W tym tygodniu średnie ceny paliw transportowych na polskich stacjach znowu wzrosły. Z najnowszych danych portalu e-petrol.pl wynika, że litr oleju napędowego kosztuje już 8,75 zł, a cena benzyny Pb95 sięga 7,89 zł. Tymczasem jeszcze pod koniec wakacji można było je nabyć odpowiednio po 7,51 zł oraz 6,57 zł. Ponadto zmienił się trend  autogazu. W ostatnich miesiącach paliwo to taniało, a w tym tygodniu i ono zdrożało.

Czytaj więcej

Nawet 8,80 zł za litr diesla i 8 zł za benzynę. Nadciąga kolejna fala podwyżek na stacjach

Bez podwyżki CIT nie będzie wsparcia dla kierowców

Kolejne podwyżki cen na stacjach paliw znowu wywołały dyskusje dotyczące możliwości interwencji państwa na tym rynku. Andrzej Domański, minister gospodarki i finansów powiedział w Radiu Zet, że chciałby, aby koncerny paliwowe składały się na osłony dla kierowców. W tej sprawie rozmawia z ministrami energii oraz aktywów państwowych. Jednocześnie wskazuje na kluczową rolę prezydenta Karola Nawrockiego, który blokuje działania rządu. Chodzi o regulacje podnoszące podatek CIT.

W 2027 r. miałby on wzrosnąć z 19 proc. do 22 proc. dla firm o obrotach powyżej 50 mln euro rocznie, a dla przedsiębiorstw energetycznych i paliwowych nawet do 30 proc. Na podpisanie przez prezydenta ustawy podwyższającej daniny jednak się nie zanosi. Tymczasem z powodu ogromnego deficytu budżetowego w tym roku rząd nie chce bez dodatkowych dochodów finansować kolejnych osłon dla kierowców.

W tym kontekście trzeba pamiętać, że tylko w ramach pierwszej edycji rządowego programu CPN (Ceny Paliwa Niżej), która trwała do końca czerwca, obniżki cen na stacjach kosztowały budżet 4,7 mld zł. W drugim etapie CPN, reaktywowanym w sierpniu, było to dodatkowe 495 mln zł.

Miłosz Motyka, szef resortu energii, wyraził wątpliwość w TVP Info, aby koszt zakupu litra oleju napędowego czy benzyny przekroczył w Polsce psychologiczną barierę 10 zł za litr. Z drugiej strony przyznał, że dużo zależy w tej sprawie od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Tymczasem w środę rano kurs ropy naftowej gatunku Brent, czyli surowca wydobywanego spod dna Morza Północnego, przekroczył psychologiczną barierę 100 USD za baryłkę. Tym samym był najwyższy od maja. Z kolei amerykańska ropa gatunku WTI kosztowała ponad 95 USD, co było najwyższym jej kursem od czerwca.

Czytaj więcej

Nowe zasady w „Orlen w Portfelu”: Łatwiejsza rejestracja dla tysięcy akcjonariuszy

Maleją szanse na odblokowanie Cieśniny Ormuz

Powodem kolejnych zawirowań na rynku ropy naftowej jest eskalacja działań zbrojnych w rejonie Zatoki Perskiej. We wtorek wieczorem amerykańska armia zniszczyła pięć irańskich tankowców. Był to odwet za przeprowadzone w ostatnich dniach ataki na okręt marynarki wojennej USA. Co więcej, zapowiedziano, że będą one kontynuowane, jeśli Iran nadal będzie ostrzeliwał amerykańskie okręty.

Mimo to działania odwetowe Iranu były kontynuowane. W nocy z wtorku na środę tamtejsze siły przeprowadziły atak na amerykańskie wojska stacjonujące w bazie lądowej w Jordanii. Iran podaje, że uszkodził m.in. miejsca stacjonowania i schrony dla samolotów bojowych. Ponadto zapowiedział odwetowe ataki na tankowce znajdujące się w pobliżu Kuwejtu i Bahrajnu.

W konsekwencji maleją szanse na odblokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przed wybuchem wojny realizowano około 20 proc. światowego eksportu ropy. Co więcej zmniejszają się globalne zapasy tego surowca.

Ponadto analitycy zauważają, że jeszcze mocniej niż ropa rosną ceny produktów naftowych. Olej napędowy, który jest podstawowym paliwem w wielu krajach na całym świecie, osiągnął w USA najwyższe ceny od połowy 2022 r. Dostawy diesla maleją również z powodu ograniczenia jego produkcji przez rafinerie działające na Bliskim Wschodzie.

Do tego dochodzi mocno ograniczona podaż z Rosji, co jest konsekwencją nie tylko nakładanych na ten kraj sankcji, ale przede wszystkim skutecznych ukraińskich ataków dronowych na rosyjskie instalacje.