Zacznijmy od historii Państwa banku. Kiedy powstał, w jakich okolicznościach i kto wspierał finansowo to przedsięwzięcie?

Trade Republic został stworzony 10 lat temu przez Christiana Heckera, Thomasa Pischke i Marco Cancellieriego – naszych trzech założycieli. Nasza firma powstała w odpowiedzi na problem „luki emerytalnej”. Gdy spojrzy się na europejskie rynki, to widać, że praktycznie w każdym kraju system emerytalny zawodzi. Opiera się on na założeniu, że pracująca część społeczeństwa utrzymuje emerytury osób niepracujących. Ale to działa tylko wtedy, gdy obie grupy są w odpowiedniej proporcji. W wyniku zmian demograficznych w niemal każdym europejskim kraju coraz więcej starszych osób pobiera emerytury, a coraz mniej młodych ludzi wpłaca składki do systemu. To właśnie problem, który zauważyli założyciele Trade Republic. Stwierdzili: ludzie muszą zacząć oszczędzać samodzielnie, ponieważ system emerytalny nie działa. Założyciele doszli do wniosku, że najlepszym sposobem inwestowania jest inwestowanie na rynkach kapitałowych, bo tam średnio osiąga się najwyższe zwroty. Jednak tylko 10 proc. Europejczyków inwestuje na rynkach kapitałowych. Pojawiło się pytanie: dlaczego? Co jest problemem? Wyróżniały się dwie rzeczy. Po pierwsze, ludzie mówili: „To skomplikowane, nie wiem, od czego zacząć i jak to robić”. Po drugie: „To kosztowne”. Kiedy zaczynaliśmy naszą działalność, średnia prowizja za złożenie zlecenia wynosiła 10 euro, czyli około 40 złotych. Nasi założyciele uznali, że to za drogo dla większości ludzi, których nie stać na takie opłaty. Postanowili znacząco uprościć i obniżyć koszty inwestowania na rynkach kapitałowych. W cztery lata zbudowali własną infrastrukturę transakcyjną praktycznie od zera. Byli też jednymi z najmłodszych osób w Niemczech, które uzyskały licencję bankową.

Obecnie macie ponad 10 mln klientów. Jakie są teraz wasze główne rynki?

Według danych, które ogłosiliśmy, naszym największym rynkiem są Niemcy, mamy też 2 miliony klientów w Hiszpanii i 1 milion we Włoszech. Francja znajduje się gdzieś pomiędzy tymi liczbami. Obecnie naszymi głównymi rynkami są więc Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania. I mamy nadzieję, że wkrótce będzie wśród nich także Polska. Na początku naszej działalności zaoferowaliśmy klientom platformę brokerską. Platforma działała bardzo dobrze. Ale potem stwierdziliśmy: nadal duża część społeczeństwa nie inwestuje na rynkach kapitałowych. Jak możemy zachęcić ich do oszczędzania? Doszliśmy do wniosku, że najlepszą rzeczą, jaką można zaoferować, są odsetki. Każdy rozumie odsetki. Dlatego obok naszej oferty brokerskiej zaczęliśmy oferować oprocentowanie odpowiadające stopie Europejskiego Banku Centralnego – wszystkim klientom, nowym i obecnym. To przyciągnęło wielu nowych klientów. Zauważyliśmy, że klienci przychodzą dla odsetek, ale po kilku miesiącach zaczynają inwestować. Często wykorzystują otrzymane odsetki do dokonania pierwszej inwestycji. Potem powiedzieliśmy sobie: co może być jeszcze bardziej masowe niż odsetki? Karta płatnicza. Bo 100 proc. społeczeństwa potrzebuje karty do wydawania pieniędzy. Wprowadziliśmy więc naszą kartę. Ale karta miała być ponownie powiązana z inwestowaniem. Za każdą płatność użytkownik otrzymuje 1 proc. zwrotu – nie w gotówce, ale w wybrane aktywo, dla którego ma ustawiony plan inwestycyjny.

Czytaj więcej

Trade Republic wytacza ciężkie działa w walce o klientów

Kim byli pierwsi inwestorzy wspierający waszą firmę?

Początki były trudne. Założyciele mieli wtedy około 25 lat. Nie mieli dużego doświadczenia ani historii sukcesów zawodowych. Nikt nie chciał ich finansować. Pierwszym inwestorem był niewielki inwestor anioł z Niemiec, który wsparł ich kilkuset tysiącami euro, ale w zamian nabył dużą część firmy. Za te pieniądze założyciele zbudowali aplikację i postawili firmę. Zajęło to ponad trzy lata. Prawie nie wypłacali sobie pensji. Mieszkali razem w wynajętym mieszkaniu i spali na dmuchanych materacach. Przed uruchomieniem produktu stworzyli listę oczekujących. W Niemczech zrozumieliśmy wtedy, że ludzie naprawdę potrzebują dobrego sposobu inwestowania na rynkach kapitałowych. Na tym etapie do gry weszła firma, w której wcześniej pracowałem – Creandum To pierwszy fundusz venture capital, który zainwestował w Trade Republic. To szwedzki inwestor, najbardziej znany jako pierwszy inwestor Spotify. W kolejnej rundzie finansowania dołączyli Accel oraz Founders Fund. Kolejne półtora roku później przeprowadziliśmy rundę finansowania C, w której dołączyła Sequoia, jeden z najlepszych i najbardziej znanych funduszy inwestycyjnych na świecie. Następnie, w ramach rozszerzonej rundy C, zainwestował kanadyjski fundusz Ontario Teachers’ Pension Plan. Całkiem niedawno zrealizowaliśmy rundę wtórną, do której dołączyły największe podmioty zarządzające majątkiem rodzinnym na świecie, w tym te związane z rodziną Arnault oraz włoską rodziną Agnelli. Dysponujemy właściwie najlepszą bazą inwestorską, jaką można sobie wyobrazić na świecie, i jesteśmy z tego niezwykle dumni. W naszej radzie nadzorczej zasiada Douglas Leone, który przez 35 lat pełnił funkcję dyrektora zarządzającego Sequoia, najlepszego funduszu venture capital na świecie.

Wartość aktywów, którymi zarządzacie przekracza 150 miliardów euro…

Dokładnie tak. I to również największa różnica między nami a konkurentami. Jeśli porównasz nas do części neobanków, niektóre mają więcej klientów, ale jedynie ułamek naszych aktywów. Przeciętny klient Trade Republic ma około 15 tysięcy euro na koncie. To dużo pieniędzy i ogromny poziom zaufania.

Kilka miesięcy temu weszliście do Polski i zaczęliście oferować oprocentowanie odpowiadające głównej stopie depozytowej Narodowego Banku Polskiego. Teraz oferujecie 6 proc. Czy tak wysokie oprocentowanie będzie się wam opłacało?

Płacimy tyle też obecnym klientom. I myślę, że to duża różnica. Bo z tego, co rozumiem, wiele polskich banków oferuje wysokie oprocentowanie tylko nowym klientom, ale nie obecnym. Dlaczego to robimy? Niektórzy nasi konkurenci wydają setki milionów złotych rocznie na marketing. My również moglibyśmy to robić. Ale uznaliśmy, że lepiej przekazać te pieniądze klientom w postaci wyższego oprocentowania. Liczymy, że będziemy zdobywać popularność bardziej dzięki produktowi, lepszej ofercie i wyższym odsetkom, niż dzięki obecności na każdym billboardzie w mieście.

Czytaj więcej

Nowa runda finansowa w Trade Republic. Wycena na miarę tuzów z WIG20

Które firmy i banki uważacie za największą konkurencję?

Oczywiście konkurencja istnieje. Mamy konkurentów produktowych, z których wielu wykonuje świetną pracę. Ale prawdziwym „konkurentem” jest fakt, że ogromna część pieniędzy Polaków leży bezczynnie i nie przynosi żadnych zysków ani odsetek. Nie chodzi więc głównie o odbieranie klientów konkurencji. Chodzi bardziej o dotarcie do większości społeczeństwa i przekonanie ich, że ich pieniądze mogą pracować skuteczniej.

Jakiego rodzaju aktywa oferujecie do inwestowania?

W Polsce oferujemy akcje, ETF-y, kryptowaluty i instrumenty pochodne. Jednak zdecydowana większość naszych polskich klientów inwestuje w akcje i ETF-y. To jakieś 95 proc. Z Trade Republic można handlować aktywnie, ale większość ludzi używa nas jako platformy oszczędnościowej. Zwykle wygląda to tak, że ktoś do nas dołącza i zakłada plan inwestycyjny na ETF lub akcje. A potem, raz na jakiś czas, zaczyna dokonywać pojedynczych transakcji. Tak prezentuje się przeciętny klient. Mamy też klientów, którzy handlują aktywnie, ale to niewielka część.

Wyróżniacie się również tym, że oferujecie wsparcie klienta przez telefon oraz online przez całą dobę, 7 dni w tygodniu?

Tak. To było dla nas bardzo ważne. Rozmawialiśmy już trochę o naszym typowym kliencie, prawda? Ekwiwalent 15 000 euro na koncie. To dużo pieniędzy, a to oznacza również, że tacy klienci mają inne potrzeby niż klienci niektórych naszych konkurentów, będących neobankami, gdzie średnia wynosi około 500 do 800 euro. Zdaliśmy sobie z tego sprawę i uznaliśmy, że jeśli chcemy nadal rosnąć i być główną przystanią dla pieniędzy naszych klientów, musimy zdobyć zaufanie. A co buduje największe zaufanie? Świadomość, że można się z kimś skontaktować w każdym momencie. Obsługa musi być dostępna 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dzieje się tak dlatego, że umożliwiamy handel w bardzo długich godzinach, a z karty można korzystać również w weekendy. Jeśli więc coś pójdzie nie tak, chcesz mieć możliwość zadzwonienia do kogoś o każdej porze.

Ambasadorem Waszej marki został niedawno Brad Pitt…

Nie szukaliśmy ambasadora marki, który pokazywałby naszą kartę do kamery i tłumaczył: dostajesz to i dostajesz tamto. Zależało nam na kimś, kto cieszy się ogromnym zaufaniem i przyciąga uwagę. W efekcie wystarczy pokazać jego twarz. 85 proc. ludzi widząc zdjęcie Brada Pitta wie, że to właśnie on. Brad Pitt przyciąga uwagę. Produkt i jego zalety wykonują resztę pracy. Na samym końcu reklamy pytamy: a co Ty dostajesz od swojego banku? Mamy nadzieję, że ten spot zadziała, ponieważ wiele osób nie otrzymuje od swojego banku tego, czego by oczekiwało. Banki mają niskie oprocentowanie depozytów i wysokie opłaty. My robimy coś odwrotnego – oferujemy wysokie oprocentowanie przy niskich opłatach.

CV

Julian Collin

rozpoczął karierę po ukończeniu studiów na Frankfurt School of Finance & Management, pracując na stanowiskach w renomowanych firmach doradczych, takich jak Bain i McKinsey. Następnie przeniósł się do sektora venture capital do Creandum, gdzie był zaangażowany w inwestycję Serii A w Trade Republic. W 2020 roku zamienił strony – przeszedł do Trade Republic jako Chief of Staff. Dziś, jako członek Zespołu Wykonawczego, jest odpowiedzialny za wszystkie inicjatywy związane z rozwojem biznesu, pełniąc funkcję Director of Growth and General Manager łącznie na 18 rynkach Trade Republic.