Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie czynniki stały za gwałtownym spadkiem kluczowego wskaźnika koniunktury w polskim przemyśle.
- Dlaczego oficjalne dane o produkcji przemysłowej rysują zupełnie inny obraz gospodarki niż wskaźnik PMI.
- Które branże polskiego przemysłu rosną, a które zmagają się ze spowolnieniem popytu i rosnącą konkurencją.
- Z jakich powodów analitycy podważają wiarygodność badania PMI i gdzie widzą źródła optymizmu dla branży.
Dane o PMI dla polskiego sektora przemysłowego w czerwcu wykazały niespodziewane załamanie. Odczyt 46,1 pkt jest najniższy od 11 miesięcy, poprzednio mniej wyniósł w lipcu 2025 r. Co więcej, raptem przed miesiącem wskaźnik wspiął się do poziomu 49,4 pkt, najwyższego od 13 miesięcy. Czerwcowy zjazd jest więc spektakularny. To też dane mocno poniżej średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (49,6 pkt).
PMI dla polskiego przemysłu pozostaje poniżej neutralnego poziomu 50 pkt – oddzielającego poprawę od regresu w sektorze – niemal bez przerwy od ponad czterech lat. Niemal, bo wskaźnik wspiął się lekko powyżej tej granicy (maksymalnie do 50,7 pkt) w okresie luty-kwiecień 2025, co ekonomiści wiązali z przyspieszeniem zakupów w obawie przed zapowiadanymi cłami w handlu z USA.
Dane o PMI bazują na deklaracjach kadry kierowniczej w ponad 200 firmach produkcyjnych.
PMI: największy od roku spadek zamówień i produkcji
Na fatalny wynik – według analiz S&P Global – złożyło się pogorszenie wszystkich pięciu subindeksów składowych. Głównym motorem załamania był kolejny mocny spadek liczby nowych zamówień. Taka sytuacja ciągnie się już od 15 miesięcy, a teraz tąpnięcie było najmocniejsze od roku. Same zamówienia na eksport również spadły najbardziej od 12 miesięcy. „Niższa liczba nowych zamówień była efektem słabszego popytu, spowolnienia gospodarczego, trudności w pozyskiwaniu nowych klientów, wysokiego poziomu zapasów u odbiorców oraz ograniczonych budżetów klientów” – wyjaśniono w raporcie S&P Global.
Słaby popyt przyhamował także produkcję w fabrykach – jej spadek był najmocniejszy od 11 miesięcy. Z danych S&P Global wynika, że zapasy wyrobów gotowych rosną (w czerwcu najmocniej od blisko dwóch lat), a zaległości produkcyjne cały czas spadają. Dostosowywanie zdolności produkcyjnych do niższego popytu obejmuje też redukcję poziomu zatrudnienia – już czternasty miesiąc z rzędu.
Dane S&P Global wskazują też na pewne złagodzenie presji kosztowej: wciąż jest ona wysoka, ale jednak najniższa od trzech miesięcy. „Wyższe ceny surowców były głównie efektem wzrostu cen materiałów – zwłaszcza ropy, metali i chemikaliów – a także wzrostu kosztów energii, paliw, opakowań i transportu” – napisano w raporcie. Również ceny wyrobów gotowych rosły w wolniejszym tempie niż w poprzednich dwóch miesiącach. – Jeżeli spadek presji cenowej utrzyma się w trzecim kwartale, popyt może się ożywić – ocenia Trevor Balchin, dyrektor ekonomiczny w S&P Global Market Intelligence.
Statystyki wskazały też na wyraźne osłabienie nastrojów menedżerów. Wskaźnik przyszłej produkcji odnotował wręcz największy miesięczny spadek od początku pandemii w marcu 2020 r., choć wciąż lekką przewagę mają deklaracje pozytywnych nastrojów. Główne obawy dotyczą poziomu popytu i niedoborów zaopatrzenia. – Okres zbierania danych za czerwiec rozpoczął się 11 czerwca, czyli przed podpisaniem memorandum o porozumieniu w sprawie zaprzestania działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem 17 czerwca, i zakończył się 24 czerwca. Jeśli negocjacje posuną się dalej, dane za lipiec będą uważnie obserwowane pod kątem potencjalnego odbicia nastrojów – zaznacza dyrektor ekonomiczny w S&P Global Market Intelligence.
Dane o PMI nie idą w parze z innymi
Tyle dane S&P Global. „Problem” tylko w tym, że inne dane i obserwacje nie wskazują na to, aby w polskim przemyśle trwała zapaść. Zgodnie z danymi GUS, produkcja przemysłowa jest w trendzie wzrostowym, a ostatnie, majowe dane (wzrost o 4,1 proc. r/r) okazały się nawet lepsze od średniej prognoz ekonomistów. Statystyki Głównego Urzędu Statystycznego sugerują też, że poziom nowych zamówień w przemyśle (szczególnie z kraju) rośnie w ostatnich miesiącach. Ba, w maju wybiły wręcz o ponad 143 proc. r/r i 135 proc. względem kwietnia, ze względu na jednorazowy efekt zamówień wojskowych w ramach SAFE.
– PMI ma ograniczenie, o którym rzadko się mówi. Badanie obejmuje ponad 200 firm produkcyjnych. Tymczasem w Polsce działa blisko 18 tys. przedsiębiorstw przetwórczych zatrudniających co najmniej 50 pracowników. Próba obejmuje więc mniej niż 1,2 proc. ogółu – komentuje Mariusz Zielonka, główny ekonomista Lewiatana. – Dodatkowo, PMI jest indeksem dyfuzji. Pokazuje, czy sytuacja się poprawia lub pogarsza, ale nie mówi nic o skali tych zmian – wyjaśnia. Jak wskazuje, to ma znaczenie zwłaszcza dziś. – Kilkanaście dużych firm z sektora zbrojeniowego, energetycznego czy KGHM odpowiada za około 15-20 proc. produkcji przemysłowej, ale w próbie PMI stanowią zaledwie kilka procent respondentów. W efekcie badanie może systematycznie niedoszacowywać wpływu tych branż na cały przemysł – mówi Zielonka.
Uspokajająco po publikacji czerwcowych danych o PMI piszą też analitycy PKO Banku Polskiego. „Niezmiennie uważamy, że wskaźnik PMI nie jest najlepszym predyktorem kondycji polskiego przetwórstwa” – komentują, zauważając, że dane o produkcji wskazują na przyspieszenie dynamiki w ostatnich miesiącach. Oceniają, że znaczące i nagłe pogorszenie PMI wynika z problemów metodycznych wskaźnika oraz sezonowości.
Wskazują przy tym jednak na duże zróżnicowanie branżowe w polskim przemyśle – szybko rośnie produkcja dóbr inwestycyjnych i pośrednich, podczas gdy z problemami nadal mierzą się m.in. motoryzacja i producenci dóbr konsumpcyjnych trwałych (m.in. meble, RTV, AGD). „Istnieją więc branże, które zmagają się z istotnymi wyzwaniami (m.in. konkurencją z Chin, kosztami energii), ale perspektywy dla przemysłu jako ogółu pozostają ostrożnie optymistyczne” – oceniają.