Wakacyjne lenistwo i rozprężenie dało się we znaki warszawskiej giełdzie. Sierpień upłynął pod znakiem wyraźnie niższych obrotów zarówno na rynku akcji, jak i w innych obszarach. Pytanie, czy faktycznie jest to tylko wina wakacji, a może powrót do smutnej rzeczywistości.
Historycznie słaby czas
W marcu, kiedy w rynki uderzył koronawirus, problem niskiej płynności na GPW zniknął niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wyraźnie poprawiły się statystyki dotyczące głównego rynku akcji, kontraktów terminowych, produktów strukturyzowanych, ETF-ów czy też rynku NewConnect. Sielankowy obraz trwał do lipca. W sierpniu zaczęły się na nim pojawiać pierwsze rysy, o czym świadczyć może chociażby sytuacja na rynku głównym. W ubiegłym miesiącu obroty wyniosły 17,4 mld zł. To najsłabszy wynik okresu pandemii. Dla porównania, jeszcze w lipcu były one o 6 mld zł większe. Podobną tendencję można zauważyć w innych obszarach. Na rynku NewConnect obroty w sierpniu wyniosły 1,73 mld zł wobec 2,28 mld zł w lipcu. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi spadł z 619 tys. sztuk do 490 tys. Wartość transakcji na rynku produktów strukturyzowanych spadła z 235 mln zł do 211,7 mln zł. ETF-y zaliczyły spadek z 40,4 mln zł do 26,5 mln zł. Na pocieszenie pozostaje jedynie fakt, że tegoroczny sierpień i tak był lepszy niż ten z 2019 r.
– Sierpień również w latach przed epidemią standardowo jest miesiącem obniżonej aktywności transakcyjnej na rynku, a co z tym się wiąże – niskich obrotów. W tym roku w związku z różnego rodzaju ograniczeniami sezon urlopowy skumulował się w sierpniu – mówi Jerzy Nikorowski, zastępca dyrektora BM BNP Paribas Polska.
Jak dodaje Maciej Borkowski, dyrektor biura analiz w BM Pekao, doszły do tego inne czynniki.
– Apetyt na wysokie obroty na GPW wyraźnie wzrósł po dobrych pięciu miesiącach. Sierpień faktycznie przyniósł zdecydowanie niższe obroty, bliższe poziomom typowym dla tego miesiąca. Niewątpliwie wpływ na ten stan rzeczy miał sezon urlopowy, który mam wrażenie w tym roku uległ przesunięciu na koniec wakacji. Zbiegło się to w czasie z wyhamowaniem trendu na małych spółkach, a jak dobrze wiemy, nic lepiej nie zachęca do inwestowania na rynku akcji jak silne trendy wzrostowe. Rynek pokazał nam pod koniec lipca, że potrzebuje złapać oddech, gdy sWIG80 spadł o blisko 9 proc. w dwa dni. Część inwestorów mogła potraktować to jako sygnał ostrzegawczy i wyjechała na urlop. Pamiętajmy też, że w lipcu wygasła większa część pomocy państwa w ramach tarczy antykryzysowej. Być może na wysokie obroty akcjami wpływało częściowe wykorzystanie tych środków na cele inwestycyjne – mówi Maciej Borkowski.
Co dalej?
Czy to oznacza, że po sierpniowym marazmie handel odżyje w kolejnych miesiącach?
– Obecnie dochodzimy do chwili przesilenia, kiedy rynek poszukuje nowych tematów wspierających ten trend. Jednym z nich jest potężny zastrzyk gotówki wpompowany na rynek giełdowy przez największe banki centralne. Kolejnym przeważnie wysokie tempo ożywienia gospodarczego w ramach powrotu do normalności po zmianie funkcjonowania gospodarki na tryb zdalny. Do chwili umocnienia się w świadomości inwestorów słuszności tych tematów rynek będzie podatny na wysoką zmienność, niskie obroty i trend boczny. Problemem też jest okres przedwyborczy w USA, kiedy inwestorzy na największym rynku świata historycznie zawsze przyjmowali pozycję pasywną i uruchamiali strategie dopiero po rozstrzygnięciu wyborów. Pozostaję jednak optymistą i uważam, że rynek akcji jest dobrym miejscem do lokowania kapitału w drugim półroczu 2020 – mówi Nikorowski.