Na wykresie indeksu S&P 500 dopatrzyć się można formacji przypominającej książkową chorągiewkę, czyli dwie zbiegające ku sobie linie. Wg podręcznikowych schematów jest to raczej formacja kontynuacji trendu, co przemawiałoby za wznowieniem wspinaczki na Wall Street. Kluczowy będzie jednak kierunek wybicia z tego technicznego układu. Górna linia przebiega obecnie w okolicy 7500 pkt., a dolna w okolicy 7300 pkt.
Wybiciu górą sprzyjać może w miarę korzystna jeszcze sezonowość – w ostatniej dekadzie lipiec przyniósł zwyżkę S&P 500 w 8 na 10 przypadków. Oczywiście zaraz potem rozpocznie się okres sierpniowo-wrześniowy, kojarzący się, dla odmiany, już zdecydowanie słabiej z sezonowego punktu widzenia. Czasu na realizację pozytywnego scenariusza nie ma więc zbyt dużo. Tym bardziej, że wskaźniki obliczane przez Bank of America czy Goldman Sachs już teraz pokazują, że pozycjonowanie inwestorów coraz bardziej dojrzewa do potencjalnej mocniejszej korekty.
Lipiec otworzy też kolejny sezon publikacji wyników kwartalnych na Wall Street, z którym byki wiążą spore nadzieje po nadspodziewanie udanych raportach za I kwartał. Warto też odnotować, że wskaźnik ceny do prognozowanych zysków spółek z S&P 500 spadł w ubiegłym tygodniu poniżej 20. To zasługa nie tylko czerwcowej zadyszki indeksu, ale też rewizji prognoz, do czego impulsem okazały się właśnie wspomniane poprzednie wyniki kwartalne.