Chemia

Tomasz Hryniewicz, wiceprezes Grupy Azoty: Nowa strategia na najbliższą dekadę na finiszu

#PROSTOZPARKIETU. - Nie spodziewam się obniżek cen nawozów do końca roku – przewiduje Tomasz Hryniewicz, wiceprezes Grupy Azoty i prezes GA Puławy

Gościem Barbary Oksińskiej w Parkiet TV był Tomasz Hryniewicz, wiceprezes Grupy Azoty i prezes GA Puławy.

Foto: parkiet.com

W ostatnich miesiącach ceny nawozów utrzymywały się na poziomie zdecydowanie wyższym niż przed rokiem. Jak sytuacja na rynku wygląda obecnie?

Ceny nawozów kształtowane są przez ceny gazu, które są rekordowe. Właściwie od czerwca w trybie ciągłym widzimy wzrost cen gazu. Jeszcze rok temu sięgały one 5 euro/MWh, natomiast w ubiegłym tygodniu, kiedy Gazprom ogłosił, że nie rezerwuje mocy przesyłowych na gazociągu jamalskim na przyszły rok, w szczycie stawki sięgały prawie 38 euro/MWh. Tak wysoki wzrost wpływa na politykę cenową producentów nawozów, także Grupy Azoty, która w tym obszarze podąża za rynkiem. Nie da się jednak ukryć, że gaz drożeje szybciej niż nawozy, dlatego obserwujemy procentowy spadek marży. Natomiast kwotowo marże utrzymują się na przyzwoitym poziomie, tak więc powinniśmy zanotować bardzo dobre wyniki finansowe.

Czy spodziewa się pan dalszych podwyżek cen nawozów?

Powiem tak – nie spodziewam się obniżek cen nawozów do końca roku. Tutaj kluczowe będą ceny gazu. Obserwowane obecnie szybko drożejące uprawnienia do emisji CO2 nie mają dla nas tak dużego znaczenia, bo w ubiegłym roku zabezpieczyliśmy praktycznie całe nasze zapotrzebowanie na ten rok w bardzo dobrych cenach. Tak więc głównym determinantem ścieżek cenowych dla nawozów będzie gaz.

A jak wygląda obecnie popyt na nawozy?

W ubiegłym roku sezon rozpoczął się szybciej ze względu na pandemię – rolnicy nie czekali z zakupami, obawiając się kłopotów logistycznych. Z kolei w tym roku sezon rozpoczął się nieco później z uwagi na srogą zimę. Obecnie popyt na nawozy wygląda bardzo dobrze. Jest kilka czynników, które nam sprzyjają, takie jak embargo na nawozy wieloskładnikowe z Białorusi czy konieczność wprowadzenia zgodnie z unijną dyrektywą od sierpnia tego roku inhibitorów do mocznika, na co jesteśmy już przygotowani. To wszystko powoduje, że zmienia się sytuacja rynkowa, a dla nas jest to okazja do lokowania naszych produktów.

Moce nawozowe właśnie rozbudowuje Anwil z Grupy Orlen. Czy to dla was duża konkurencja?

Oczywiście liczymy się z konkurencją, ale trzeba też spojrzeć na lokalizację naszych zakładów. Korzystamy z renty logistycznej, dzięki czemu obsługujemy pewien obszar kraju. Na pewno odczujemy pojawienie się na rynku nowych mocy, ale jesteśmy dobrej myśli, bo widzimy, jakie jest zapotrzebowanie. Moce wytwórcze Grupy Azoty sięgają około 5 mln t rocznie i praktycznie całość produkcji udaje nam się uplasować na rynku. Widzimy jednocześnie potrzebę zmiany oferty produktowej, ciągłego dostosowywania się do sytuacji na rynku.

Jak grupa zamierza radzić sobie z rosnącymi kosztami emisji CO2?

Rzeczywiście ceny rosną bardzo mocno. Jak wspomniałem, mamy już zabezpieczone uprawnienia do emisji na ten rok i częściowo na rok kolejny. Cały czas podejmujemy działania zmierzające do ograniczenia emisji CO2 w naszych zakładach. Wśród nich wymienić można np. intensyfikację zdolności produkcji amoniaku, wymianę instalacji cieplnych w Siarkopolu czy rezygnację z budowy nowego bloku energetycznego w kędzierzyńskich zakładach poprzez ograniczenie strat przesyłowych w lokalnej sieci pary. W ciągu kilku lat zredukowaliśmy emisje CO2 o 181,9 tys. t. Zmniejszyliśmy też zużycie węgla o 96 tys. ton. Grupa pracuje nad strategią na lata 2021–2030, w której pokażemy nasze dążenia do celów klimatycznych, jak stawia przed nami Unia Europejska. Myślę, że pokażemy ją w III–IV kwartale tego roku.

Z drugiej strony w Puławach powstaje nowy blok węglowy za ponad 1 mld zł. Czy on w ogóle będzie rentowny?

Tak naprawdę to nie mieliśmy możliwości budowy innego bloku. Decyzja inwestycyjna poprzedzona była szerokimi analizami, porównywaliśmy opłacalność budowy bloku węglowego i gazowego. Okazało się, że jedyne słuszne źródło energii to węgiel. Głównie dlatego, że dzisiaj nie mamy możliwości przesyłu wystarczającej ilości gazu do Puław. Czekamy, kiedy Gaz-System zapewni nam takie dostawy poprzez budowę gazociągu Gustorzyn–Wronów. Trzeba zadać sobie pytanie: Co by się stało, gdybyśmy wybudowali blok gazowy, a zabrakłoby dla niego paliwa? Widzimy przecież, jakie są wahania cen gazu, jak mocno geopolityka wpływa na ten rynek. Przy czym nasz blok to nie jest typowa energetyka przemysłowa, bo naszym celem nie jest produkcja prądu – on powstaje przy okazji. Nas interesuje energia cieplna, a więc para. To powoduje, że projekt ma zupełnie inne parametry finansowe.

Jak to jest, że Puławy są jednym z największych konsumentów gazu w kraju, a jednocześnie mówi pan o braku pewności dostaw tego paliwa?

Dziś przesył gazu jest taki, że wystarcza nam do procesów technologicznych. Natomiast do produkcji pary już nie. Dlatego kibicujemy inwestycji Gaz-Systemu. Z budową nowego bloku energetycznego musimy zdążyć przed końcem 2023 r., bo wtedy ze względów środowiskowych musimy wyłączyć dwa stare bloki węglowe. W dalszej kolejności będziemy musieli wymienić dwie kolejne jednostki i tu liczymy już na to, że będziemy mieli możliwość budowy bloków gazowych. Mało tego, także dla budowanego bloku węglowego prowadzimy analizy i nie wykluczamy możliwości dodania pewnych urządzeń, by instalacja mogła pracować jako duoblok, a więc zamiennie na gaz lub węgiel w zależności od tego, co będzie bardziej opłacalne. Pamiętajmy jednak, że gaz dla energetyki to tylko paliwo przejściowe. Dlatego w naszej strategii pokażemy też inne kierunki rozwoju – energetykę wiatrową czy słoneczną.

A małe reaktory jądrowe?

Dzisiaj jeszcze regulacje za tym nie nadążają.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.