Finanse

Kontrakty na indeksy złapały zadyszkę

Trend boczny, w jakim od dłuższego czasu znajduje się WIG20, nie sprzyja aktywności inwestorów na rynku terminowym.
Foto: Adobestock

Handel na rynku akcji kwitnie w najlepsze. Marzec pod względem obrotów był w tym roku nawet lepszy niż marzec 2020 r., czyli pierwszy miesiąc z koronawirusowym zamieszaniem. Rok temu ożył jednak nie tylko rynek akcji, ale i rynek kontraktów terminowych. Teraz jest inaczej. Futures mają pod górkę, w szczególności jeśli chodzi o flagowy produkt, czyli kontrakty na indeksy, gdzie prym wiedzie futures na WIG20.

„Boczniak" nie pomaga

Szczególnie bolesny okazał się właśnie marzec. W ubiegłym miesiącu wolumen obrotu futures na indeksy wyniósł 654 tys. sztuk. To aż o 43 proc. mniej niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej. W tym samym czasie obroty na rynku akcji wzrosły natomiast o prawie 31 proc.

Słabszy marzec na rynku futures na indeksy kładzie się cieniem na tegorocznych statystykach w tej części rynku. W I kwartale wolumen obrotu wyniósł 1,55 mln sztuk, co oznacza spadek o 16 proc. Tymczasem na rynku akcji obroty wzrosły prawie o 110 proc.

Rozbieżności w zainteresowaniu rynkiem kasowym i terminowym widać było już w styczniu i lutym, chociaż nie były to różnice aż tak uderzające. W styczniu wolumen obrotu futures na indeksy wyniósł prawie 445 tys. sztuk i był o 47 proc. większy niż w styczniu 2020 r. Obroty na rynku akcji wzrosły natomiast rok do roku o blisko 75 proc. W lutym zainteresowanie instrumentami futures na indeksy wzrosło rok do roku o prawie 27 proc., do 453 tys. Analogiczne dane dla rynku akcji mówiły natomiast o wzroście prawie o 64 proc.

Skąd się wziął taki rozjazd? Maklerzy dostrzegają dwa główne czynniki, które mogły wpłynąć na różnice w zainteresowaniu. Pierwszy to przede wszystkim zmienność samego indeksu WIG20. W marcu ubiegłego roku była ona ponadprzeciętna, a to właśnie zmienność jest solą rynku terminowego. Wystarczy wspomnieć, że podczas jednej z ówczesnych sesji WIG20 spadł o 13,3 proc., co było największą dzienną przeceną w jego historii. Cały marzec ubiegłego roku upływał pod znakiem dynamicznych zmian na rynku. W tym roku zmienności zaś brakuje. W marcu zmiany WIG20 zamknęły się w przedziale 161 pkt, podczas gdy rok temu było to 658 pkt.

Drugim powodem mniejszej aktywności na rynku pochodnych może być struktura handlu. Rynek pochodnych to przede wszystkim domena inwestorów indywidualnych, którzy odpowiadają za około 40 proc. obrotów na GPW. Co prawda inwestorów indywidualnych wciąż przybywa, o czym świadczą comiesięczne dane KDPW o nowo otwartych rachunkach maklerskich, ale, jak wskazują brokerzy, wielu z nich stawia pierwsze kroki na rynku i głównym wyborem są dla nich akcje, a nie instrumenty z wbudowaną dźwignią finansową – ze swojej natury bardziej ryzykowne i przeznaczone dla bardziej doświadczonych osób.

Jest zmienność, jest obrót

O tym, jak ważny jest pierwszy z wymienionych elementów, czyli zmienność, najlepiej świadczą marcowe dane dotyczące obrotu kontraktami na waluty. Wyraźny trend związany z mocną przeceną złotego sprawił, że instrumenty te cieszyły się ponadprzeciętnym zainteresowaniem. Przebiło ono nawet to, co działo się w tej części rynku w 2020 r. A niewiele brakowało, aby wolumen obrotu instrumentami na waluty przebił wolumen pochodnych na indeksy. Dla pochodnych walutowych wyniósł on 606 tys. sztuk, co rok do roku oznacza wzrost o ponad 100 proc. W całym I kwartale wolumen obrotu tymi instrumentami wyniósł zaś 818,8 tys. sztuk – to o 58 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.