Już we wtorek, 16 czerwca, zakończyć ma się podstawowy okres przyjmowania oferty wymiany akcji ogłoszonej przez UniCredit 13 maja. Oferta ma umożliwić włoskiej grupie dalsze zwiększenie udziałów w Commerzbanku i przybliżyć ją do realizacji celu, jakim jest przejęcie kontroli nad niemieckim bankiem. Tymczasem na dzień przed zakończeniem oferty wybuchła kolejna odsłona trwającego już od ponad roku sporu.
W poniedziałek Commerzbank zakwestionował informacje dotyczące poziomu akceptacji oferty UniCredit przez akcjonariuszy. Zdaniem władz niemieckiego banku, akcje zgłoszone do oferty pochodzą głównie od instytucji finansowych oraz podmiotów powiązanych z UniCredit, które przed rozpoczęciem procesu nie posiadały znaczących udziałów w Commerzbanku. W ocenie zarządu nie odzwierciedla to rzeczywistego poparcia niezależnych inwestorów dla planowanego przejęcia.
Argumentem niemieckiego banku ma być również zachowanie kursu giełdowego. Akcje Commerzbanku od dłuższego czasu notowane są powyżej wartości wynikającej z warunków oferty UniCredit. Zdaniem władz banku pokazuje to, że rynek nie uznaje obecnej propozycji za wystarczająco atrakcyjną. W odpowiedzi na działania włoskiej grupy rada zakładowa Commerzbanku zapowiedziała także zgłoszenie sprawy do niemieckiego nadzoru finansowego i złożenie zawiadomienia o podejrzeniu manipulacji rynkowej.
Czytaj więcej
Polski sektor pozostaje bardziej rozdrobniony niż w wielu krajach UE, dlatego wciąż istnieje przestrzeń do dalszej konsolidacji. Najwięksi gracze s...
UniCredit stanowczo odrzucił wszystkie zarzuty. Włoska grupa podkreśliła, że działa zgodnie z obowiązującymi regulacjami i pozostaje w stałym kontakcie z niemieckim nadzorem finansowym BaFin. Szczególnie ostro odpowiedziała na sugestie dotyczące wykorzystania mechanizmów pożyczania papierów wartościowych do zwiększania liczby akcji zgłoszonych do oferty, określając takie twierdzenia jako „fałszywe i bezpodstawne”. Bank poinformował jednocześnie, że jego łączna ekspozycja na Commerzbank osiągnęła 37,7 proc. kapitału, obejmując zarówno bezpośrednio posiadane akcje, jak i walory zgłoszone w ramach trwającej oferty wymiany.
Obecne napięcia są jedynie kolejnym etapem walki, która rozpoczęła się we wrześniu ubiegłego roku, gdy UniCredit niespodziewanie kupił znaczący pakiet akcji Commerzbanku. Ruch ten wywołał polityczną burzę w Berlinie, ponieważ niemiecki rząd nie ukrywał, że preferowałby zachowanie niezależności Commerzbanku. Przeciwne transakcji są także związki zawodowe, podobnie jak zarząd niemieckiego banku, który uważa, że samodzielny rozwój przyniesie większą wartość niż połączenie z UniCredit.
Czytaj więcej
Włoski UniCredit coraz agresywniej walczy o przejęcie Commerzbanku. Niemcy bronią się rekordową dywidendą, skupem akcji i obietnicą miliardowych zy...
Mimo oporu Włosi konsekwentnie realizują swój plan, co wielu ekspertów określa mianem klasycznego wrogiego przejęcia. Prezes UniCredit Andrea Orcel od początku przekonuje, że celem jest stworzenie silniejszej grupy bankowej zdolnej skuteczniej konkurować na europejskim rynku. Według niego połączenie obu instytucji mogłoby przynieść znaczące korzyści dzięki efektom skali, oszczędnościom kosztowym i zwiększeniu przychodów.
Transakcja ta ma też znaczenie dla naszego rynku – Commerzbank jest właścicielem mBanku. Ewentualne pełne przejęcie kontroli przez UniCredit oznaczałoby więc pośrednią zmianę właściciela mBanku i prawdopodobne wezwanie na jego akcje.