Taki wniosek nasuwa analiza rentowności obligacji indeksowanych inflacją (tzw. TIPS). W przypadku papierów 10-letnich, jest ona o 2,5 pkt proc. wyższa, niż rentowność zwykłych obligacji o tym samym okresie zapadalności. W przypadku papierów dwuletnich, różnica ta wynosi 2,3 pkt proc.
[b][link=http://blog.parkiet.com/siemionczyk/2011/05/10/fed-panuje-nad-inflacja/ " target="_blank"]Czytaj i komentuj[/link][/b]
Różnice w rentowności TIPS-ów i zwykłych obligacji o takich samych okresach zapadalności stanowi popularną miarę oczekiwań inflacyjnych. Obecnie sugerują one, że w oczach inwestorów inflacja w najbliżej dekadzie będzie wynosiła średnio 2,5 proc., a w najbliższych dwóch latach 2,3 proc. Tymczasem w ciągu 20 przedkryzysowych lat ceny konsumpcyjne rosły w USA średnio o 3,1 proc. rocznie.
Zaskakująco mała jest też różnica (0,2 pkt proc.) między oczekiwaną inflacją w horyzoncie 10-letnim i dwuletnim. Zwykle bowiem ryzyko wyższej inflacji wydaje się inwestorom w dłuższym horyzoncie wyraźnie wyższe. Przykładowo, w ostatnim roku różnica ta wynosiła średnio 1,1 pkt proc.
- Te wskaźniki sugerują na utrzymującą się wiarę rynków, że Fed jest w stanie utrzymać inflację pod kontrolą w średnim okresie – powiedziała agencji Bloomberga Dana Saporta, ekonomistka z Credit Suisse.
Amerykański bank centralny pod koniec kwietnia zadecydował, aby utrzymać główną stopę procentową w przedziale 0-0,25 proc. i kontynuować zgodnie z planem tzw. ilościowe łagodzenie polityki pieniężnej. W kontekście przyspieszającej inflacji oraz zaostrzania polityki pieniężnej w Europie, gołębie stanowisko niepokoi część ekonomistów.
W marcu indeks cen konsumpcyjnych w USA wzrósł o 2,7 proc. rok do roku. Jeszcze pięć miesięcy wcześniej inflacja wynosiła zaledwie 1,2 proc. Ale Fed uważa, że przyspieszenie inflacji to przejściowy skutek wzrostu cen surowców, a w amerykańskiej gospodarce presji cenowej nie widać. Inflacja bazowa, nie obejmująca chwiejnych cen energii i żywności, wyniosła w marcu tylko 1,2 proc., a mierzona preferowanym przez Fed alternatywnym indeksem PCE, zaledwie 0,9 proc.
Ostatnio szereg wpływowych ekonomistów apelował do Fedu, aby nie kierował się w swoich decyzjach przyspieszającą inflacją podstawową.
- Zmienne ceny są...zmienne. Dlatego właśnie nie powinno się ich wykorzystywać do ustalania polityki pieniężnej – napisał niedawno w swoim blogu Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii z 2008 r.
Z kolei Gregory Mankiw, profesor ekonomii na Uniwersytecie Harvarda, przypomniał w blogu o swojej publikacji z 2003 r., w której dowodził, że ceny produktów, które są mocno podatne na zewnętrzne szoki i które mają duży udział w wydatkach konsumpcyjnych, nie powinny mieć dużego udziału w indeksie inflacyjnym, który starają się kontrolować banki centralne. Do tej kategorii produktów należy ropa naftowa i surowce rolne.
Według Mankiwa, z perspektywy banku centralnego największe znaczenie ma wzrost płac. Tymczasem te obecnie w USA nie są źródłem presji inflacyjnej.