Teoretycznie spółki giełdowe w zamian za konieczność funkcjonowania w warunkach bardzo wysokiej przejrzystości informacyjnej powinny otrzymywać korzyść w postaci dostępu do finansowania rynkowego. I przez wiele lat utrudnienie rywalizacji z nienotowanymi konkurentami było z nawiązką rekompensowane tańszym i bardziej dostępnym pieniądzem pochodzącym z nowych emisji akcji. Ale potem zwiększanie wymogów informacyjnych wobec emitentów w połączeniu z bardzo przystępnym finansowaniem bankowym lub funduszy private equity zaburzyło ten ekosystem.

Ostatnia dekada to okres, w którym notowane spółki co do zasady finansowały się poza rynkiem kapitałowym, korzystając głównie z finansowania bankowego. Wpływ na to miały czynniki natury prawnej i ekonomicznej. Te pierwsze przede wszystkim związane były z koniecznością sporządzania i akceptacji prospektu emisyjnego, co wiązało się nie tylko z kosztami, ale też z niepewnością co do okresu oczekiwania na decyzję nadzorcy, a przecież pieniądz najczęściej potrzebny jest na realizację konkretnego projektu w konkretnym czasie. Te drugie natomiast dotyczyły wycen, które postrzegane były przez spółki jako zbyt mało atrakcyjne, aby był sens dokonywania nowych emisji akcji, zwłaszcza wobec obfitości pieniądza bankowego.

Dziś mamy prawo do ostrożnego optymizmu, gdyż istniejące wcześniej bariery przestały istnieć. Umożliwienie notowanym spółkom dokonywania nowych emisji akcji bez konieczności sporządzania i akceptacji prospektu emisyjnego pozwala na sięgnięcie po finansowanie rynkowe praktycznie z dnia na dzień. Natomiast długotrwała hossa wywindowała wyceny spółek na takie poziomy, że sprzedaż nowych akcji zaczyna mieć sens.

Obserwowanie tego procesu jest o tyle istotne, że pozwoli na stwierdzenie, czy możemy spodziewać się debiutów giełdowych. Dopóki bowiem spółki już notowane (a zatem takie, które ponoszą wszelkie finansowe, organizacyjne i konkurencyjne koszty związane z obecnością na giełdzie) nie zaczną na poważną skalę korzystać z finansowania rynkowego, dopóty nie powinniśmy się spodziewać fali IPO, czyli chęci poniesienia tych kosztów w zamian za dostęp do inwestorów.

Jeśli finansowanie rynkowe stanie się znów modne, wzrośnie znaczenie relacji inwestorskich. W sytuacji, kiedy wielu spółkom nie zależało na wysokich wycenach (bo nie planowały nowych emisji akcji, a struktura akcjonariatu w zdecydowanej większości polskich emitentów nie daje możliwości wrogiego przejęcia), komunikacja z inwestorami często prowadzona była bez odpowiedniego zaangażowania. Teraz może to ulec zmianie, gdyż profesjonalne relacje inwestorskie to najtańszy sposób na podniesienie wyceny spółki.

Co zatem należałoby zrobić, aby zadbać o satysfakcjonującą cenę akcji? Przede wszystkim trzeba się zająć zwiększeniem płynności – poprzez działania komunikacyjne (im więcej się o spółce pisze, tym większa szansa na dokonywanie transakcji), korporacyjne (np. zwiększenie free floatu poprzez nowe emisje lub sprzedaż części akcji przez największego akcjonariusza), czy też animacyjne (zatrudnienie domu maklerskiego do sztucznego wspierania płynności).

Następny krok to dotarcie do inwestorów instytucjonalnych – rosnące wobec nich wymogi regulacyjno-nadzorcze spowodowały, że rósł jednocześnie próg, poniżej którego funduszom nie opłaca się podejmować decyzji inwestycyjnej i wszelkich działań compliance związanych z posiadaniem danego pakietu akcji. Dlatego bardzo ważne jest określenie parametrów warunkujących uzyskanie zainteresowania tej grupy inwestorów oraz ich spełnienie. Warto przy tym pamiętać, że choć literki ESG niektórym wydają się dziś mało ważne, spółka, która będzie się mogła pochwalić dobrymi danymi w tym względzie, będzie dla sporej grupy funduszy bardzo łakomym kąskiem.

Na koniec warto wspomnieć jeszcze o dwóch obszarach, które mogą istotnie wpłynąć na powodzenie oferty. Pierwszy z nich to kwestie regulacyjne – jesteśmy w trakcie największej w historii zmiany w regulacji MAR definiującej najważniejsze obowiązki informacyjne spółek. Raportowanie procesów rozciągniętych w czasie i możliwości opóźniania publikacji informacji poufnych zostały zmodyfikowane na korzyść spółek, ale ważne jest, aby praktyczne stosowanie nowych przepisów odbyło się także z korzyścią dla inwestorów. Drugi wątek to dobre przygotowanie komunikacyjne do sytuacji kryzysowej – spółki giełdowe, z uwagi na wysoki poziom otwartości informacyjnej i ogólnie szersze wymogi compliance, są szczególnie łatwym celem różnego rodzaju ataków, a dodatkowo w trakcie przeprowadzania nowej emisji akcji taki atak może mieć bardzo wymierne skutki finansowe.

O tym wszystkim będziemy dyskutować podczas dorocznego Kongresu Relacji Inwestorskich organizowanego przez SEG. Przez kilka ostatnich lat podobne dyskusje miały na celu bardziej podtrzymanie wiedzy i doświadczenia niż prowadzenie do rzeczywistych działań mających skutkować nowymi emisjami akcji. Mam nadzieję, że zmienione otoczenie prawne i rynkowe spowoduje, że nareszcie emitenci zaczną postrzegać fakt notowania jako przewagę konkurencyjną, umożliwiającą szybkie sięgnięcie po finansowanie rynkowe.