Po kilku dniach wyraźnej przeceny, wczoraj złoty w końcu złapał oddech, przynajmniej na chwilę. Pomogły przede wszystkim dane ze Stanów Zjednoczonych, które globalnie nieco osłabiły dolara, a to znalazło też przełożenie na krajowe podwórko. Piątkowy poranek na rynku walutowym przyniósł zaś spokój. Złoty był tylko nieznacznie słabszy niż w czwartek. Za dolara płacono niecałe 3,77 zł, euro było wyceniane na 4,28 zł, zaś frank szwajcarski kosztował niemal 4,66 zł. Ruch jest stosunkowo nieduży mimo, że na giełdach nadal dominuje strach. - W piątek o poranku na azjatyckich rynkach akcji ponownie odżyły obawy inwestorów względem sektora AI, w dół idą tamtejsze indeksy, a negatywny sentyment prawdopodobnie będzie ciążył notowaniom w Europie i USA. W naszej opinii jednak nie będzie to miało istotnego przełożenia na rynki FX i FI, gdzie na tych pierwszych oczekujemy stabilizacji notowań po ostatnich dynamicznych przesunięciach kursów, a w przypadku obligacji skarbowych potencjał do spadku ich rentowności jest w naszej opinii w krótkim horyzoncie ograniczony – wskazują ekonomiści PKO BP.

Czytaj więcej

Złoty w opałach. Czy to koniec jego dobrej passy?

Złoty w piątek. Pusty kalendarz makro

Gdyby patrzeć tylko na kalendarz makroekonomiczny, piątek powinien upływać na rynku walutowym w spokojnej atmosferze. -  Brak istotnych publikacji makroekonomicznych na koniec tygodnia sprawia, że rynki koncentrują się na monitorowaniu aktywności żeglugowej w cieśninie Ormuz. Wśród drugorzędnych danych znajdzie się bilans handlowy USA za maj, który prawdopodobnie utrzyma deficyt na poziomie z kwietnia. Ponadto, opublikowany zostanie indeks Uniwersytetu Michigan za czerwiec, który wg wstępnego odczytu wskazał na poprawę nastrojów konsumentów w USA, odbijających się od rekordowo niskich poziomów – podkreślają eksperci PKO BP.