Od momentu ogłoszenia porozumienia na rynkach wyraźnie poprawił się sentyment. Inwestorzy, którzy jeszcze kilka dni temu obawiali się dalszej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, zaczęli ponownie zwiększać zaangażowanie w bardziej ryzykowne aktywa. Wall Street rośnie już drugi dzień z rzędu, europejskie indeksy kontynuują wzrosty, a kapitał ponownie płynie w kierunku rynku akcji. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie problemy zniknęły, jednak rynek wyraźnie sygnalizuje, że ryzyko najgorszego scenariusza zostało przynajmniej tymczasowo odsunięte.
Znacznie ważniejsze od samych wzrostów indeksów może być jednak to, co dzieje się na rynku ropy naftowej. Jeszcze niedawno inwestorzy obawiali się skutków zamknięcia Cieśniny Ormuz, jednego z najważniejszych szlaków transportowych dla światowego rynku energii. W efekcie ceny ropy przez wiele miesięcy utrzymywały się powyżej 100 dolarów za baryłkę, podbijając koszty funkcjonowania gospodarki i utrudniając walkę z inflacją.
To właśnie inflacja była w ostatnich miesiącach jednym z największych problemów administracji Trumpa. Ostatnie odczyty CPI i PPI pokazały, że presja cenowa pozostaje uporczywa i znacznie trudniejsza do wygaszenia, niż wcześniej zakładano. Szczególnie wysokie koszty energii sprawiały, że proces dezinflacyjny wyraźnie wyhamował. Dla Białego Domu było to wyjątkowo niewygodne, ponieważ Trump wielokrotnie naciskał na Rezerwę Federalną, domagając się bardziej łagodnej polityki monetarnej. Niższe stopy procentowe miały wspierać wzrost gospodarczy, poprawiać warunki finansowania przedsiębiorstw oraz wzmacniać nastroje konsumentów przed zbliżającymi się wyborami połówkowymi.
W tym kontekście zawieszenie broni pojawia się niemal w idealnym momencie. Otwarta Cieśnina Ormuz oznacza, że ryzyko zakłóceń dostaw surowca wyraźnie spadło, a wraz z nim zaczęła znikać geopolityczna premia zawarta w cenach ropy. Rynek natychmiast zareagował spadkami notowań, choć faktyczny wpływ na globalny handel będzie rozłożony w czasie. Inwestorzy patrzą jednak w przyszłość i już dziś próbują wyceniać skutki potencjalnego uspokojenia sytuacji w regionie.
Spadające ceny energii mogą mieć bardzo istotne konsekwencje dla polityki monetarnej. Jeszcze kilka dni temu wielu uczestników rynku zakładało, że utrzymująca się wysoka inflacja oraz drożejąca ropa mogą zmusić Fed do utrzymywania restrykcyjnego nastawienia przez dłuższy czas, a nawet otworzyć dyskusję o dalszym zacieśnianiu polityki pieniężnej. Dzisiaj taki scenariusz wydaje się mniej prawdopodobny. Jeżeli ceny ropy utrzymają obecny kierunek, presja inflacyjna może zacząć stopniowo wygasać, a rynek otrzyma argument przemawiający za bardziej łagodnym podejściem banku centralnego.
Szczególnego znaczenia nabiera to w przededniu posiedzenia FOMC. Jeszcze niedawno inwestorzy koncentrowali się głównie na ryzyku inflacyjnym. Obecnie uwaga przesuwa się w stronę potencjalnego wpływu niższych cen energii na przyszłe odczyty inflacyjne. Sam Fed prawdopodobnie nie będzie chciał wyciągać daleko idących wniosków po zaledwie kilku dniach spadków ropy, jednak dla rynku liczy się przede wszystkim kierunek zmian. A ten po raz pierwszy od wielu tygodni zaczął działać na korzyść administracji Trumpa.
To właśnie dlatego można argumentować, że największym beneficjentem zawieszenia broni nie są ani inwestorzy giełdowi, ani nawet producenci ropy, lecz sam Donald Trump. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin poprawiły się nastroje na rynkach finansowych, spadły ceny surowców energetycznych, a oczekiwania dotyczące dalszego wzrostu inflacji zaczęły słabnąć. Wszystkie te elementy jeszcze tydzień temu stanowiły poważne wyzwanie dla Białego Domu.
Jednocześnie warto pamiętać, że obecny optymizm opiera się na bardzo kruchych fundamentach. Podpisane porozumienie jest jedynie zawieszeniem broni obowiązującym przez 60 dni, a nie trwałym pokojem. Dodatkowo największą niewiadomą pozostaje Izrael, który jasno zakomunikował, że uzgodnione pomiędzy Waszyngtonem a Teheranem ramy porozumienia nie są dla niego wiążące. Oznacza to, że ryzyko ponownej eskalacji konfliktu nadal pozostaje realne, nawet jeśli obecnie schodzi na dalszy plan.
Na razie rynek zdaje się jednak ignorować te zagrożenia. Inwestorzy skupiają się na spadających cenach ropy, malejącej presji inflacyjnej i perspektywie bardziej komfortowego otoczenia dla amerykańskiej gospodarki. Jeżeli ten stan utrzyma się przez kolejne tygodnie, Trump będzie mógł przedstawić zawieszenie broni nie tylko jako sukces dyplomatyczny, ale również jako wydarzenie, które pomogło odwrócić niekorzystne tendencje gospodarcze. A w polityce często liczy się właśnie to, kto ostatecznie korzysta na zmianie nastrojów najbardziej.
Mikołaj Sobierajski
Analityk Rynku Akcji XTB