Lepiej od koszyka blue chipów poradził sobie indeks spółek o średniej kapitalizacji mWIG40 i zyskał 1,02 procent, gdy spółki o małej kapitalizacji grały razem z rynkiem i sWIG80 wzrósł o 0,74 procent. Z perspektywy końca sesji widać, iż w pierwszej fazie rozdania na głównym planie grały impulsy spadkowe z otoczenia, gdzie można było obserwować spadki cen metali i osłabienie złotego. Finalnie, właśnie złoty odrabiający straty do dolara i euro, pozwolił szukać zwyżek, które przełożyły się na pozytywny oddech rynku. W WIG20 zwyżkowało 13 walorów przy 6 przecenionych, gdy na całym rynku wzrosła cena 47 procent spółek przy 42 procent przecenionych i 11 procent bez zmiany ceny. Jeśli sesja jest jakąś wskazówką na temat kondycji rynku w zaczynającym się właśnie miesiącu, to bez wątpienia była sygnałem, iż władzę nad nastrojami w Warszawie zachowa kondycja złotego i relacja polskiej waluty z dolarem, a rynek pozostanie wrażliwy na postawę giełd bazowych. W czwartek, rynek będzie miał okazję kolejny raz policzyć się w kontekście impulsów z tych kierunków, gdy giełdy bazowe, surowce i waluty będą reagowały na comiesięczne dane z rynku pracy w USA, które jawią się jako najważniejsze wydarzenie początku lipca, zanim uwaga inwestorów przesunie się na sezon publikacji wyników kwartalnych. W istocie, już dziś można było mówić o impulsach z tego kierunku, ale niższy od oczekiwań odczyt liczby miejsc pracy w sektorze prywatnym mierzony przez ADP, został zrównoważony najniższą liczbą planowanych zwolnień od stycznia 2026 roku liczonych przez Challengera. Tylko technicznie patrząc otwarcie lipca skończyło się próbą załamania fali spadkowej na wykresie WIG20, ale stale najwięcej było dziś przedłużenia konsolidacji granej na finałowych sesjach czerwca.

Adam Stańczak

Analityk DM BOŚ

Wydział Analiz Rynkowych

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.