Przed rokiem (28 marca) napisaliśmy w „Parkiecie", że firmy pożyczkowe obecne na Catalyst są dobrze przygotowane do wchodzących wówczas zmian w prawie.

Podobnie stan rzeczy oceniali inwestorzy – większość obligacji firm pożyczkowych notowano na Catalyst z premią w stosunku do wartości nominalnych (co oznacza, że dla kupujących rentowność brutto była niższa, niż wynosiło oprocentowanie obligacji).

Zbyt duża niepewność

Po roku sytuacja nie jest już tak klarowna. Rentowności obligacji wzrosły wyraźnie i dotyczy to zarówno mniejszych spółek – jak Eurocent – jak i tych największych – jak IPF Investments Polska, którego obligacje finansują działalność Providenta. Przyczyny wzrostu rentowności nie są jednak takie same i jednoznaczne. Najłatwiej byłoby napisać, że odpowiedzialność za wzrost rentowności spada na Ministerstwo Sprawiedliwości, które pod koniec roku zaskoczyło rynek publikacją projektu ustawy, która w razie uchwalenia przez parlament w sposób zasadniczy ograniczałaby rentowność firm pożyczkowych w ich obecnym modelu funkcjonowania. Być może nawet do zera. I rzeczywiście, w końcówce roku i na początku stycznia obligacje firm pożyczkowych pikowały na Catalyst, inwestorzy nie chcieli bowiem brać na siebie ryzyka prawnego.

Sam projekt spotkał się z krytyką wielu środowisk, wliczając prawników, urzędników i, rzecz jasna, głównych zainteresowanych. Od tamtego czasu projekt nie był podnoszony i wygląda na to, że cisza wokół kontrowersyjnej ustawy odpowiada wszystkim stronom. W efekcie notowania obligacji niektórych firm zdołały się podnieść.

Wyniki raczej w dół

Przyczyną wzrostu rentowności obligacji mogą być także nieco słabsze wyniki branży, co widoczne jest zwłaszcza w pogorszeniu relacji zysk netto/EBITDA. Wyraźnie wyhamowała też akcja pożyczkowa (aktywa i należności już nie rosną tak dynamicznie jak w poprzednich latach, a właściwie stoją w miejscu). Ten fakt często tłumaczony jest efektem programu 500+, ale znaczący wpływ mają też obowiązujące od roku regulacje, które obniżyły maksymalną rentowność pożyczek, a co za tym idzie, również poziom ryzyka, który firmy pożyczkowe były skłonne akceptować. A to oznacza nie tyle mniej chętnych na pożyczki, ile zaostrzenie kryteriów ich udzielania. Trudno jednak o jednoznaczną konkluzję, ponieważ ograniczenia kosztów pożyczek i wypłaty z programu ruszyły nieomal w tym samym czasie.

Skokowo pogorszyły się wyniki Eurocentu, który jeszcze niedawno w ogóle nie miał długu netto i przebojowo powiększał przychody. Spółce nie zaszkodziły jednak ani nowe regulacje, ani program 500+, lecz – najprawdopodobniej – wcześniejszy model rozwoju biznesu (odsprzedaż pożyczek), który mógł doprowadzić – firma skąpi wyjaśnień – do zbytniego poluzowania kryteriów udzielania pożyczek i w efekcie poniesienia kosztów związanych z ryzykiem takiej polityki.

Na drugim biegunie możemy umieścić SMS Kredyt Holding, który konsekwentnie od dwóch lat notuje coraz lepsze wyniki i niższe wskaźniki zadłużenia. Również grupa Everest (Pożyczki Bocian) wydaje się nieczuła na zmiany warunków prowadzenia biznesu. W obu przypadkach inwestorzy zdają się mieć inne zdanie, bo rentowności obligacji są wyższe niż przed rokiem, ale może to być częściowo dziełem przypadku i niskiej płynności handlu na Catalyst.