W 2010 r. HTL-Strefa została wycofana z giełdy poprzez wezwanie ogłoszone przez EQT, szwedzki fundusz private equity. Skąd plany powrotu na rynek?

W okresie ostatnich kilku lat nasza firma rosła bardzo dynamicznie, rozwijając się w zakresie nowych produktów i technologii, a także pozyskując nowe rynki zbytu. Rozważaliśmy kilka możliwych scenariuszy dalszego rozwoju firmy. Uznaliśmy, że dla dalszego rozwoju spółki oferta publiczna będzie najwłaściwszym modelem.

Jak w ciągu tych pięciu lat zmieniła się kierowana przez pana spółka?

Dzisiaj HTL-Strefa jest zupełnie inną firmą, niż była w 2010 r. Istotnie wzrósł poziom produkcji i sprzedaży, podwoiliśmy zatrudnienie. Spółka wdrożyła nowe produkty (12 w ciągu ostatnich trzech lat i trzy dodatkowe w tym roku), weszła w obszar iniekcji podskórnych oraz zaistniała na nowych rynkach, w tym m.in. na rynku: chińskim, brazylijskim, meksykańskim, oraz wzmocniła swoją pozycję na dotychczasowych istotnych rynkach działalności, czyli w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Na co zostaną przeznaczone środki z emisji?

Pieniądze z emisji nowych akcji, jaką chcemy przeprowadzić, zostaną przeznaczone w całości na spłatę zadłużenia, w celu zmniejszenia poziomu lewaru z czterech razy do dwóch razy w stosunku do skorygowanej EBITDA. Z tej nowej emisji chcemy pozyskać około 200 mln zł, co pozwoli nam zredukować zadłużenie o blisko połowę. Dodatkowo oferowane będą akcje pośrednio należące do funduszu EQT. Zakładamy, że po przeprowadzonej emisji w wolnym obrocie będzie powyżej 50 proc. akcji. Spodziewamy się, że nasza oferta publiczna będzie jedną z większych, o ile nie największą w tym roku w Polsce, ponieważ oferowane będą również akcje należące do naszego większościowego akcjonariusza.

Jeżeli nie uda się pozyskać 200 mln zł na spłatę zadłużenia, co wtedy?

Spółka nie stoi w obliczu konieczności spłaty długu. Planujemy emisję nowych akcji, by zmniejszyć poziom lewarowania. Stosunek 4 do 1 w stosunku do skorygowanej EBITDA to poziom, z którym czujemy się komfortowo.

Rynek monitoringu cukrzycy dynamicznie się rozwija. Stosowane są już metody pomiaru cukrzycy niewymagające nakłuć. Jak spółka chce się dostosować do rozwijającego się rynku?

Obserwujemy ten rynek bardzo uważnie. Nowe technologie, które się pojawiają, dotyczą tylko wybranego segmentu cukrzycy – typu I, czyli wrodzonej (w przypadku której wskazane jest stałe monitorowanie poziomu cukru we krwi), na którą cierpi ok. 5 proc. pacjentów z tym schorzeniem. Jest to więc bardzo niewielka część odbiorców naszych produktów. Ponadto urządzenia te wymagają bieżącej kontroli i kalibracji przy wykorzystaniu produktów, które oferujemy. Silny zespół R&D i wyznaczanie trendów, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa personelu medycznego i pacjentów, uważamy za jedną z naszych rynkowych przewag. Tylko w ciągu ostatnich trzech lat wprowadziliśmy na rynek 12 nowych produktów, z czego trzy w ciągu ostatniego roku. Wśród nich są m.in. bezpieczne igły insulinowe.

Nad czym obecnie pracujecie?

Rozwijamy kolejne nowe projekty, głównie z obszaru nakłuwaczy bezpiecznych i zintegrowanych rozwiązań lancetów i urządzeń nakłuwających. Pracujemy również nad prototypem innowacyjnego bezpiecznego urządzenia z obszaru iniekcji podskórnych, które znajdzie zastosowanie poza rynkiem związanym z diagnostyką i leczeniem cukrzycy. Chcemy być liderem w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo pracownikom służby zdrowia na świecie – w celu osiągnięcia coraz większego bezpieczeństwa tej grupy zawodowej zmieniają się regulacje prawne.

Jaka jest strategia firmy na najbliższe lata?

Obserwujemy dwa megatrendy, które występują w naszym biznesie. Pierwszy to pandemia cukrzycy, gdzie w skali globalnej spodziewane jest podwojenie populacji osób chorych na cukrzycę w ciągu najbliższych 15–20 lat. Drugi to regulacje prawne w zakresie ochrony personelu medycznego wdrażane w wielu krajach, które powodują stały, dynamiczny wzrost zapotrzebowania na produkty naszej spółki. Stąd też nasza strategia opiera się na czterech filarach. Pierwszy to dalszy rozwój i pokrycie zapotrzebowania na bezpieczne produkty do pobierania próbek krwi kapilarnej. Bazujemy na naszej pozycji niekwestionowanego światowego lidera tego rynku. Chcemy w tym zakresie rozwijać się głównie w Europie, a także na rynkach wschodzących, gdzie nasycenie rynku produktami jest najmniejsze. Drugi filar to oferowanie zintegrowanych rozwiązań, czyli połączenie urządzenia nakłuwającego i lancetu osobistego w pakiet i oferowanie go największym firmom diagnostycznym i farmaceutycznym.

Na czym polega trzeci i czwarty filar strategii?

Trzecim filarem jest przeniesienie doświadczeń z rynku nakłuwaczy bezpiecznych i lancetów personalnych w obszar igieł insulinowych i rozwój sprzedaży igieł insulinowych do użytku domowego. Chcemy, by kolejnym filarem wzrostu było wejście na rynek profesjonalnych bezpiecznych igieł do iniekcji podskórnych – w najbliższych tygodniach wprowadzamy do obrotu bezpieczne igły insulinowe. Będziemy konsekwentnie rozwijać sprzedaż bezpiecznych igieł poza segmentem cukrzycy, do wykorzystania przy podawaniu leków, hormonów czy szczepionek. To segment o dużym potencjale rozwoju, znacznie większym niż ten, w którym obecnie działamy.

Inwestorów na pewno interesuje podział zysków. Jaka jest polityka dywidendowa spółki?

Do tej pory spółka nie wypłacała dywidendy, nie planujemy również jej wypłaty za 2015 r. Docelowo chcielibyśmy być spółką dywidendową. Polityka dywidendowa spółki zakładać będzie wypłaty dywidendy w wysokości około 40 proc. cash flow operacyjnego za dany rok obrotowy, z zastrzeżeniem obowiązujących przepisów prawa określających wysokość kwoty.

Kiedy akcjonariusze mogą się spodziewać pierwszej dywidendy?

To nie jest decyzja zależna od zarządu. Zarząd będzie dokonywał takiej rekomendacji w zakresie polityki dywidendy, ostateczną decyzję podejmą akcjonariusze. Wypłata dywidendy i jej wysokość będą oczywiście uzależnione od obsługi zobowiązań i bieżącej sytuacji spółki.

W 2014 r. HTL-Strefa miała 267 mln zł przychodów ze sprzedaży. Uda się powtórzyć ten wynik w tym roku?

Jeżeli porównamy dane za I półrocze 2014 r. z I półroczem tego roku, to widzimy, że tegoroczne wyniki są zdecydowanie lepsze. Naszym celem jest utrzymanie tego wzrostowego trendu także w drugim półroczu. Nie publikujemy prognoz, więc szczegółowych danych nie mogę ujawniać.

Jakie są główne rynki zbytu HTL-Strefy?

Prowadzimy biznes globalny. Jesteśmy globalnym liderem w nakłuwaczach bezpiecznych, gdzie mamy około 46-proc. światowego rynku. W rynku lancetów personalnych mamy 15-proc. udział i pozycję wicelidera. Kluczowym dla nas rynkiem jest Europa. Na drugim miejscu są Stany Zjednoczone.

Dlaczego warto wziąć udział w emisji akcji?

Jesteśmy przykładem tego, że polska myśl technologiczna może odnieść spektakularny sukces na świecie, pod warunkiem utrzymania wysokiej jakości produkcji i właściwego zarządzania. Jesteśmy z tego niezmiernie dumni. Realizacja planów oferty publicznej oznacza, że historia HTL-Strefy zatoczy koło. Powracamy na GPW jako firma na kolejnym etapie rozwoju, po to by realizować nasze obecne cele strategiczne – a udowodniliśmy już wielokrotnie, że potrafimy znakomicie wykorzystywać możliwości, jakie stwarzają rynki, na których działamy. Jestem przekonany, że jesteśmy unikalną propozycją dla inwestorów.

Lider obecny na 80 rynkach

W listopadzie 2006 r. HTL-Strefa zadebiutowała na warszawskim parkiecie. Pod koniec 2009 r. szwedzki fundusz private equity EQT ogłosił wezwanie na akcje spółki w ramach, którego udało mu się kupić 97,3 proc. papierów po 13,71 zł. Pozostałe zostały zdjęte z giełdy poprzez przymusowy wykup. Za 100 proc. akcji EQT zapłaciło wówczas prawie 890 mln zł. Aktualnie firma jest obecna na ponad 80 rynkach na całym świecie. HTL-Strefa zatrudnia ponad 1200 pracowników. Globalny lider w nakłuwaczach bezpiecznych produkuje i sprzedaje ponad 60 typów produktów. W 2014 r. spółka miała 267 mln zł przychodów wobec 242 mln zł przychodów rok wcześniej. Tomasz Wałęsa, obecny prezes firmy, funkcję pełni od 2011 r. Spółka chce zadebiutować na GPW do końca października.