Z opublikowanych zapisków z ostatniego posiedzenia FOMC wyłania się obraz rosnącej niepewności, potęgowanej przez przeciągający się konflikt na Bliskim Wschodzie oraz uporczywą presję cenową w sektorze energetycznym. Część decydentów otwarcie zasygnalizowała obawy przed zakotwiczeniem się niekorzystnych trendów, wskazując na konieczność utrzymania restrykcyjnej polityki pieniężnej przez znacznie dłuższy czas, niż wcześniej zakładano. Choć ta jastrzębia retoryka nie wywołała na giełdach nerwowej wyprzedaży, dowodząc sporej odporności rynków akcji, to szybko znalazła swoje odzwierciedlenie na rynku długu. Rosnące rentowności obligacji skarbowych przypominają o trwającym zacieśnianiu warunków finansowych, tworząc wymagające i pełne wyzwań otoczenie dla ryzykownych aktywów.

Wbrew tym makroekonomicznym przeciwnościom hossa wciąż znajduje solidne oparcie w postaci bezprecedensowego rozwoju sztucznej inteligencji. Ta technologiczna rewolucja systematycznie rozlewa się na kolejne gałęzie gospodarki, a jej absolutnym beneficjentem pozostaje Nvidia. Najnowszy raport kwartalny giganta z Santa Clara potwierdził fenomenalną dynamikę wzrostu. Przychody rzędu 81,6 mld USD oraz optymistyczne prognozy na bieżący kwartał (zakładające wpływy na poziomie 91 mld USD) jednoznacznie dowodzą, że potężne nakłady na globalną infrastrukturę obliczeniową nie zwalniają tempa. Zarząd spółki dodatkowo uwiarygodnił ten sukces, ogłaszając program skupu akcji własnych o gigantycznej wartości 80 mld USD. Z kolei relatywnie płaska reakcja kursu w handlu posesyjnym (bezpośrednio po ogłoszeniu wyników) przypomina, że oczekiwania wobec liderów cyfrowej transformacji są mocno wyśrubowane. Wyceny uwzględniają już bowiem huraoptymistyczne scenariusze, co z natury rzeczy ogranicza pole do kolejnych, silnych zrywów, ale jednocześnie utrwala nadzieje na długoterminowy sukces całej branży.

W obliczu tak gęstego szumu informacyjnego, gdzie technologiczny optymizm nieustannie ściera się z restrykcyjnymi sygnałami z banków centralnych, nieocenionym kompasem dla uczestników rynku pozostaje obiektywny obraz techniczny. Z tej perspektywy sytuacja na wykresie indeksu NASDAQ w skali tygodniowej prezentuje się niezwykle interesująco. Jak podkreślałem przed tygodniem, technologiczny benchmark dotarł do bardzo wymagającej bariery podażowej Fibonacciego: 25928–26115 pkt. Zgodnie z przedstawionymi założeniami rynek rzeczywiście wyhamował w tym rejonie, co po tak dynamicznym rajdzie stanowi jednak całkowicie naturalny odpoczynek.

Warto zauważyć, że na obecnym etapie wydarzeń trwająca rynkowa pauza nie generuje jeszcze bezpośrednich, negatywnych implikacji. Choć strona popytowa straciła nieco ze swojego dotychczasowego impetu, struktura trendu wzrostowego pozostaje nienaruszona, dając podstawy do utrzymania umiarkowanego optymizmu. Niemniej analizując wykres w szerszym horyzoncie, inwestorzy powinni bacznie monitorować również najbliższe wsparcie: 24825–24925 pkt., o którym także wspominałem w poprzednim opracowaniu. Dopiero definitywne przełamanie tej strefy wygenerowałoby obiektywny sygnał słabości. Utrata tak ważnego klastra popytowego mogłaby zatem stać się katalizatorem dla rozwinięcia głębszej przeceny. Dopóki jednak byki będą skutecznie bronić wymienionej strefy, szanse na powrót do wzrostów wciąż pozostają w grze, choć obecny układ techniczny wymaga już zauważalnie większej ostrożności.