Notowania pary EUR/USD zniżkują od końca wiosny ubiegłego roku. W ostatnim czasie jednak zmienność kursu mocno się zawężyła. Wciąż jednak od dołu mocnym wsparciem jest strefa nad poziomem 1,11 dolara za euro. Czy dolar może się jeszcze umocnić?
Posiedzenie EBC
– Sądzę, że wynik czerwcowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego może wywrzeć presję na spadek EUR/USD w kierunku tegorocznego minimum na około 1,11– twierdzi Marcin Sulewski, ekonomista Santander Bank Polska. Jak zauważa, od kiedy bankierzy centralni ze strefy euro spotkali się ostatni raz w kwietniu, pojawiły się nowe dość ważne czynniki (m.in. plany wprowadzenia przez USA ceł na europejski sektor motoryzacyjny), które raczej pogarszają perspektywy dla wzrostu gospodarczego. – Nie sądzę jednak, by ewentualny ruch w dół kursu był trwały, bowiem sporo negatywnych czynników zostało już moim zdaniem wycenionych. Zakładam, że po kwietniowo-majowej przecenie giełdy mogą ponownie zacząć wyceniać scenariusz ożywienia gospodarczego, co byłoby negatywne dla dolara – zakłada Sulewski. Podobne zdanie ma Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ. Według niego inwestorzy nie traktują już sprawy Włoch jako poważnego problemu, a obawy o bezumowny brexit zmalały. Co dalej? – Trudno, aby Mario Draghi nie był pesymistą, ale też pytanie, czy w obliczu kończącej się w październiku kadencji na stanowisku szefa ECB będzie chciał zapowiadać działania, które musiałby już rozwijać dalej jego następca. Innymi słowy, nie wydaje się, aby rejon 1,11 miał zostać w tym tygodniu złamany – analizuje Rogalski.
Siła dolara wyparuje
Marcin Kiepas, analityk Tickmill, zauważa, że na przestrzeni ostatnich sześciu tygodni para EUR/USD już trzykrotnie zawróciła z okolic poziomu 1,11. – Wprawdzie nie implikowało to istotnej zmiany układu sił na wykresie. Ba, nawet kolejne wzrostowe odbicia były niższe, przez co sekwencja coraz niższych lokalnych szczytów została zachowana – analizuje Kiepas. – Niemniej te problemy ze sprowadzeniem kursu na coraz niższe poziomy w ramach 5-miesięcznego kanału spadkowego mogą zapowiadać powolne przejmowanie inicjatywy przez stronę popytową – mówi Kiepas. – Szczególnie że w sytuacji, gdy prezydent Trump otwiera kolejne fronty w wojnach handlowych, pole do negatywnych niespodzianek ze strony amerykańskiej gospodarki jest dużo większe niż w przypadku danych ze strefy euro. To będzie wspierać wzrosty EUR/USD. Podobnie zresztą jak spodziewane w dalszej przyszłości zdecydowane złagodzenie retoryki przez Fed – dodaje Kiepas. Jego zdaniem te czynniki sprawiają, że już teraz kurs EUR/USD powinien testować poziom 1,1350–1,14. – Spodziewam się, że poziomy te zobaczymy w perspektywie jednego–dwóch miesięcy. Tam też zostanie wyznaczony nowy poziom równowagi, zanim EUR/USD dalej ruszy na północ. Pod koniec roku euro może kosztować 1,16 dolara, a za rok 1,18 dolara – zapowiada analityk Tickmill.
Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz TMS Brokers, ocenia, że gospodarka strefy euro jest w przejściowym dołku, a przyspieszenie ożywienia się opóźnia. – Mimo to EBC nie ma pola do luzowania polityki fiskalnej, więc w dłuższym terminie wspólna waluta ma więcej do zyskania niż stracenia – uważa. Sawicki oczekuje powrotu EBC do normalizacji polityki w przyszłym roku, ale jednocześnie odsuwa prognozę pierwszej podwyżki stóp procentowych na II kwartał 2020 r. – Do katalogu ciążących euro problemów należy zaliczyć także brexitową niepewność oraz zamieszanie na scenie politycznej Włoch. To kwestie, które opóźniają umocnienie euro, ale nie wykluczają wykrystalizowania się takiej tendencji – przyznaje ekspert TMS Brokers. Jak tłumaczy, zaprzestanie przez Fed podwyżek stóp procentowych oznacza, że dolar traci wsparcie ze strony polityki monetarnej. W krótkim okresie będzie go jeszcze wspierać mocna gospodarka. – W drugiej połowie roku siła dolara zacznie wyparowywać – zapowiada Sawicki.