Dziś ciekawostka. W 2008 roku władze Japonii, dostrzegając problem rosnącej otyłości wśród obywateli, wprowadziły regulację (Metabo Law) nakładającą na firmy dbanie o wagę pracowników. Warto tu zwrócić uwagę, że „wzrost otyłości” to w tym przypadku stwierdzenie nieco na wyrost – dostrzeżono ten problem gdy odsetek osób z nieprawidłową według lekarzy wagą wzrósł raptem do 4-5 proc. społeczeństwa. Dla porównania w Europie sięga on 20-30 proc., a w USA 40 proc.
Metabo Law nie było oczywiście zakazem nadwagi, lecz nałożeniem na firmy obowiązku okresowego mierzenia obwodu pasa osób w wieku 40–74 lat . Limity były określone na 85 cm dla mężczyzn i 90 cm dla kobiet. Przekroczenie tych wartości nie skutkowało karami dla osoby, odpowiedzialność przeniesiono na firmy.
Gdy zbyt wiele osób przekraczało normy, pracodawca mógł zostać obciążony wyższymi składkami zdrowotnymi. Firma nie tylko mierzyła obwód pasa, ale i go próbowała „naprawić” oferując m.in. konsultacje dietetyczne po 3/6 miesiącach od badania, coaching zdrowotny ze śledzeniem postępów, nawet dopłaty do siłowni czy programy aktywności.
Oficjalny cel nowego prawa? Zdrowie obywateli. Japonia, mimo że należała wtedy do najzdrowszych społeczeństw świata, zaczęła dostrzegać rosnące ryzyko tzw. zespołu metabolicznego (stąd Metabo Law). Z ekonomicznego punktu widzenia regulacja była nawet racjonalna. Kraj już wtedy był jednym z liderów starzenia się społeczeństwa, a wydatki na ochronę zdrowia rosły szybciej niż PKB. W tej sytuacji każdy dodatkowy kilogram wagi ciała ponad normę był przyszłym kosztem dla budżetu.
Metabo Law było więc działaniem prewencyjnym. Rozwiązanie nawet sprytne: zamiast karania obywateli, wciągnięto do tego firmy. A firmy - jak wiadomo – wiedzą jak egzekwować dyscyplinę twierdząc przy tym, że „takie jest prawo” (patrz np. zaległe urlopy).
Co z tego wyszło? Skutki były mieszane. Niektóre firmy zaczęły koncentrować się na spełnianiu wskaźników, nie na realnym zdrowiu pracowników, pojawiła się np. „kreatywna księgowość mierzenia obwodu pasa”, naciski na kontrolę diety na chwile przed badaniami (przypomina to trochę ESG w Europie – dużo raportowania, niewielkie efekty). Na koniec nie udało się osiągnąć zakładanych celów (poprawa zdrowia, spadek kosztów opieki nad chorymi).
Per saldo skutek prawa był jednak pozytywny. Japonia utrzymała niski wskaźnik otyłości, przy okazji stworzono stały systemu monitoringu z lekką presją na kontrolowanie wagi oraz wciągnięto w politykę zdrowotną kraju firmy. Firmy zaczęły inwestować w zajęcia sportowe i dopłaty do aktywności, kampanie zdrowego stylu życia i regularne konsultacje medyczne.
Zdrowie pracowników stało się więc nowym KPI dla zarządów spółek. Według ekspertów dzięki niemu Japończycy, choć może jakoś spektakularnie nie schudli, zaczęli pilnować aby nie utyć jak reszta świata. I to należy chyba uznać za sukces.