Wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 5,4 proc. rok do roku to wynik niższy od średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (6,1 proc.). To w ogóle najniższy odczyt od ponad pięciu lat, poprzednio słabszy wynik GUS zaraportował w lutym 2021 r.
W ujęciu nominalnym przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w kwietniu 9531 zł, o około 486 zł więcej niż rok temu.
Po porównaniu nominalnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia 5,4 proc. r/r z kwietniową inflacją (3,2 proc. r/r) wynika, że w ujęciu realnym średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw urosła przez rok o ledwie 2,1 proc. „Ledwie”, bo to najniższy wynik od ponad 2,5 roku (września 2023 r.). Jeszcze przez większość 2025 r. realnie płace w Polsce rosły w tempie około 4,5-5 proc. rok do roku.
Obecny wyraźny spadek realnych płac – zarówno z powodu nadal hamującego nominalnego tempa wzrostu, jak i wyższej inflacji – z czasem będzie uderzał zapewne w poziom konsumpcji. – Uważamy że tempo wzrostu wynagrodzeń nie przyspieszy, pracownicy nie będą w stanie wymóc na firmach większych podwyżek – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao. Jeszcze w pierwszym kwartale konsumpcja prywatna rosła zapewne w okolicach 3,5-4 proc. rok do roku (te dane GUS wstępnie poda na początku czerwca). – W dalszej części roku dynamika konsumpcji spadnie do około 3 proc. r/r, a w przyszłym roku spodziewamy się, że średniorocznie będzie to 2,2 proc. – mówi Pogorzelski.
To, co może martwić konsumentów, z punktu widzenia Rady Polityki Pieniężnej można uznać za pozytywne. - Dla RPP, która skupiona jest aktualnie przede wszystkim na procesach inflacyjnych, te dane są niewątpliwie uspokajające. Obniżające się tempo wzrostu płac oraz spadki zatrudnienia to zjawiska, które będą raczej obniżać popyt konsumpcyjny, a zatem po stronie rynku pracy presji inflacyjnej nie widać – komentuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Czytaj więcej
Z badania Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że w maju w górę poszedł zarówno bieżący, jak i wyprzedzający wskaźnik nastrojów konsumenckich.
Zatrudnienie spada
Przypomnijmy, że sektor przedsiębiorstw to tylko pewien wycinek całego rynku pracy w Polsce – dane pochodzą z firm zatrudniających minimum 10 osób, nie obejmują sektora publicznego, dotyczą wyłącznie pracowników na umowach o pracę. Zgodnie z najnowszymi danymi GUS, w kwietniu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło dokładnie 6 mln 386,4 tys. etatów, wobec ponad 17 mln osób łącznie pracujących w gospodarce (według deklaracji, niezależnie od formy zatrudnienia), zgodnie z kwartalnym Badaniem Aktywności Ekonomicznej Ludności.
Tych nieco poniżej 6,4 mln etatów w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu to o 0,9 proc. mniej niż przed rokiem (o ponad 60 tys. etatów mniej). Taka skala spadku jest zgodna ze średnią prognoz ekonomistów.
Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spada już od 2,5 roku. Wyjaśnień tego zjawiska jest kilka. Pierwsze i najbardziej oczywiste to kwestie demograficzne. – Mamy drastycznie kurczącą się podaż pracy. W ciągu dwóch lat liczba osób pracujących w polskiej gospodarce spadła o 200 tys. – zauważa prof. Joanna Tyrowicz, członkini RPP i ekonomistka z ośrodka badawczego GRAPE.
Jednocześnie wielu ekonomistów zwraca uwagę na momentum rynku pracy – dane np. o liczbie ogłoszeń na pracę przez wiele ostatnich miesięcy sugerowały spadek popytu na pracę. - Kwiecień nie przyniósł niestety sezonowego wzrostu liczby etatów, zamiast niego mamy ubytek rzędu 2,6 tys. – zauważa Kurtek. - Aby sytuacja na rynku pracy zaczęła się poprawiać, potrzebny jest silniejszy impuls z gospodarki. On zaistnieje, biorąc pod uwagę rozkręcające się projekty inwestycyjne, ale bardzo pomocne byłoby także przynajmniej uspokojenie sytuacji w gospodarce globalnej – dodaje.
Czytaj więcej
Inflacja w Polsce w kwietniu wzrosła do 3,2 proc. rok do roku – potwierdził w piątek GUS. W najbliższych miesiącach dynamika cen konsumpcyjnych moż...
Wyjście z dołka
W czwartek GUS podał też dane za kwiecień o produkcji przemysłowej oraz budowlano-montażowej. Ta pierwsza urosła o 3,1 proc. r/r (nieco poniżej średniej prognoz 4,4 proc.),
Wyraźne wyhamowanie dynamiki przemysłu względem marca (wówczas +7,5 proc. r/r) było do przewidzenia i wynikało – jak wskazują ekonomiści Pekao – m.in. z odwrócenia niektórych jednorazowych marcowych czynników oraz z mniej korzystnej różnicy dni roboczych (0 zamiast +1 r/r).
„Ożywienie jest słabsze niż sugerował marzec. W mocy pozostaje nasza teza, że koniec pierwszego kwartału to było głównie odbicie po zimie i budowanie zapasów. W drugim kwartale czeka nas powrót do umiarkowanej dynamiki. Ryzykiem jest rosnąca konkurencja z Chinami” – uważają ekonomiści ING Banku Śląskiego.
Produkcja budowlano-montażowa urosła zaś w kwietniu o 4,5 proc. r/r, silniej od średniej prognozy 1,9 proc.). Ekonomiści z miesiąca na miesiąc wyglądają coraz mocniej w danych o produkcji budowlanej sygnałów ożywienia inwestycji współfinansowanych ze środków UE. W marcu i kwietniu widać nadrabianie zaległości po tym, jak zimowa aura „zmroziła” wiele prac w styczniu i lutym. „Zimowy dołek został zasypany, ale ambicje są jednak większe” – skomentowali ekonomiści Pekao.
Rosną ceny
Efekt wzrostu cen surowców z powodu blokady cieśniny Ormuz widać w danych o cenach produkcji sprzedanej przemysłu. GUS zaraportował, że w kwietniu były one o 1,9 proc. wyższe niż przed rokiem, wyraźnie powyżej średniej prognoz (-0,1 proc.). Jednocześnie urząd mocno zrewidował w górę dane za marzec: z -0,8 proc. r/r do +1,2 proc. Słowem, już miesiąc temu zakończył się trwający 2,5 roku okres deflacji (w ujęciu rok do roku) w przemyśle.
Wcześniej GUS podawał też, że w marcu względem lutego ceny produkcji sprzedanej przemysłu urosły „tylko” o 1 proc., teraz zrewidował to na aż 3 proc. r/r. (co oznacza, że był to największy miesięczny skok cen od ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r.). W kwietniu ceny w przemyśle urosły zaś o 0,5 proc. m/m. Łącznie przez marzec i kwiecień ceny produkcji sprzedanej w przemyśle poszły w górę o około 3,5 proc., czyli de facto tyle, ile wcześniej przez cztery poprzednie lata (najpierw mieliśmy duże wzrosty cen po ataku Rosji na Ukrainę, ale potem około 2,5-3-letni okres spadków).