W I kwartale tego roku grupa kapitałowa Azoty, w kluczowym dla niej biznesie nawozowym, możliwie maksymalnie wykorzystała swoje zdolności produkcyjne, dostosowując je do bieżącej realizacji zamówień. – Pierwsze miesiące roku to naturalnie szczyt sezonu nawozowego, w którym dynamicznie rośnie aktywność zakupowa związana z aplikacją nawozów. W kolejnych kwartałach wiele będzie zależało od sytuacji na rynku gazu, poziomu importu spoza UE oraz kondycji ekonomicznej rolnictwa – informuje Marcin Celejewski, prezes Azotów. Dodaje, że koncern nadal ma do czynienia z dużą zmiennością otoczenia rynkowego, dlatego trudno dziś mówić o trwałym trendzie wzrostowym.

Azoty stawiają na stabilną produkcję nawozów

Z ostatnich danych GUS wynika, że w I kwartale produkcja nawozów azotowych wyniosła w Polsce 505,3 tys. ton. W ujęciu rok do roku oznaczało to wzrost o 3,6 proc. Azoty nie odpowiadają wprost, jakie czynniki o tym zdecydowały. Zauważają, że w ich działalności produkcja jest przede wszystkim dostosowywana do bieżących potrzeb rynku i realizacji zamówień. – Branża nawozowa funkcjonuje w oparciu o sezonowość, dlatego I kwartał tradycyjnie charakteryzuje się wyższą aktywnością zarówno po stronie produkcji, jak i sprzedaży. Kluczowe pozostaje zapewnienie ciągłości dostaw dla klientów i elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe – twierdzi Celejewski.

Jego zdaniem rynek nadal pozostaje bardzo wrażliwy na poziomy cen nawozów, sytuację dochodową gospodarstw rolnych oraz nastroje związane z sytuacją geopolityczną. Zauważa, że skokowy wzrost popytu na nawozy azotowe miał zwłaszcza miejsce w marcu, co wynikało głównie z niepokoju wywołanego konfliktem na Bliskim Wschodzie.

Azoty nie podają, w jakim stopniu wykorzystują obecnie swoje moce wytwórcze w biznesie nawozowym. Przekonują jedynie, że działalność produkcyjna prowadzona jest w sposób stabilny i bez ograniczeń wynikających z sytuacji rynkowej. Jednocześnie priorytetem koncernu pozostaje utrzymanie ciągłości produkcji oraz efektywne zarządzanie kosztami w wymagającym otoczeniu.

We wcześniejszych latach było to utrudnione m.in. ze względu na wysoki import tanich nawozów z Rosji i Białorusi. W sezonie 2025/2026 (trwał od 1 czerwca do 31 maja) był on rekordowy. Został jednak istotnie zahamowany po wejściu w życie od 1 lipca 2025 r. podwyższonych ceł antydumpingowych na nawozy azotowe i wieloskładnikowe.

Tani import ze Wschodu bije w producentów z UE

– Kolejny raz ze wzrostem importu z tego kierunku mieliśmy do czynienia pod koniec ubiegłego roku, czyli tuż przed uruchomieniem mechanizmu CBAM (unijnego mechanizmu uwzględniającego emisje CO2 w cenach importowanych towarów– red.). Należy pamiętać, że 1 lipca nastąpi kolejna podwyżka ceł na import ze Wschodu – przypomina Celejewski.

Niezależnie od tego trzeba pamiętać, że rynek nawozów ma charakter globalny i konkurencyjny import napływa dziś z wielu kierunków. Największe znaczenie mają przewagi kosztowe producentów działających w regionach dysponujących tańszym gazem i mniej restrykcyjnymi regulacjami środowiskowymi. W efekcie wszyscy europejscy producenci nawozów funkcjonują obecnie w znacznie trudniejszym otoczeniu kosztowym niż ich konkurenci spoza UE.

Nie zmienia to faktu, że ceny nawozów pozostają w dużym stopniu pochodną sytuacji na rynku gazu ziemnego oraz globalnych uwarunkowań surowcowych i logistycznych. – Dodatkowym czynnikiem wpływającym na rynek pozostaje sytuacja geopolityczna. Obecnie poziomy cen są wyższe niż rok temu, natomiast dalszy kierunek zmian będzie zależał przede wszystkim od kosztów energii, dostępności surowców oraz sytuacji podażowo-popytowej na rynku światowym – twierdzi prezes Azotów.