Jednym z takich obszarów, gdzie twórczość tę możemy podziwiać w dużej okazałości, jest określanie zakresu stosowania danej regulacji. Prawie każda nowa ustawa definiuje na swoje potrzeby katalog podmiotów nią objętych. Teoretycznie należałoby to pochwalić – dzięki temu adresatami konkretnych regulacji powinny być starannie wyselekcjonowane podmioty, aby nie było „przypadkowych ofiar”. Jednak wielokrotnie mamy do czynienia z niewłaściwym doborem adresatów regulacji, a zatem tej korzyści nie ma.

Na drugiej szali mamy olbrzymie zawiłości regulacyjne wynikające z mnogości katalogów podmiotów objętych różnego rodzaju wymogami. Raz kryteria finansowe, innym razem liczba pracowników, tu bierzemy pod uwagę grupę kapitałową, a tam spółkę jednostkowo, ta regulacja dotyczy spółek wszystkich, inna – notowanych, a jeszcze inna – tylko notowanych na rynku regulowanym. Jest to tym bardziej skomplikowane, że najczęściej katalogi te konstruowane są przez zaprzeczenie. Chodzi o to, aby w regulacjach nie było widać skali wymogów wobec małych przedsiębiorstw, ale ceną za to jest zagmatwanie systemu.

Wyjaśnię to na przykładzie – załóżmy, że nowa ustawa wprowadza 77 nowych wymogów i że 70 z nich dotyczy wszystkich, a 7 – tylko tych największych. Uporządkowane przedstawienie tego w przepisie prawa byłoby proste i zrozumiałe, a co za tym idzie – wzbudzałoby opór części legislatorów. Dlatego ustawy pisane są odwrotnie – mamy nowy przepis zawierający 77 wymogów, ale małe spółki nie muszą spełniać 7 z nich. Pozornie to niby to samo, ale przy właściwej prezentacji można argumentować, jak wielki ukłon legislator wykonuje wobec małego biznesu – jest przecież cała lista wyłączeń.

W związku z powyższym pajęczyna powiązań regulacyjnych jest utkana tak misternie, że niekiedy w tę sieć wpadają sami twórcy przepisów. Najnowszy przykład dotyczy świeżo uchwalonej ustawy implementującej dyrektywę kompetencyjną (potocznie niesłusznie nazywaną Women on boards). Przez cały proces legislacyjny przekaz projektodawców był jasny – ustawa nie dotyczy podmiotów zatrudniających poniżej 250 pracowników. Jednak z uwagi na wskazany powyżej proceder konstruowania katalogu adresatów przez zaprzeczenie, w ustawie znalazło się coś innego niż w uzasadnieniu.

Które spółki są zatem objęte wymogami tej ustawy? W uproszczeniu ustawa miała obejmować spółki notowane na rynku regulowanym, które zatrudniają od 250 pracowników i spełniają przynajmniej jedno z kryteriów finansowych (roczne przychody netto powyżej 50 mln euro lub suma bilansowa powyżej 43 mln euro) i taka była intencja projektodawców komunikowana w oficjalnym przekazie i w uzasadnieniu do ustawy.

Niestety, poziom zagmatwania regulacyjnego nie pozwala na takie uproszczenia i mamy do czynienia także z takimi emitentami, którzy nie spełniają kryterium wyłączenia (tj. nie kwalifikują się jako MŚP), bo wprawdzie zatrudniają poniżej 250 pracowników, ale przekraczają oba kryteria finansowe. Czyli spółki mające na poziomie jednostkowym roczne przychody powyżej 50 mln euro i wartość aktywów powyżej 43 mln euro przez kolejne 2 lata obrotowe najprawdopodobniej są objęte ustawą, niezależnie od liczby pracowników. W podobnej sytuacji są spółki powyżej 250 pracowników, ale nie przekraczające żadnego z kryteriów finansowych. Ta niespodzianka regulacyjna jest dla tych grup emitentów szczególnie bolesna, gdyż – kierując się oficjalnym przekazem projektodawcy – nie czuli się zobowiązani do przygotowań w tym zakresie.

Rozdźwięk pomiędzy uzasadnieniem a brzmieniem ustawy wymaga jeszcze dalszych interpretacji, w związku z czym zwróciliśmy się do projektodawcy z prośbą o wyjaśnienie stanu prawnego spółek w opisanej powyżej sytuacji. Niemniej, niezależnie od dalszych rozstrzygnięć, sam fakt powstawania wątpliwości w tak ważnym obszarze powoduje niepotrzebne ryzyka po stronie emitenta, zwłaszcza że mówimy o wdrożeniu bardzo krótkiej dyrektywy (zaledwie 15 stron, z czego 2/3 stanowi preambuła) uchwalonej prawie 4 lata temu, czasu było zatem pod dostatkiem i emitenci nie powinni być zobowiązani do przeprowadzenia śledztwa, aby ustalić, czy są adresatami tej regulacji.

A może powinno być tak, że skoro ktoś narzuca komuś jakieś wymogi, zobowiązany jest jednocześnie do poinformowania adresata regulacji? Że każda spółka powinna z odpowiednim wyprzedzeniem otrzymać wiadomość, jakie wymogi wchodzą, od kiedy, jak się do nich przygotować i jakie wsparcie w tych przygotowaniach oferują twórcy regulacji? A może wręcz taka komunikacja powinna być prowadzona na etapie projektów regulacji, aby uniknąć wdrażania rozwiązań, które są bardzo kosztowne, a mało efektywne? Mam nadzieję, że – zanim się zaregulujemy do cna – przyjdzie refleksja, że przecież te działania konsultacyjno-informacyjne ex ante wzmagałyby efektywność regulacji dużo bardziej niż zastraszająco wysokie sankcje.