Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego mimo solidnych wyników, polska gospodarka w pierwszym kwartale straciła impet.
- Jakie czynniki napędzają konsumpcję Polaków i dlaczego ten motor wzrostu jest zagrożony.
- Które stabilizatory uchronią gospodarkę przed gwałtownym spowolnieniem w 2026 roku.
- Z jakiego powodu ekonomiści rewidują prognozy na 2027 r.?
To także wyraźnie niższy wynik od tego odnotowanego w czwartym kwartale 2025 r. (4,1 proc. r/r). Z ujęciu kwartalnego, wyrównanego sezonowo, również wynika, że polska gospodarka nieco traciła impet – GUS zaraportował wzrost o 0,5 proc., względem 1,1-1,2 proc. r/r w drugiej połowie 2025 r. Te 0,5 proc. to najmniej od półtora roku. Z drugiej strony, pomimo pewnego rozczarowania względem prognoz, wzrost gospodarczy o 3,4 proc. r/r trudno uznać za słaby.
Na razie GUS nie podał jeszcze danych o strukturze polskiego wzrostu gospodarczego na początku roku. Wstępne szacunki tych danych – m.in. o dynamice inwestycji, konsumpcji prywatnej czy saldzie handlu zagranicznego – poznamy na początku czerwca. Średnia prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” zakłada, że zarówno zakłady brutto na środki trwałe (tj. inwestycje), jak i spożycie indywidualne, urosły w pierwszym kwartale o około 4 proc. r/r.
Nie najgorszy pierwszy kwartał roku
Ekonomiści są raczej zgodni w ocenie sytuacji w polskiej gospodarce na początku roku. Spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego wynikało w głównej mierze z wyhamowania aktywności inwestycyjnej, wynikającej z zimowej jak na ostatnie lata aury - silne mrozy, oblodzenie i utrzymująca się pokrywa śnieżna w styczniu i lutym skutecznie utrudniały lub nawet uniemożliwiały prace budowlane. W mniejszym stopniu (i raczej tylko w styczniu), mogło mieć to też wpływ na nieco gorsze wyniki produkcji przemysłowej.
Z drugiej strony, wciąż raczej solidna pozostawała konsumpcja prywatna, w obliczu względnie dobrych nastrojów konsumenckich w styczniu i lutym (wybuch wojny w Iranie i wzrost cen paliw nieco je popsuł w marcu), oraz przyzwoitego realnego tempa wzrostu płac (ok. 4 proc. r/r) oraz nabudowanych wcześniej poduszek finansowych przez gospodarstwa domowe. Co więcej, o ile kryzys w Zatoce Perskiej (i związany z nim wzrost inflacji) w dłuższej perspektywie będzie miał najpewniej negatywny wpływ na poziom konsumpcji, o tyle marcowe dane o sprzedaży detalicznej sugerowały wzrost zakupów przezornościowych (m.in. paliw, w obawie przed dalszym wzrostem ich cen). Akurat końcówka pierwszego kwartału jeśli chodzi o konsumpcję wcale nie musiała być więc słabsza.
- Po trudnej końcówce zimy widać było wyraźną poprawę w krajowych danych makroekonomicznych – mówi Roman Ziruk, analityk Ebury. - Marcowe dane były całkiem mocne, a ich źródłem mogło być "łapanie okazji" przed skokiem inflacji. Wiemy, że konsumenci w reakcji na wojnę w Iranie zaczęli kupować część produktów zanim podrożeją, na bazie doświadczeń z covidu – mówi Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. - To widać było w sprzedaży mieszkań, i trochę w sprzedaży detalicznej. Możliwe, że to miało również przełożenie na produkcję przemysłową, acz kwestia ożywienia po zimie pewnie też była ważna – dodaje. Zresztą to, że firmy zaczęły gromadzić zapasy przewidując dalsze zakłócenia w łańcuchach dostaw, widać także w innych danych, m.in. o PMI dla sektora przemysłowego.
Co dalej z polską gospodarką w 2026 r.?
Sytuacja w Zatoce Perskiej wymusza rewizje prognoz tych analityków, którzy 2026 r. wchodzili z optymistycznymi oczekiwaniami wzrostu PKB w okolicach 4 proc. Tąpnięcie w dynamice wzrostu gospodarczego nie powinny być drastyczne – dziś średnie prognozy na ten rok oscylują w okolicach 3,5 proc. – choć oczywiście już zauważalne.
Mamy kilka stabilizatorów wzrostu gospodarczego w tym roku. Po pierwsze, to środki unijne, szczególnie grantowa część funduszy z KPO (acz też z innych źródeł, w tym z programu SAFE). Boom inwestycyjny jest w dużej mierze niezależny od sytuacji w cieśninie Ormuz. - Polska tym różni się od innych krajów UE, że ma ogromny komponent inwestycji publicznych, a wojna w Iranie jest nawet motywatorem żeby projekty obronne realizować jeszcze szybciej – komentuje Benecki.
Choć uderzenie ze strony sytuacji geopolitycznej w polską gospodarkę odbędzie się najpewniej przede wszystkim kanałem konsumpcji prywatnej, to w krótkim okresie jej dynamikę stabilizują oszczędności gospodarstw domowych oraz działania osłonowe rządu na cenach paliw. Gorsza koniunktura u partnerów handlowych może osłabiać nasz eksport, acz z kolei hamowanie konsumpcji może skutkować też niższą dynamiką importu. „To oznacza stabilny wkład handlu zagranicznego do wzrostu PKB” – zauważają ekonomiści PKO BP.
Polska gospodarka wykaże w 2026 r. wciąż wysokie tempo wzrostu również ze względu na tzw. efekt przeniesienia. Rozpęd polskiej gospodarki szczególnie z drugiej połowy 2025 r. będzie rzutował na tegoroczne statystyki. Jak szacują ekonomiści banku Pekao, w zupełnie teoretycznym scenariuszu, w którym w każdym kwartale 2026 r. polska gospodarka byłaby w stagnacji (już wiadomo, że nie była), i tak średnioroczny wzrost PKB wyniósłby prawie 2 proc.
Polski wzrost gospodarczy będzie znów też jednym z najszybszym w UE, co jest ważne także m.in. z punktu widzenia sytuacji fiskalnej Polski. Wobec politycznego klinczu jeśli chodzi o ewentualne podwyżki podatków (ale też zbliżających się wyborów parlamentarnych, co takim ruchom nie sprzyja), Ministerstwo Finansów liczy, że właśnie szybki wzrost PKB pozwoli odwrócić wzrostową trajektorię deficytów. Tempo naszego wzrostu gospodarczego to także główny argument dla agencji ratingowych przeciw obniżkom ratingu Polski (Moody’s i Fitch) i jego perspektywy (od S&P wciąż mamy stabilną). Ba, kilka dni temu przy okazji okresowego przeglądu naszego ratingu S&P zauważyła wręcz, że Polska ma najszybciej rosnącą gospodarkę pod względem wzrostu PKB per capita spośród wszystkich rozwiniętych państw, którym ta agencja przyznaje ratingi.
W 2027 r. polska gospodarka przyhamuje
O ile 2026 r. jeszcze nieco wspomnianymi „siłami rozpędu” powinien być wciąż solidny, o tyle z każdym kolejnym tygodniem bez rozwiązania konfliktu w Zatoce Perskiej rosną obawy o losy gospodarki w 2027 r. Przykładowo, ekonomiści banku Pekao zrewidowali właśnie prognozę wzrostu PKB Polski w przyszłym roku o niemal cały punkt procentowy, z 3,6 proc. do 2,7 proc. (obniżka dla 2026 r. była mniejsza, do 3,5 proc. r/r z 4 proc. przed zablokowaniem cieśniny Ormuz).
- W drugiej połowie 2026 r. zobaczymy już większe efekty wojny w Zatoce Perskiej, ale zakładamy, że jej koszt poniesiemy tak naprawdę dopiero w przyszłym roku – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao. Jak wyjaśnia, kryzys w cieśninie Ormuz będzie oddziaływał na polską gospodarkę głównie kanałem niższej konsumpcji, acz w niewielkim stopniu również kanałem niższego eksportu ze względu na gorszą koniunkturę w strefie euro.
Ekonomiści Pekao w swoich prognozach zakładają, że problemy z transportem ropy z Zatoki Perskiej pozostaną aktualne do końca roku, a ceny surowca będą utrzymywać się średnio lekko powyżej 100 dolarów za baryłkę. - Nawet jeśli cieśnina Ormuz zostanie otwarta wcześniej, to minie sporo czasu zanim ceny ropy się ustabilizują – komentuje Pogorzelski. Stąd – oraz biorąc pod uwagę stopniowe ujawnianie się efektów drugiej rundy m.in. w cenach żywności czy części usług - w Pekao przewidują, że do końca roku inflacja w Polsce urośnie do około 4 proc. To przy jednoczesnym dalszym hamowaniu nominalnej i realnej dynamiki wzrostu wynagrodzeń.
Z czasem efekty zaczniemy widzieć więc w słabnącej konsumpcji gospodarstw domowych. – Na razie inflacja wciąż nie jest bardzo podwyższona, nominalne tempo wzrostu wynagrodzeń przekracza 6 proc. r/r, a realne tempo wzrostu to około 3 proc. To wystarcza, aby konsumpcję jeszcze przez jakiś czas zasilać – mówi ekonomista Pekao. - Natomiast w dalszej części roku dynamika konsumpcji spadnie do około 3 proc. r/r, a w przyszłym roku spodziewamy się, że średniorocznie będzie to 2,2 proc. – dodaje.
Wtóruje mu Benecki z ING BŚ. - Tempo wzrostu dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych znacząco spadnie. Żeby utrzymać konsumpcję, będziemy musieli naruszać oszczędności, a wiemy, że w warunkach wojennych niekoniecznie musi do tego dojść - mówi.
Na niższe tempo wzrostu gospodarczego w 2027 r. wpływ będzie miało też najpewniej spowolnienie dynamiki inwestycji po wygaśnięciu części grantowej środków z KPO, acz wciąż wydatkowane będą pożyczki z programu, środki z nowego unijnego budżetu oraz z SAFE, do tego liczyć można też na inwestycje finansowane ze środków publicznych. - Jeśli chodzi zaś o inwestycje sektora prywatnego, to trudno spodziewać się dużego entuzjazmu – dodaje jednak Pogorzelski.