Surowce i paliwa

Koncerny inwestują miliardy w rafinerie i petrochemię

Aby sprostać rosnącej konkurencji, a nawet istotnie poprawiać zyski, spółki muszą i inwestują ogromne kwoty w nowe projekty związane z przerobem ropy i powstających z niej półproduktów.
Foto: materiały prasowe

W ubiegłym roku światowy przerób ropy naftowej spadł o 9 proc. W dużej mierze była to konsekwencja pandemii i spowolnienia gospodarczego. Trzeba jednak zauważyć, że niewielki spadek nastąpił również w 2019 r., mimo że wówczas Covid-19 jeszcze się nie rozpowszechnił. Co więcej, z publikowanych prognoz wynika, że kolejne lata przyniosą dalsze spadki. W sytuacji kurczącego się rynku szanse na sukces mają tylko te kraje i koncerny, które posiadają najbardziej efektywne i nowoczesne instalacje do przerobu surowca oraz powstających z niego półproduktów. Ponadto coraz mniejsze znaczenie ma stosunkowo prosta produkcja paliw płynnych z ropy, a coraz większe zaawansowanych technologicznie produktów petrochemicznych.

Tym samym, aby efektywnie konkurować na międzynarodowych rynkach, konieczne są wielomiliardowe inwestycje, co też w wielu miejscach na świecie się dzieje. Z danych opublikowanych kilka dni temu przez firmę GlobalData wynika, że do 2030 r. globalne zdolności wytwórcze produktów petrochemicznych wzrosną w porównaniu z 2020 r. o ponad 40 proc. Najwięcej powstanie ich w Chinach. Państwo Środka będzie posiadać aż 29 proc. nowych światowych mocy petrochemicznych. Kolejne państwa z największym ich przyrostem to Indie, Iran, Rosja i USA. Wśród dziesięciu czołowych krajów pod względem planowanych inwestycji petrochemicznych nie ma żadnego państwa UE. Nie oznacza to oczywiście, że takich projektów we Wspólnocie się nie realizuje. Powstają one m.in. w Polsce i innych krajach naszego regionu.

Największy europejski projekt

Foto: GG Parkiet

Zdecydowanie najbardziej ambitny program unowocześniania instalacji rafineryjnych i petrochemicznych w Europie Środkowo-Wschodniej ma grupa Orlen. Jej sztandarowym projektem jest budowa kompleksu Olefin III. Realizowana w Płocku inwestycja ma pochłonąć około 13,5 mld zł. Nowe instalacje produkcję powinny rozpocząć na początku 2025 r. Będą przetwarzać różne półprodukty powstałe z przerobu ropy. Orlen szacuje, że będzie ich potrzebował ok. 1 mln ton. Większość zapewnią rafinerie należące do grupy, ale część trzeba będzie pozyskać z zewnątrz. Istotną rolę może tu odegrać rafineria Lotosu, zwłaszcza jeśli dojdzie do jej przejęcia. Orlen chwali się, że kompleks Olefin III to największy europejski projekt petrochemiczny w ostatnich 20 latach. Jest on jednym z czterech elementów ogłoszonego w 2018 r. programu rozwoju petrochemii. W jego ramach oddano już do użytku Centrum Badawczo-Rozwojowe w Płocku, na które wydano 184 mln zł. Kolejne dwa zapowiedziane projekty dotyczą budowy kompleksu pochodnych aromatów i zdolności produkcyjnych fenolu. Pierwszy powstanie we Włocławku, a drugi w Płocku.

W zakładach koncernu zlokalizowanych w obu miastach realizowane są też inne duże inwestycje. Zależny Anwil buduje we Włocławku trzecią linię do produkcji nawozów azotowych. Jej koszt to 1,3 mld zł, a termin oddania do użytkowania przesunięto na styczeń 2023 r. Pierwotnie miało to nastąpić w połowie 2022 r. Jako powód opóźnienia podano „ograniczenia w łańcuchu dostaw". Dzięki nowej linii moce produkcyjne firmy wzrosną z 966 tys. ton do 1,46 mln ton rocznie, a oferta zostanie rozszerzona o cztery rodzaje nawozów.

Orlen inwestuje też w rafinerie. Dla zakładu w Płocku kluczowe znaczenie ma dziś budowa instalacji Visbreakingu o łącznej wartości około 1 mld zł, dzięki której koncern chce uzyskać o 2 proc. więcej paliw (diesel, benzyna) niż dotychczas z przerobu tej samej ilości ropy. Oczekiwany termin rozpoczęcia produkcji to koniec przyszłego roku. W płockiej rafinerii istotne zyski ma też przynieść modernizacja instalacji hydrokrakingu i hydroodsiarczania oleju napędowego (HON). Pierwszą z inwestycji zrealizowano tylko w części. Projekt ma być dokończony w 2023 r., w trakcie kolejnego planowanego postoju tej instalacji hydrokrakingu. Zakończono za to modernizację instalacji HON.

Foto: GG Parkiet

Spośród czterech posiadanych dziś przez Orlen rafinerii, zdecydowanie najmniej efektywny jest zakład w litewskich Możejkach. Jego kondycja ma się jednak poprawić dzięki budowie instalacji „Bottom of Barrel". Umożliwi ona zwiększenie uzysku produktów wysokomarżowych w całości produkcji z obecnych niecałych 72 proc. do ponad 84 proc. „Dzięki inwestycji ograniczony zostanie przerób ropy naftowej, ale nie zmniejszy się poziom produkcji paliw oraz możliwy będzie dalszy rozwój firmy w kierunku nowych produktów i wydłużania łańcucha wartości. To z kolei ograniczy wrażliwość spółki na zmiany zachodzące w otoczeniu makroekonomicznym" – twierdzi Orlen. Według spółki inwestycje rafineryjne i petrochemiczne oparte na przerobie surowców kopalnianych mają dziś sens, gdyż pozwalają grupie umocnić się na pozycji lidera w regionie Europy Centralnej. „PKN Orlen analizuje szereg projektów rafineryjnych, które mają na celu poprawę efektywności operacyjnej i energetycznej dla maksymalizacji osiąganej marży oraz realizowanych stóp zwrotu z zainwestowanego kapitału. Z kolei w obszarze petrochemii analizowane są projekty, które skutkują poprawą efektywności zagospodarowania strumieni, wydłużenia łańcucha wartości oraz wzrostu skali działalności" – przekonuje spółka. W strategii koncernu mocno akcentuje się też konieczność realizacji inwestycji dotyczących rozwoju produkcji biopaliw i biokomponentów oraz recyklingu i biomateriałów.

Substytutów ciągle jest za mało

Ogromna inwestycja petrochemiczna jest prowadzona w Grupie Azoty. Poprzez zależną firmę Grupa Azoty Polyolefins nawozowy koncern realizuje projekt Polimery Police o wartości 1,838 mld USD. Wykonawca domaga się jednak zwiększenia wynagrodzenia o ponad 140 mln euro i wydłużenia terminu jej realizacji o ponad pół roku. Na jakim etapie są negocjacje? – Po zakończeniu oceny formalnej i merytorycznej zgłoszonych propozycji zmian do umowy EPC, Grupa Azoty Polyolefins przystąpiła do negocjacji z generalnym wykonawcą. Cały wieloetapowy proces, który zostanie zakończony podjęciem stosownych uchwał, prowadzony jest zgodnie z wymogami formalnymi i procedurami wynikającymi z zawartych umów, w tym umów na finansowanie projektu (umów inwestycyjnych oraz umowy kredytów) – informuje Monika Darnobyt, rzecznik prasowy Grupy Azoty. Dodaje, że po formalnym zakończeniu tego procesu, a także po rozstrzygnięciu wszelkich dodatkowych kwestii koncern poinformuje rynek o podjętych decyzjach. W ramach projektu Polimery Police ma powstać instalacja PDH, która posłuży do produkcji propylenu oraz instalacja PP wytwarzająca polipropylen. Powstanie też terminal przeładunkowo-magazynowy i liczne instalacje pomocnicze.

Według Grupy Azoty przemysł petrochemiczny stoi w obliczu wielu wyzwań, w tym związanych z polityką ograniczenia zużycia paliw kopalnych. – Warto jednak podkreślić, że zielona (r)ewolucja nie dokona się bez udziału przemysłu w ogóle, w tym przemysłu chemicznego. Dlatego tak ważny jest ciągły rozwój i inwestycje w tym sektorze – przekonuje Darnobyt. Jej zdaniem całkowite odejście od paliw kopalnych w przemyśle nie nastąpi z dnia na dzień. Zauważa, że producenci z jednej strony prowadzą badania nad możliwością wykorzystania alternatywnych surowców, z drugiej – wspólnie ze swoimi odbiorcami oraz administracjami – pracują nad możliwością zamknięcia obiegu produktu. Na razie rosnącego popytu na tworzywa sztuczne nie są jednak w stanie zaspokoić produkty pochodzenia roślinnego lub też powstałe z odzyskanych odpadów, dlatego też realizowana jest inwestycja w Polimery Police. – Ponadto ani jedne, ani drugie nie są jeszcze w stanie zastąpić tworzyw sztucznych. Inwestycje w przemysł oparte na przetwórstwie ropy naftowej stracą sens dopiero w sytuacji, kiedy będziemy w stanie w pełni – skutecznie i efektywnie – zastąpić tworzywa ich w pełni zrównoważonymi substytutami – twierdzi Darnobyt.

Liczne wyzwania

W projekt Polimery Police zaangażowany jest też Lotos. Koncern posiada w firmie Grupa Azoty Polyolefins 17,3 proc. udziałów, a jego finansowe wsparcie inwestycji wynosi 0,5 mld zł. W portfelu ma też w pełni własne duże przedsięwzięcie. Chodzi o budowę hydrokrakingowego bloku olejowego kosztem około 1,3 mld zł do 2025 r. Nowe instalacje mają produkować tzw. oleje bazowe II grupy, które mają lepsze właściwości niż te z grupy I (obecnie wytwarzane przez spółkę). Chodzi zwłaszcza o wyższą odporność na utlenianie, zawartość siarki poniżej 0,03 proc. i węglowodorów nasyconych powyżej 90 proc. W efekcie zapewniają lepsze właściwości użytkowe i są bardziej przyjazne dla środowiska. Dzięki nim Lotos chce wzmocnić swoją pozycję na rynkach zagranicznych.

Realizacja zaplanowanych przedsięwzięć nie jest jednak łatwa. „Jednym z głównych aspektów jest trwająca pandemia Covid-19 oraz ciągle rosnące ceny materiałów i siły roboczej, które bezsprzecznie utrudniają osiąganie celów biznesowych stawianych w projekcie. Istotnym wyzwaniem, obserwowanym w ostatnio i obecnie prowadzonych przez grupę Lotos megaprojektach, staje się także zapewnienie wystarczającej liczby kompetentnych pracowników zarówno po stronie inwestora, jak i po stronie wykonawcy" – twierdzi biuro prasowe Lotosu. Realizacja dużych projektów obejmuje też fazę ich przygotowania i aranżacji finansowania, a z tym wiążą się kolejne wyzwania. Przede wszystkim kilkuletni okres przygotowania i prowadzenia inwestycji znacząco utrudnia określenie jej opłacalności i innych ekonomicznych parametrów. Kolejnym wyzwaniem staje się pozyskanie finansowania.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.