Finanse

Warto inwestować w technologię blockchain? Prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego w #ProstozParkietu

Gościem Piotra Zająca w piątkowym programie „Prosto z parkietu” był prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego. Tematem odcinka była technologia łańcucha bloków i możliwości jej zastosowania.
Foto: parkiet.com

Technologia łańcucha bloków jest w ostatnim czasie bardzo popularnym tematem. A przecież stosuje się ją w bitcoinie już od kilku lat.

W Polsce temat ten dyskutowany jest szerzej dopiero od kilkunastu tygodni, natomiast za granicą od bardzo dawna. W zasadzie od wielu miesięcy na każdej zagranicznej konferencji bankowej poruszany jest wątek technologii blockchain. Niestety trochę jest tak, że dużo osób o tym mówi, ale wciąż mało osób miało okazję zobaczyć to w praktyce.  W naszym kraju nigdzie jeszcze, oprócz kryptowalut, nie zastosowano łańcucha bloków. Tymczasem na zachodzie jest już wdrażany.

Co jest w nim takiego unikatowego?

Blockchain rozwiązuje problem, którego Internet przez wiele lat rozwiązać nie potrafił. Chodzi o zaufanie. W sieci łatwo założyć sobie konto email, podszyć się pod kogoś innego i robić różne złe rzeczy, wykorzystując fałszywą tożsamość. Łańcuch bloków sprawia, że ludzie nie znający się nawzajem mogą sobie ufać, bo nie ma możliwości oszukania kogoś nawet na ułamek grosza. Ale nie tylko w rozliczeniach finansowych można go stosować.

Łańcuch bloków jest rodzajem bazy danych. Czym jednak różni się od innych baz, że jest tak bezpieczny, szybki i możliwy do zastosowania na wielu polach?

Powiedziałbym, że blockchain jest dalszym etapem zaawansowania rozwoju Internetu. To nie jest tylko jakiś łańcuch bloków transakcji, czy wpisów do bazy danych powiązanych sekwencyjnie ze sobą z oznaczeniem czasowym i zabezpieczonych kryptografią. Jest to przede wszystkim rozproszona baza danych. Internet też jest rozproszony i dlatego jest tak wygodny w użytkowaniu. Gdyby działał na jednym, centralnym serwerze, byłby niewydolny i podatny na ataki hakerskie. Przecież scentralizowane bazy danych banków, szpitali i innych instytucji mogą być łatwym celem. Rozproszone bazy danych mają więc ogromną przewagę pod względem bezpieczeństwa, choć, jak to z nowymi rozwiązaniami bywa, nie są pozbawione mankamentów.

A skoro stworzył tę technologią jakiś zdolny programista, to nie ma zagrożenia, że inny, bardziej zdolny ją w jakiś sposób shakuje?

Przy obecnym stanie techniki nie jest to możliwe. Nad tym rozwiązaniem pracowało na początku kilkanaście osób, a obecnie jest to co najmniej kilkaset osób na całym świecie. A więc sama architektura łańcucha też ma rozproszony charakter, przez co jest bardziej efektywna. Nie ma jednego inżyniera, programisty odpowiedzialnego za całe zadanie, tylko jest ich bardzo dużo. Kryptografii, która stoi za blockchain nie da się obecnie shakować. Gdyby było to możliwe, to hakowane byłyby również zabezpieczenia służb różnych krajów.

Czy dobrym sposobem na wytłumaczenie działania blockchain jest tzw. problem bizantyjskich generałów. Dzięki tej technologii generał zdrajca nie mógłby sfałszować wiadomości, ponieważ nie zdołałby stworzyć sfałszowanej informacji w dozwolonym czasie ok. 10 min.

Kombinacja dwóch czynników – a więc elektronicznego podpisu i znacznika czasu faktycznie uniemożliwia takie fałszerstwo. Problem bizantyjskich generałów przez długi czas nie był w informatyce rozwiązywalny. Tutaj obrazowo jest to pokazane na przykładzie siedmiu generałów, ale w praktyce problem dotyczy przecież zaufania między tysiącami użytkowników, którzy się nawzajem nie widzą i nie znają. I akurat 10-min. ograniczenie czasowej było stosowane w starszych, bitcoinowych łańcuchach. Te najnowsze są o wiele szybsze i potrafią przetwarzać 100 tys. transakcji na sekundę (w bitcoinie jest to 7 transakcji na sekundę). Mimo skrócenia czasu cały czas można mieć do technologii zaufanie, ponieważ stoi za nią zaawansowana kryptografia i unikatowy pomysł na architekturę sieci.

W jaki sposób blockchain jest wykorzystywany na zachodzie? Część dużych instytucji, m. in. JP Morgan i IBM, mają nawet wspólną inicjatywę Hyperledger.

Hyperledger jest jedną z wielu inicjatyw. IBM i Linux Foundation odgrywają w niej wiodącą rolę. Tworzą oni oprogramowanie typu open source, a więc każdy może z tego korzystać i rozwijać te systemy. Zastosowań jest jednak znacznie więcej. Co ciekawe na początku zwłaszcza banki dostrzegały w tej technologii swoje szanse. Okazuje się jednak, że blockchain znajduje zastosowanie w sektorze publicznym. Zwłaszcza w krajach słabiej rozwiniętych. Dzięki łańcuchowi bowiem od razu kraje wchodzą na wyższy poziom zaawansowania technologicznego. Mowa m. in. o Gruzji, Estonii czy ostatnio także Ukrainy. W Gruzji rejestr ziemi jest rozwiązany dzięki łańcuchowi, a na Ukrainie kwestia zamówień publicznych, w których szerzyła się korupcja. Kraje słabiej rozwinięte widzą więc w blockchainie szansę na doskoczenie do światowej czołówki technologicznej. Z kolei w krajach bardziej rozwiniętych najpierw jest kalkulacja, czy istniejące systemy opłaca zastąpić się nową technologią.

A jak na tym tle wypada Polska?

Administracja podobnie jak rynek, musi dojrzeć do tego, gdzie można zastosować nową technologię. Na razie przeważają korzyści wynikające ze starych, XX-wiecznych rozwiązań, a szkoda, bo pod względem intelektualnym jesteśmy w czołówce światowej. Brakuje nam niestety odwagi, by wdrożyć te nowe pomysły, eksperymentować, a później eksportować sprawdzone rozwiązania za granicę.

W jakich sektorach w Polsce wykorzystanie łańcucha miałoby największą efektywność?

Technologia ta ma największy potencjał tam, gdzie ludzie sobie nie ufają. Widzę więc potencjał w administracji i na styku administracji i biznesu. Najpierw jednak trzeba przeprowadzić kalkulację, o której wcześniej wspominałem. Z technologią blockchain wiąże się bowiem zmiana całej filozofii myślenia. U nas bowiem cały czas dominuje przekonanie, że to co jest centralne, jest tańsze i bezpieczniejsze. Blockchain pokazuje jednak, że jest na odwrót i rozwiązania rozproszone są lepsze.

Można też poczytać o ideach, według których blockchain zapewnić może dostęp do finansowania ludziom najbiedniejszym i najbardziej wykluczonym. Czy to realna wizja?

Są już nawet pewne prace podejmowane w tym zakresie. Problem dotyczy bowiem prawie 2 mld ludzi, którzy nie mają dostępu do współczesnego finansowania. W Indiach rozpoczęto kilka miesięcy temu eksperyment. Na bazie łańcucha bloków, nawet osoby niepiśmienne, nie znające się na komputerach i nie mające kont bankowych i legalnego źródła utrzymania, mogłyby zabezpieczać swoje środki kluczem prywatnym, tożsamym z odciskiem palca. To by oznaczało, że jeśli ktoś chciałby zapłacić za coś w sklepie, albo odebrać pensję, to wystarczyłby odcisk palca.  Jeśli eksperyment się powiedzie, to mamy kolejny 1 mld osób w systemie finansowym.  Są też próby udzielania pomocy osobom przebywającym w obozach dla azylantów właśnie z wykorzystaniem blockchaina. Jest to dobre nie tylko dla odbiorcy środków, ale również dla darczyńcy, bo może on sprawdzić, gdzie dokładnie trafiają jego środki.

Skoro ta technologia ma tak szerokie zastosowanie i jest tak efektywna, to czy nie ma zagrożenia, że pojawią się grupy nacisku blokujące jej rozwój, bowiem zagraża ona ich interesom?

Tutaj widzę dwie kwestie. Pierwsza dotyczy grup nacisku związanych z branżą IT, w takim starym sensie. Im zależy, by wciąż stosowano tradycyjne, centralne rozwiązania, które wymagają dużo nakładów, więcej pracy programistów (te rozproszone są bezpieczniejsze i tańsze). Druga grupa to przedstawiciele świata finansów. I myślę, że albo dostosują się do nowych rozwiązań i je jakoś ujarzmią, albo pojawią się nowe instytucje finansowe oparte na blockchainie i mające większą przewagę konkurencyjną. Ostatnio dużo mówi się o tym, by blockchain zastąpił depozyty papierów wartościowych. Polski KDPW zamiast czekać, aż łańcuch wyprze ich z rynku, sam zaczął prace w tym zakresie.

Jak można inwestować w tę technologię? Kryptowaluty? Startupy?

Rynek finansowy nie dojrzał jeszcze do tego, by przedstawić inwestorom indywidualnym jakąś konkretną ofertę.  Jest to poniekąd związane z tym, że instrumenty finansowe są zazwyczaj mocno regulowane. Inwestowanie w kryptowaluty jest bardzo ryzykowne, ale można bardzo dużo zarobić. Nie polecam jednak tego osobom, które nie znają się na temacie. Startupów blockchainowych jest w Polsce mało, ale na świecie jest już w czym wybierać. Co ciekawe branża wykształciła zupełnie inny, alternatywny wobec tradycyjnego model inwestownia. Mowa o ICO, czyli Initial Coin Offering. Poprzez kryptowaluty każdy może zainwestować w startupy z całego świata. Jest to jednak nowy rynek, nieregulowany, co oczywiście niesie ze sobą duże ryzyka.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.