/3 Senatu. To wszystko razem powoduje, że Trump będzie chciał jak najszybciej zakończyć tę wojnę, tylko czasami robi ruchy, które ja uważam za dziwne, tak jak jego poniedziałkowa zapowiedź Freedom Project. Projekt Wolność oznacza, że w cieśninie Ormuz statki będą eskortowane przez marynarkę wojenną, głównie oczywiście tankowce. To musiało wywołać reakcję Iranu, bo gdyby Iran zezwolił na masowy przepływ statków przez Cieśninę Ormuz, to pozbyłby się własnej broni w tej rozgrywce i rzeczywiście byłby praktycznie bezbronny. W związku z tym to było oczywiste, że to spowoduje kolejną aferę, że Iran będzie musiał zaatakować – i zaatakował rafinerię w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a także okręt amerykański, tankowiec, to będzie się nasilało. Nawet Reuters, który ma znakomite tytuły, zatytułował dziś tekst o tym projekcie „Wolność? Jaka wolność?”. Czekamy na to, że on musi po prostu szybko zakończyć wojnę.

Jak rynek USA działa w takiej w obliczu takiej niepewności, nieprzewidywalności?

Trump rzeczywiście używa tej metody szaleńca, tego sformułowania używają agencje informacyjne i nawet on sam zresztą mówił w jednym z wywiadów, że Xi Jinping wie, że on jest nieobliczalny. Rynki finansowe też ją znają, dlatego w wielu przypadkach jego różne pogróżki są puszczane mimo uszu, na zasadzie "tak powiedział, ale za chwilę zmieni zdanie". Bo jeżeli indeksy na Wall Street biją rekordy, wyniki spółek czołowej siódemki są niezłe, a rynek na temat cen ropy i zawirowań na Bliskim Wschodzie raczej wzrusza ramionami. Bo Stany Zjednoczone są eksporterem netto energii, dlatego choć ceny gazu w Europie zdrożały do dziś o 60 proc., to w Stanach Zjednoczonych gaz nawet nie drgnął, bo oni mają tego gazu mnóstwo. Ropa naftowa drożeje na świecie i w Ameryce też, ale być może wcale nie musiałaby drożeć, bo oni są największymi eksporterami ropy. Także ich sytuacja jest dosyć odrębna od całego świata właśnie dzięki tej mniejszej zależności od surowców energetycznych. Również chyba pomaga to, że zostało 10 dni do zmiany szefa Fedu, bo Kevin Warsh został praktycznie zatwierdzony przez komisję senacką.

Spośród tych setek informacji płynących z USA, co może mieć znaczenie?

Oczywiście ważna jest ta wojna, podzielam zdanie wielu kolegów, że to musi się szybko skończyć. Z jednym zastrzeżeniem, że podczas takiej sytuacji wojennej wystarczy byle incydent, jak zabójstwo arcyksięcia podczas I wojny światowej, żeby wojna naprawdę rozgorzała. Dlatego patrzę na to zachowanie rynków z lekkim zdziwieniem, bo ja bym tak nie szarżował, jak ci, którzy kupują akcje, bo to może się w dowolnej chwili jednak inaczej skończyć niż zakładane przez wszystkich porozumienie. Jeżeli wojna rozgorzeje na nowo, zobaczymy bessę, bo wtedy rynki uznają, że się myliły i trzeba sprzedawać akcje. Druga ważna rzecz to wybory w Stanach, jak na razie zanosi się na to, że obóz prezydenta Trumpa dostanie niezłe baty, w Izbie Reprezentantów jest ponad 90 proc. prawdopodobieństwa, że stracą większość.

Od II wojny światowej zdarzyło się tylko dwa razy, że wybory midterms nie osłabiły partii prezydenta w Kongresie.

A ponieważ teraz tam jest przewaga chyba 8 jedynie kongresmenów w Izbie Reprezentantów, to prawie pewne jest, że utracą większość w Senacie, a tam idzie do wyborów jedynie 1/3 Senatu. Wszystko zależy od tego, która to jest jedna trzecia, którzy to są senatorowie. Tam będzie trudno, obecnie tam jest 52 do 48 dla Republikanów, więc demokratom będzie trudno wyrwać większość, ale wystarczy nawet większość w Izbie Reprezentantów, żeby zaczęli mocno blokować posunięcia prezydenta. Większość w Senacie pozwoliłaby im zablokować go kompletnie.