Krajowy rynek akcji kończył tydzień w kiepskim stylu, kontynuując spadek z czwartku. Dwie ostatnie sesje zniosły większość odreagowania, powstałego po korekcie spadkowej z drugiej połowy kwietnia. Nie oznacza to jednak, że niedźwiedzie znów przejęły kontrolę nad rynkiem. Na ten moment udało im się jedynie domknąć lukę wzrostową, którą WIG i WIG20 wyrysowały na otwarciu środowej sesji. Prawdopodobieństwo kolejnego ruchu w górę, tym razem atakującego kwietniowe szczyty, wciąż zatem jest dość spore.
Z drugiej strony popytowi nieco wypadają argumenty z rąk. Na koniec tygodnia wśród dużych spółek właściwie żaden sektor nie bronił się przed spadkiem. Marnie znów zachowywały się firmy handlowe z LPP na czele. Spółka, wskazywana przez szereg biur maklerskich jako mocna pozycja na ten rok, rozczarowała wynikami sprzedaży w I kwartale. Pod presją pozostaje też Dino Polska, które jest już około 26 proc. pod kreską od początku roku. Banki, mimo pojawiających się sygnałów o możliwych podwyżkach stóp procentowych, również nie zaznały w piątek przychylności kupujących. Co więcej, krajowy rynek był najsłabszym w Europie, gdzie i tak przeważały spadki. Nastroje na giełdzie nie do końca korespondowały z rynkiem walut. Złoty zyskiwał do dolara również dzięki zwyżce głównej pary walutowej.
Kiedy europejskie giełdy w piątek raczej pogłębiały zniżki, kontrakty na amerykańskie indeksy dość wyraźnie rosły, zapowiadając pozytywne otwarcie sesji kasowej pomimo kolejnych, niepokojących sygnałów z Bliskiego Wschodu wskazujących, że zawieszenie broni między Iranem a Izraelem i USA stoi już pod poważnym znakiem zapytania.