REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Marcin Piróg, prezes Biomedu Lublin: Nasz lek na Covid-19 możliwy na początku 2021 r.

Będziemy w stanie wyprodukować początkowo 30-35 tys. dawek rocznie i naszym priorytetem będzie zaspokajanie potrzeb polskiego rynku – powiedział o potencjalnym leku na Covid-19 Marcin Piróg, prezes Biomedu Lublin, który był w Parkiet TV gościem Grzegorza Siemionczyka.

Marcin Piróg, prezes Biomedu Lublin

Foto: Fotorzepa, Magda Starowieyska

Na całym świecie trwa gorączkowe poszukiwanie lekarstw dla chorych na Covid-19. Miał w nim wziąć udział także Biomed Lublin we współpracy z Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym nr 1 w Lublinie, Instytutem Hematologii i Transfuzjologii oraz Agencją Badań Medycznych. Jakie są losy tego projektu?

My jesteśmy w pełni gotowi, dysponujemy odpowiednią technologią. Już od 40 lat produkujemy z osocza immunoglobuliny, m.in. przeciw wirusowi zapalenia wątroby typu B. Mamy technologię i mamy know-how, natomiast nie mamy surowca. Czekamy na osocze pobrane od osób, które przeszły Covid-19. Dobra wiadomość jest taka, że z Narodowego Centrum Krwiodawstwa otrzymaliśmy zapewnienie, że to osocze jest już pobierane w sposób dostosowany do naszych standardów. Obecnie jest go około 20 litrów, a my potrzebujemy około 150-200 litrów aby rozpocząć produkcję. Powinniśmy taką ilość osocza otrzymać do końca lipca. Nasz proces produkcyjny to około sześć tygodni. Czyli w połowie września powinniśmy mieć gotowy lek, który będzie początkowo badany w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii, a następnie w badaniach klinicznych w szpitalu.

Ile czasu potrzeba na te badania? Kiedy lek może zostać dopuszczony do powszechnego stosowania?

W toku tych badań chcemy ustalić jak po zastosowaniu naszego leku zmieni się przeżywalność chorych na Covid-19, czas terapii i konieczność stosowania respiratorów. Sądzę, że przed końcem br. będziemy już dysponowali odpowiednimi statystykami. Potem ruszą procedury rejestracyjne, które są poza naszą kontrolą. Zrobimy jednak wszystko co w naszej mocy, żeby na początku 2021 r. lek był gotowy. Linię produkcyjną mamy już gotową.

Czy polski lek na Covid-19 będzie miał rację bytu, jeśli wcześniej pojawią się inne leki?

Po pierwsze, nie wszyscy na świecie szukają leku, wiele firm pracuje nad szczepionką. My nie mamy takich możliwości finansowych ani ludzkich. Z tego co czytam wynika, że szczepionka pojawi się najwcześniej w przyszłym roku. Dopóty, dopóki jej nie będzie, będziemy skazani na leki. My jesteśmy jedną z niewielu firm, które nad tym pracują. Wiele alternatyw, o których mówi się w mediach, to nie są leki w takim sensie, w jakim jest nim immunoglobulina.

Co się stanie, jeśli jednak przed państwa lekiem na rynku pojawi się inny podobny produkt, także bazujący na osoczu ozdrowieńców? Czy na tym rynku zwycięzca weźmie wszystko, czy możliwe będzie współistnienie wielu leków?

Nie powiedziałbym, że zwycięzca weźmie wszystko. Biorąc pod uwagę liczbę zachorowań na Covid-19, która już przekroczyła 9 mln, na rynku jest miejsce dla wielu graczy, z których każdy będzie przecież miał ograniczone możliwości produkcyjne. A uruchomienie każdej nowej linii będzie wymagało czasu. My będziemy w stanie wyprodukować początkowo 30-35 tys. dawek rocznie i naszym priorytetem będzie zaspokajanie potrzeb polskiego rynku. Trzeba też pamiętać, że ten lek nie będzie przeznaczony tylko dla chorych, ale też będzie miał zastosowanie w profilaktyce. Uważamy, że jeśli zbliży się druga lub trzecia fala Covid-19, ten środek będzie można podawać lekarzom, policjantom, żołnierzom albo górnikom. To będzie przez kilka tygodni ich chroniło.

Takie profilakryczne zastosowanie będzie miało sens do czasu wynalezienia szczepionki?

Wirus może mutować, nasza linia produkcyjna jest zaś elastyczna, pozwoli szybko tworzyć lek na nowe mutacje koronawirusa.

Czy produkcja leku na Covid-19 może być rentowna, czy też w związku z nadzwyczajnymi okolicznościami ten projekt nie ma komercyjnego charakteru?

Naszym nadrzędnym celem jest ratowanie zdrowia i życia, temu wszystko jest obecnie podporządkowane. Ale nie tracimy z pola widzenia aspektu ekonomicznego. Jako komercyjna spółka nie możemy do naszych projektów dokładać i na produkcji leku na Covid-19 chcemy zarobić.

Biomed Lublin ma swoim portfelu szczepionkę BCG, tzw. przeciwgruźliczą. W kwietniu informowali państwo, że we współpracy z Uniwersytetem Rzeszowskim zbadają skuteczność tej szczepionki w łagodzeniu przebiegu zakażenia koronawirusem. Czy znane są już wyniki tych badań?

Badania jeszcze się nie rozpoczęły, nie są podpisane wszystkie umowy między czterema szpitalami, które mają je prowadzić, a Uniwersytetem Rzeszowskim. My mamy już przygotowane i odłożone szczepionki na ten cel, byliśmy gotowi już na początku kwietnia. Ale procedury administracyjne się przedłużają. Obecnie wszystko wskazuje na to, że w jednym ze szpitali w Krakowie badania będą się mogły zacząć w przyszłym tygodniu. Już teraz jednak, na podstawie statystyk dotyczących zachorowalności i śmiertelności na Covid-19, można powiedzieć, że tarcza immunologiczna, którą daje szczepionka BCG, działa też przeciwko koronawirusowi. Od dawna wiadomo, że szczepionka przeciw gruźlicy w pewnym stopniu chroni też przed innymi chorobami układu oddechowego i nie tylko.

Czy w związku z tym Biomed Lublin spotkał się ze wzrostem popytu na szczepionkę BCG?

Producentów szczepionki BCG jest na świecie niewielu, zaledwie pięciu, w tym my.

Mieliśmy zapytania z różnych części świata. Wypowiedź szefa WHO, że nie ma dowodów na skuteczność szczepionki BCG przeciwko Covid-19, trochę to zainteresowanie stłumiła. W tej chwili naszym priorytetem jest zaspokojenie zapotrzebowania na polskim rynku. Nasze możliwości produkcyjne są ograniczone. Mam plan rozwoju tej linii, ale możliwość wzrostu sprzedaży tej szczepionki jest ograniczona.

Zmieńmy temat. Od poniedziałku spółka jest w indeksie mWIG40. Co ten awans zmienił z pańskiej perspektywy? Czy widać większe zainteresowanie inwestorów?

To jest dla nas duże wyróżnienie. Obroty akcjami od marca są takie, często grubo ponad 10 mln zł dziennie, że moglibyśmy znaleźć się w WIG20. Doceniamy to. Dotąd naszym wiodącym projektem rozwojowym była rozbudowa linii produkcyjnej Onko BCG, leku na raka pęcherza, który jest deficytowy w skali świata. W tej chwili mamy projekt nowej linii, która czterokrotnie zwiększy nasze możliwości produkcyjne tego leku. I ta produkcja jest już w całości sprzedana. Staramy się o dofinansowanie tej inwestycji i prowadzimy zaawansowane rozmowy z bankiem zapewnienie wkładu własnego. Te plany mieliśmy już przed pandemią, która stworzyła nam nowe perspektywy rozwoju, związane z tym, o czym rozmawialiśmy: szczepionką BCG, być może nowej generacji, oraz ewentualnie immunoglobulinami Cov-SARS-2.

W kwietniu sprzedał pan pakiet akcji za ponad 6,5 mln zł. Zapowiadał pan, że część tej kwoty udostępni w formie linii kredytowej Biomedowi. Jak duża część tej linii została wykorzystana?

Na początku kwietnia pożyczyłem Biomedowi 1 mln zł, pod koniec maja spółka tę pożyczkę spłaciła. Teraz zobowiązania spółki wobec mnie to 900 tys. zł, powinny być spłacone do końca czerwca. Linia na 4 mln zł jest otwarta do końca października.

Od kwietnia pojawiły się nowe możliwości finansowania i pożyczka nie była tak potrzebna, jak pan oceniał w kwietniu?

Wtedy była potrzebna, ponieważ nie bylibyśmy w stanie przed świętami Wielkanocy wypłacić na czas pensji. To było spowodowane tym, że zaawansowane rozmowy z bankami pod kątem kredytu obrotowego na 2-3 mln zł zostały zawieszone w związku z wybuchem pandemii. Mieliśmy dziurę finansową, stąd moja decyzja o sprzedaży akcji. W maju dostaliśmy kredyt obrotowy od ING na 3 mln zł. To pozwoliło spłacić pożyczkę i normalnie działać.

Z tego, co pan mówi, wyłania się dość ponury obraz współpracy między biznesem, administracją i instytucjami finansowymi. W warunkach pandemii spółka biotechnologiczna, która może szybko produkować lek, zostaje odcięta od finansowania, a następnie boryka się z barierami administracyjnymi uniemożliwiającymi produkcję. Dziwi mnie w tym kontekście pański optymizm.

Jestem w spółce od trzech lat i to mnie już nie dziwi. To, że banki się od nas odwróciły, ma związek z historią spółki, z nieszczęśliwą inwestycji we frakcjonowanie osocza. To już jest za nami. W latach 2018-2019 odbudowywaliśmy wiarygodność na rynku kapitałowym pokazując kwartał w kwartał coraz lepsze wyniki. To spowodowało, że na początku br. banki do nas wróciły. To nie miało związku z Covid-19. Zaczęliśmy wtedy rozmawiać nie tylko o kredycie obrotowym, ale też finansowaniu wkładu własnego w projekty rozwojowe. Szkoda byłoby nie wypełnić luki na globalnym rynku leku Onko BCG. Ta linia, której jeszcze nie zaczęliśmy budować, już jest sprzedana i w tej chwili moglibyśmy myśleć o kolejnej. Duże koncerny farmaceutyczne nie są tym rynkiem zainteresowane, bo jest dla nich za mały. My mamy możliwość zaistnienia w skali globalnej, ale niestety mamy schodki finansowe i trochę to trwa, żeby spiąć finansowanie.

Na początku czerwca walne zgromadzenie upoważniło zarząd do podwyższenia kapitału zakładowego spółki. Czy są już jakieś konkretne plany emisji akcji? Na horyzoncie jest jakiś inwestor?

Zapoczątkowaliśmy rozmowy. Kurs akcji nam sprzyja. Jeśli mamy projekt rozwojowy o wartości 50 mln zł, który jest dofinansowany na poziomie 60 proc., to nasz wkład musi sięgnąć 20 mln zł. Im wyższa cena akcji, tym mniej trzeba wyemitować, żeby osiągnąć ten cel. Powinniśmy się zmieścić w limicie 8 mln akcji, na których emisje mamy zgodę. Ale w tych 8 mln mają też być warranty dla najważniejszych osób w spółce. O szczegółach będę jednak mógł powiedzieć, jak już będę znał konkrety.

Będzie pan próbował odbudować swoje udziały w spółce?

Jak najbardziej. Wchodząc do spółki miałem opcje na objęcie 8 mln warrantów, ale jednym z warunków był kurs akcji. A przez pierwsze dwa i pół roku mojej bytności w spółce kurs akcji krążył wokół 1 zł. Niestety na koniec stycznia br. te opcje wygasły. W tej chwili mam zamrożoną gotówkę pod pożyczkę do spółki. I chcę to przeznaczyć na akcje, ale to jest decyzja rady nadzorczej jaki będzie program warrantów i jak ja mogę w nim zaistnieć. Ale wierzę w spółkę i długoterminowo na pewno te projekty, o których niedługo usłyszymy, chciałbym realizować i stworzyć spółkę life science z prawdziwego zdarzenia, która nie będzie liczyła się tylko w regionie, ale będzie zauważalna też w skali świata.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA