Analitycy na ogół nie przewidują głębszych zmian w notowaniach złotego, zwracając uwagę raczej na zalety kraju oraz regionu, zwłaszcza porównując go z resztą Europy.
Co grozi gospodarkom?
Ostatnie tygodnie jasno pokazują, że amerykański dolar niezmiennie postrzegany jest przez inwestorów jako bezpieczna przystań. W czasie napięć politycznych i międzynarodowych konfliktów, gdy kapitał ucieka niemal ze wszystkich aktywów, dolar zyskuje na wartości. Tak było w marcu, gdy notowania głównej pary walutowej osunęły się z okolic 1,18 nawet do 1,141. Następnie, wraz z rosnącymi nadziejami na stabilizację sytuacji wokół Cieśniny Ormuz, dolar ostygł. Kurs EUR/USD pod koniec zeszłego tygodnia powędrował nawet do 1,185, czyli wskoczył powyżej poziomu zamknięcia lutego.
Podobnie w ostatnich miesiącach prezentują się notowania USD/PLN. Ten rok rozpoczął się od tąpnięcia USD, który pod koniec stycznia sięgnął dołka na 3,47 zł. Luty, a następnie marzec, przyniosły zwyżki USD/PLN, które jednak brutalnie zostały przerwane w pierwszej połowie kwietnia. W drugiej połowie miesiąca dolar kosztuje niecałe 3,60 zł, tj. podobnie do zamknięcia 2025 r. A przypomnijmy, że w ubiegłym roku kurs USD/PLN spadł o ponad 13 proc. W jeszcze szerszej perspektywie widzimy trend spadkowy USD/PLN począwszy od szczytu w okolicach 5 zł w 2022 r., tj. w krytycznym punkcie strachu o wpływ wojny Rosji z Ukrainą na Polskę.
W powszechnej opinii administracji Donalda Trumpa słabszy dolar jest na rękę, natomiast część ekspertów spodziewa się, że w najbliższych kwartałach złotego czeka słabszy okres. W prognozach dotyczących tego roku sporo zmienił amerykańsko-izraelski atak na Iran, który wywindował ceny ropy, co z kolei podnosi ryzyko powrotu wyższej inflacji. Przekonali się już o tym inwestorzy na rynku obligacji, gdzie kwietniowe spadki rentowności zniosły ledwie połowę wzrostów oprocentowania (spadków cen) z marca.
Notowania USD względem PLN to w dużym stopniu pochodna zachowania złotego do euro oraz nastawienia inwestorów do ryzykownych aktywów. W marcu, przy rosnących obawach o perspektywy światowej gospodarki, PLN tracił również w zestawieniu z EUR oraz innymi walutami rynków bazowych. W kwietniu szybko się jednak podniósł.
Czytaj więcej
Notowania głównej pary walutowej EUR/USD pozostają pod wpływem doniesień z Bliskiego Wschodu. Weekendowe fiasko rozmów pokojowych sprawiło, że dola...
– Rynki przez palce patrzą na zagrożenia geopolityczne i stagflacyjne, na czym korzystają europejskie waluty, w tym złoty. Kurs euro w szczycie paniki nie sforsował ubiegłorocznych szczytów leżących w okolicy 4,30 zł, a gdy nastroje okrzepły dzięki nadziejom na koniec konfliktu, złoty ruszył do odrabiania strat – analizuje Bartosz Sawicki z Exante. Jak zauważa, wraz ze spadkami cen ropy i gazu funt czy euro w minionym tygodniu wymazały całość marcowego osłabienia w relacji do dolara. W ślad za tymi przetasowaniami EUR/PLN spadł poniżej 4,25 zł, w piątek osiągając poziomy notowane bezpośrednio przed atakiem na Iran.
– Awersja do ryzyka wygasła, ale pozostała niepewność dotycząca wpływu skoku cen surowców energetycznych na tendencje cenowe. Sprawia to, że rynek stracił wiarę w dalsze obniżki stóp procentowych w Polsce, a rewizja dyskonta przyszłych stóp stabilizuje PLN. Dodatkowym, przejściowym czynnikiem pozytywnym dla wszystkich walut regionu stał się wynik wyborów na Węgrzech. Z kolei niezmiennie mocnym punktem złotego jest relatywnie wysoki na tle Starego Kontynentu wzrost gospodarczy – tłumaczy analityk.
Byle do jesieni
Jak zauważa Sawicki, globalne nastroje dobrze oddaje fakt, że amerykańskie indeksy akcji biją rekordy wszech czasów, wbrew napływającym informacjom wskazującym na rosnące ryzyko stagflacji i perspektywę utrzymywania się wyższej premii za ryzyko. Nasdaq ma za sobą 13-sesyjną, najdłuższą od 1992 r. serię wzrostów. – Na Wall Street pogłębia się rozstrzał pomiędzy obecnym zachowaniem inwestorów, a przyszłym otoczeniem makroekonomicznym i perspektywami rentowności spółek. Sielanka nie może trwać wiecznie, a zderzenie z rzeczywistością w pewnym momencie powinno podciąć skrzydła także złotemu. W takich warunkach trudno będzie o sforsowanie przez EUR/PLN tegorocznych dołków w okolicy 4,20 zł – twierdzi. – Za bardziej prawdopodobny scenariusz dla polskiej waluty należy uznać wykrystalizowanie się nowego, średnioterminowego, kilkugroszowego przedziału wahań kursu euro wokół poziomu 4,25 zł – szacuje Sawicki.
Czytaj więcej
Nadal 72 proc. klientów traci na rynku forex. Średni wynik przypadający na jednego inwestora w 2025 r. uległ jednak poprawie.
Jak wspominają analitycy mBanku, notowania EUR/PLN lekko wzrosły od początku wojny w Iranie i oczekują też kontynuacji deprecjacji krajowej waluty w kolejnych kwartałach. "Wzrost EUR/PLN może być ograniczany potencjalną aktywnością po stronie Ministerstwa Finansów, polegającą na wymianie środków z Unii Europejskiej bezpośrednio na rynku, a nie w NBP. Podkreślamy przy tym, że w tym momencie większość operacji przeprowadzana jest w NBP. Oznacza to, że Ministerstwo Finansów ma dużo większe pole manewru w zakresie umacniania niż osłabiania złotego. Tymczasem to ostatnie wydawałoby się bardziej pożądanym kierunkiem z punktu widzenia polityki gospodarczej, biorąc pod uwagę trudną sytuację globalnego handlu oraz obserwowane ostatnio znaczące, realne umocnienie złotego mierzone kursem efektywnym (czyli łącznie do wszystkich istotnych dla polskiego handlu walut)" – komentują ekonomiści mBanku.
Ze spokojem na złotego spogląda za to Marcin Kiepas, analityk Tickmill. – Zakładam, że złoty, podobnie jak i wszystkie rynki finansowe, większość zawirowań związanych z wojną na Bliskim Wschodzie ma już za sobą. To oznacza, że najbliższe miesiące aż do jesieni upłyną pod znakiem względnej stabilizacji polskiej waluty – przewiduje. Jak tłumaczy, niezmiennie złotego wzmacniać będzie relatywnie szybki wzrost polskiej gospodarki oraz dodatkowe, związane z niedawnymi wyborami na Węgrzech, większe zainteresowanie inwestorów zagranicznych Europą Środkową. – To będzie stanowiło przeciwwagę dla czynników pośrednio lub bezpośrednio szkodzących złotemu, jak niepewność o kondycję głównych europejskich gospodarek, czy brak konsolidacji fiskalnej w Polsce – mówi.
Kiepas prognozuje, że do jesieni kurs EUR/PLN będzie się konsolidował w przedziale 4,22-4,26 zł, a USD/PLN przez większość czasu pozostanie powyżej 3,60 zł, w skrajnych przypadkach testując poziom 3,55 zł od dołu i 3,70 zł. – Pewnego osłabienia złotego spodziewam się pod koniec roku, jako pochodnej generalnego pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych, sygnałów wyhamowania wzrostu gospodarczego w 2027 r. i wzrostu ryzyka politycznego związanego z przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi w Polsce. To powinno przełożyć się na trwały wzrost notowań EUR powyżej 4,30 zł i powrót notowań USD powyżej 3,70 zł – przewiduje Kiepas.
W krótkim terminie wiele będzie zależeć od wypadków na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy mogą się czuć zagubieni słysząc nawet sprzeczne sygnały z obu wojujących stron. – Poza kwestią bliskowschodnią, która będzie generować wiele emocji, równie ważne może okazać się wtorkowe przesłuchanie Kevina Warsha przed senacką Komisją Bankową. Nowy szef Fedu może zaprezentować się nie jak "gołąb", a bardziej "ostrożny i wyważony" gracz, co akurat może być jego atutem przy coraz bardziej podzielonej w poglądach Rezerwie Federalnej – komentuje Marek Rogalski z DM BOŚ. – Ale rynki w krótkim terminie mogłyby odebrać to jako "pro-dolarowy" sygnał – dodaje.