Obserwując debiut i pierwsze dni notowań SpaceX, kosmicznej spółki Elona Muska, można dosłownie przecierać oczy ze zdumienia. Firma, która „z marszu” wskoczyła (w momencie pisania tego komentarza) na szóstą pozycję wśród spółek o największej kapitalizacji giełdowej, może pochwalić się wskaźnikami przypominającymi szczytowy etap tzw. bańki internetowej z przełomu wieków. Wskaźnik EV/sprzedaż na ten rok na poziomie ponad 70, a EV/EBITDA (za 2026) bliski... 200 – a to wszystko przy ujemnym wyniku netto za ubiegły, jak i prawdopodobnie bieżący rok. Wobec takich parametrów zupełnie bledną wyceny „big techów”, na które narzekaliśmy w ostatnich latach jako na zbyt wysokie. No cóż, połączenie wizjonerskiego stylu Elona Muska, niskiego free float oraz entuzjastycznego popytu detalicznego potrafi czynić cuda...
Za sprawą oferty akcji SpaceX wartość tegorocznych wpływów z IPO w USA już teraz przekroczyła rekord z 2021 r., a przecież ciągle przed nami kolejne wielkie oferty, tym razem z modnego sektora AI: Anthropic czy OpenAI. Czyżby ekscytacja publiczności giełdowymi debiutantami miała okazać się klasycznie już finałowym etapem hossy?
Zanim do tego dojdzie, na plus odnotowałbym próbę ożywienia szerszego rynku w USA, który w ostatnich miesiącach pozostawał w cieniu spółek AI. Próbę tę czekać może w najbliższym czasie ważny techniczny test – wskaźnik Advance/Decline szykuje się do ataku na szczyty z końca lutego/połowy kwietnia.