Już 18 sierpnia rozpoczął się proces, w którym koalicja kilkudziesięciu stanów USA pozwała koncern Meta za celowe uzależnianie dzieci i nastolatków od Instagrama oraz Facebooka. Zapowiadał się proces, który mógł kosztować spółkę prawie tyle, ile jest warta, czyli 1,4 biliona dolarów. Skończyło się na ugodzie w wysokości jedynie 16,8 miliarda USD, ale uważam, że to może być tylko początek. Koncerny tytoniowe też długo lekceważyły procesy, a w końcu zapłaciły krocie (około 250 mld dolarów).

Już następnego dnia Departament Skarbu USA ustami Scotta Bessenta, sekretarza skarbu, poinformował, że od 9 września co najmniej podwoi maksymalną wielkość operacji odkupu obligacji z długiego końca krzywej. Chodziło o zwiększenie skupu z 2 mld do 4 mld dolarów (ok. 14 mld kwartalnie), co na rynku wartym 32 biliony dolarów jest kwotą znikomą. Nic dziwnego, że po chwilowym spadku rentowności obligacje wróciły do poziomu sprzed „efektu Bessenta”. To jednak daje do myślenia – USA boją się już o wysokość rentowności swojego długu.

Nic dziwnego, skoro jego wartość przekroczyła już 40 bilionów dolarów (ponad 40 lat PKB Polski), a roczny deficyt przekracza 2 bln dolarów i przekracza 6 proc. PKB. Od długiego już czasu twierdzę, że sytuacja na rynku zadłużenia wielu państw grozi globalnym kryzysem zadłużenia, przy którym Wielki Kryzys Finansowy z lat 2007-2009 będzie mikrokryzysem. Nie da się jednak przewidzieć, kiedy taki kryzys wybuchnie. Potrzebna jest do jego wybuchu odpowiednia narracja rynkowo-mediowa.

Trwalszy był wpływ działań Bessenta na rynku walutowym. Wystraszeni inwestorzy błyskawicznie przenieśli kurs EUR/USD z nieco ponad 1,15 do okolic 1,17 USD. Potem ten efekt znacznie zmniejszyło wystąpienie Kevina Warsha, szefa Fedu, ale o tym niżej. Jeśli USA będą starały się interweniować na rynku obligacji, to dolara będą osłabiały. To może się podobać Trumpowi, który jest przecież zwolennikiem słabszego dolara. W Bloombergu pojawił się nawet tytuł „USA »igrają z ogniem«, ponieważ dolar ryzykuje deprecjację na wzór jena”. To pewnie przesada, ale myślę, że niewielka.

Sekretarz skarbu USA miał w sierpniu dużo pracy. Pojawił się 24 sierpnia, przedstawiając plan D-Day, czyli supersankcji na Iran. Sankcje mają dotknąć pięciu sektorów – aktywów cyfrowych, technologii, złota, lotnictwa i transportu morskiego. Bessent zapowiedział możliwe rozszerzenie sankcji na kraje prowadzące interesy z Iranem, ale powstrzymał się od powiedzenia, które to kraje, od kiedy będą karane i nie mówił o wysokości kar. Ten superpakiet ma na celu izolację Iranu i zakończenie sześciomiesięcznej wojny. Już ja to widzę, jak USA nakładają sankcje na Chiny, Indie, Pakistan, Turcję i wiele innych krajów. Ma to być dla tych krajów „strzał ostrzegawczy”.

Najwyraźniej ta administracja (czy jest jakieś zdziwienie) niewiele czyta i nie wie, że są badania pokazujące, że w żadnym kraju rządzonym autorytarnie sankcje nie dały oczekiwanego rezultatu. Owszem, uderzały w gospodarkę i w społeczeństwo, ale nie zmieniały rządu i polityki kraju. Zresztą można nie czytać badań – wystarczy przytoczyć: Korea Północna, Kuba, Wenezuela (przed uprowadzeniem prezydenta, a nawet potem), właśnie Iran i wiele innych.

Ropa staniała, ale nie z powodu obawy o skutki tego planu, ale dlatego, że było to klasyczne wiele hałasu o nic i nie prowokowało Iranu do ostrej odpowiedzi. Większy wpływ mogło mieć to, że Pakistan zapowiadał negocjacje i duże prawdopodobieństwo powrotu do memorandum (MoU) sprzed ponad dwóch miesięcy. Ekscytowano się tym, że Iran i Oman ustaliły zasady tranzytu przez Ormuz, ale bez porozumienia Iran – USA ta umowa będzie martwa. Trump już powiedział Amerykanom, że muszą się przyzwyczaić do wysokich cen paliw, więc należy założyć, że cena ropy do początku listopada (wybory w USA) będzie się utrzymywała w okolicy 80 dolarów za baryłkę, a docelowego porozumienia nie będzie.

Kolejnym sierpniowym wydarzeniem była publikacja raportu kwartalnego Nvidii po sesji 26.08. Wyniki dość wyraźnie przebiły oczekiwania Wall Street w zakresie przychodów i zysków oraz zapewniły lepsze od oczekiwanych prognozy na trzeci kwartał (107 mld dolarów przychodu). Doprowadziło to do jednosesyjnej poprawy nastrojów na Wall Street, chociaż według mnie to, że Nvidia ma potężne marże i przychody będzie dużo kosztowało spółki z sektora AI, co będzie ograniczało ich zyski.

Teoretycznie końcowym akcentem sierpnia było sympozjum Fedu w Jackson Hole. Kevin Warsh wystąpił na nim 28.08. Mnie nie zaskoczył, bo przecież oczekiwałem, że będzie brzmiał „jastrzębio”. Musi ciągle udowadniać (słownie), że nie jest pacynką Trumpa. Tuż po wystąpieniu miałem wrażenie, że przyjdzie mi napisać o dychotomii rynków. Indeksy podskoczyły (bo przecież nic nowego nie powiedział), a dolar bardzo się umocnił (bo wymowa wystąpienia była bardzo „jastrzębia”).

Jednak bardzo szybko doszło do porozumienia między tymi dwoma rynkami – indeksy spadły (Nasdaq wyraźnie), dolar nadal się umacniał, więc doszło do przeceny złota. Dolar w ocenie wystąpienia miał rację. Jeśli szef Fedu mówi, że inflacja PCE (obecnie 3,7 proc.) musi spaść do 2 proc., to co prawda jest odgrzewany kotlet, ale jednak mocny akcent. Jeśli kończy tym, że z dwóch mandatów Fedu (inflacja i rynek pracy) dla niego i jego kolegów inflacja jest obecnie najważniejsza, to już pachnie wrześniową podwyżką stóp.

Zobaczymy za dwa tygodnie (posiedzenie FOMC kończy się 16 września), a do tego czasu rynek dostanie jeszcze nowe dane z rynku pracy i dane o CPI. Dużo się może wydarzyć. Uważam, że reakcja rynku walutowego i złota jest zdecydowanie przesadna, ale czekanie na posiedzenie FOMC powinno hamować zwyżkę EUR/USD, o ile Departament Skarbu znowu nie będzie interweniował (większymi kwotami) na rynku obligacji. To czekanie na Fed może ograniczać zwyżki cen akcji.

W dniu rozpoczęcia sympozjum Fedu na naszym rynku pokazała się duża podaż, która doprowadziła do spadku WIG20 o blisko dwa procent. Wydawało się, że po prostu część inwestorów realizowała zyski nie chcąc już kontynuować trwającej dystrybucji akcji (tak to wyglądało). Jednak na innych giełdach nie było spadków indeksów, a poza tym złoty całkiem wyraźnie się osłabił. Najwidoczniej komuś puściły nerwy po informacji o wizycie szefa CIA w Moskwie i po tym, co napisał Bloomberg. Według tej agencji Rosja przygotowuje się do eskalacji ataków na Ukrainę, a źródła twierdzą, że Putin może zdecydować się na użycie taktycznej broni jądrowej. Najpewniej są to tzw. kontrolowane przecieki, które mają na celu zmiękczenie postawy krajów wspierających Ukrainę, ale niewątpliwie rodzą jakiś niepokój.

Rozpoczynamy wrzesień, który jest statystycznie najgorszym miesiącem dla giełd, a poza tym będzie to już ostra faza przedwyborczej kampanii w USA i rozpoczęcie kampanii w Polsce (która tak naprawdę od dawna już trwa). Nic dziwnego, że duża większość analityków zapowiada korektę na rynkach. Ja też na to czekam, ale - po pierwsze - statystyka bardzo często zawodzi, a po drugie, jeśli duża większość czegoś oczekuje, to rodzi się pokusa przejścia na stronę kontrarianów, czyli tych, którzy uważają, że jeśli wszyscy czekają na korektę, to jej nie będzie. Sprawdzimy już niedługo.