Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki polityczne i społeczne wpływają na słabnącą pozycję premiera Benjamina Netanjahu.
  • Na czym polega zaskakująca odporność izraelskiej gospodarki mimo ogromnych kosztów prowadzonych wojen.
  • Dlaczego zachodnie fundusze pod presją aktywistów wyprzedają izraelskie obligacje i kto zajmuje ich miejsce.
  • W jaki sposób Izrael przygotowuje się na scenariusz osłabienia wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych.

Czy to ostatnie miesiące władzy izraelskiego premiera Binjamina Netanjahu? To bardzo doświadczony polityk, który sprawował urząd szefa rządu już łącznie przez 19 lat. Byłoby więc błędem przedwczesne składanie go do „politycznego grobu”. Sondaże wyraźnie jednak przestały mu sprzyjać. Najnowsze dają jego prawicowej partii Likud po 23 proc. poparcia i tyle samo centrowemu stronnictwu Yashar, kierowanemu przez generała Gabiego Eisenkota. Na trzecim miejscu plasuje się sojusz Razem, kierowany przez Naftalego Bennetta i Yaira Lapida, którzy już wspólnie rządzili Izraelem w latach 2021-2022. Ryzyko utraty władzy przez Netanjahu jest więc spore, a szczególnie może go martwić rosnące poparcie partii Yashar. Eisenkot był wcześniej szefem sztabu Izraelskich Sił Obronnych (IDF) oraz członkiem rządu Netanjahu. Odszedł z niego, bo nie podobało mu się, jak prowadzona jest wojna. (Jego syn poległ podczas walk w Strefie Gazy). Sondaże wskazują, że Izraelczycy zrobili się mocno krytyczni wobec Netanjahu w kwestii prowadzenia wojny. Nie podoba im się to, że ich premier nie zdołał obalić irańskiego reżimu, ostatecznie rozprawić się z Hezbollahem oraz rozwiązać kwestii Strefy Gazy. Izraelska opinia publiczna bynajmniej nie chce pokoju z Palestyńczykami oraz Teheranem, ale pragnie, by szybciej i skuteczniej eliminowano wrogów ich kraju. Przedłużające się wojny już wyraźnie ją zmęczyły.

Czytaj więcej

Ropa drożeje, bo wrócił konflikt USA z Iranem

Gospodarka ma się nieźle

O ile niemal cały świat z niepokojem obserwował wojnę USA oraz Izraela z Iranem, to w samym Izraelu była ona odczuwalna ekonomicznie w dosyć umiarkowany sposób. Szekel się umacniał, a inflacja pozostawała dosyć niska. O ile w lutym wynosiła 2 proc., to w kolejnych trzech miesiącach utrzymała się na poziomie 1,9 proc. PKB spadł co prawda w I kwartale o 0,8 proc., ale zauważono odbicie aktywności gospodarczej w „mniej gorących” okresach wojny.

Foto: GG Parkiet

– Musi być trampolina pod Ziemią Świętą. Gdy tylko rakiety i walki się kończą, widać, jak izraelska opinia publiczna wraca do restauracji, wraca do aktywności. Ta normalizacja – wejście do schronu na 15 minut i powrót do pracy – to adaptacja – mówił Amir Yaron, prezes izraelskiego banku centralnego.

Prognozy dla PKB Izraela na ten rok są dosyć dobre. OECD prognozuje 3,3 proc. wzrostu gospodarczego, Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się zwyżki o 3,5 proc., a Bank Izraela sugeruje wzrost na 4 proc. Zebrane przez agencję Bloomberg prognozy analityków są w przedziale od 2,2 proc. (Goldman Sachs) do 3,6 proc. (BofA Merrill Lynch i JPMorgan Chase), z medianą na poziomie 3,2 proc. Atutami Izraela są m.in.: silny kompleks wojskowo-przemysłowy, elastyczna siła robocza, która pozwala na to, by gospodarka funkcjonowała mimo mobilizacji wojennej.

Foto: GG Parkiet

– Izrael wszedł w ten okres z bardzo niskim długiem publicznym, bardzo wysokimi oszczędnościami prywatnymi i budżetem niemal zrównoważonym. Dzięki temu rząd mógł powiedzieć: „Zrobimy wszystko, co konieczne, by wesprzeć firmy i gospodarstwa domowe i utrzymać głowy konsumentów nad wodą” – ocenia Victor Bahar, główny ekonomista Banku Hapoalim.

Wojny prowadzone przez Izrael zaszkodziły też jednak gospodarce. Bank Izraela ocenia ich koszty od października 2023 r. na około 400 mld szekli (139 mld USD lub 495 mld zł). Straty w produkcji gospodarczej w tym okresie wyniosły 175 mld szekli. Z badań Instytutu Demokracji Izraela wynika natomiast, że prawie jedna trzecia Izraelczyków deklaruje niższe wynagrodzenia lub dochody z biznesu niż przed wojną. Około 100 tys. Izraelczyków opuściło kraj, by szukać pracy i bezpieczeństwa za granicą. Gospodarka musiała też się przystosować do zamknięcia dopływu taniej siły roboczej z Autonomii Palestyńskiej, którą często zastępowano pracownikami z Azji Wschodniej. Wojny prowadzone przez Izrael bardzo negatywnie też wpłynęły na sektory żyjące z turystyki.

Czytaj więcej

Dolar znów staje się królem. Wall Street nie wierzy w silniejsze euro

Uderzenie w dług

Wojna przyczyniła się także do wzrostu zadłużenia. O ile w 2022 r. dług publiczny Izraela wynosił 60,3 proc. PKB, to na koniec 2025 r. sięgał 68,5 proc. PKB. Jego poziom nie jest jeszcze alarmująco duży, ale zagrożenie wojenne i dysfunkcyjny system polityczny Izraela sprawią zapewne, że będzie rosnął. Tymczasem mogą pojawić się problemy z jego sprzedawaniem inwestorom zagranicznym, którzy będą odrzucali izraelskie obligacje z przyczyn ideologicznych.

Foto: GG Parkiet

Mechanizmy, dzięki którym Europejczycy inwestują w izraelskie obligacje, również zostały destabilizowane przez kampanie nacisku prowadzone przez propalestyńskich aktywistów. W kilka lat po brexicie Irlandia przejęła od Wielkiej Brytanii odpowiedzialność za zatwierdzanie dokumentów regulacyjnych (tzw. prospektów emisyjnych), które umożliwiały oferowanie izraelskich obligacji rządowych instytucjom i inwestorom publicznym w krajach UE. Jednak we wrześniu 2025 r. Centralny Bank Irlandii przestał pełnić rolę tego kluczowego pośrednika po trwałej kampanii nacisku irlandzkich parlamentarzystów, aktywistów i organizacji praw człowieka. Chociaż nie zablokowało to mechanizmu inwestycyjnego (został on przeniesiony do Luksemburga, gdzie działa w podobny sposób), ruch ten odzwierciedla rosnącą świadomość aktywistów. Jeśli trend ten się utrzyma, może to stworzyć realne problemy dla izraelskiej gospodarki.

Jak na razie popyt na izraelski dług pozostaje jednak dosyć wysoki. W 2024 r. Izrael pozyskał około 278 mld szekli ze sprzedaży obligacji, co stanowiło mniej więcej 45 proc. całkowitych wydatków rządowych w tamtym roku i ponad czterokrotnie więcej niż w 2022 r. Izraelowi udaje się sprzedawać obligacje nie tylko zachodnim funduszom, ale też m.in. inwestorom z bogatych monarchii znad Zatoki Perskiej.

Foto: GG Parkiet

Izraelskie Ministerstwo Finansów intensywnie reklamuje też swoje papiery wśród amerykańskich społeczności ewangelikalnych protestantów, znanych z bezkrytycznego poparcia dla polityki „państwa żydowskiego”. Na prowadzonej przez resort finansów stronie Israelbonds.com znalazło się nawet specjalne przesłanie do chrześcijan ewangelikalnych. „Dla naszych chrześcijańskich sojuszników, którzy wierzą w przeznaczenie Izraela, inwestowanie w izraelskie obligacje to coś więcej niż decyzja finansowa – to akt wiary w przyszłość. Na całym świecie chrześcijańscy sojusznicy łączą ręce z narodem Izraela, by wspólnie budować silniejszą i jaśniejszą przyszłość. Dlatego Israel Bonds uruchomiło naszą kampanię „Wiara w przyszłość”. Jest to apel do chrześcijan, którzy podzielają głębokie i niezachwiane przywiązanie do Ziemi Świętej. W czasach, gdy Izrael stoi przed niezwykłymi wyzwaniami i triumfami, oferujemy wierzącym możliwość realnego i trwałego wpływu – nie poprzez działalność charytatywną, lecz poprzez inwestycję” – czytamy na stronie Israelbonds.com.

Izraelskie aktywa kuszą też inwestorów szukających dobrej stopy zwrotu i nie bojących się ryzyka. Gdy Bank Hapoalim próbował w zeszłym roku wyemitować dług, inwestorzy w Londynie walczyli o jego ryzykowne, wysoko oprocentowane obligacje. – Mówili nam nawet: „Wiecie co, chcemy być w pełni narażeni na izraelską gospodarkę – chcemy być w pełni narażeni na wasz bank. Wolimy je od zwykłych obligacji, które z naszego punktu widzenia niosą prawie żadne ryzyko” – relacjonował, w rozmowie z „Financial Timesem” Bahar.

Koniec wsparcia?

– Chciałbym, by zostało zakończone amerykańskie wsparcie dla Izraela. Ono jest jak pomoc socjalna. Nie chcę go. Amerykańskie finansowanie stanowi małą część naszego PKB, a Izrael posiada zdolności finansowe do pokrycia tej sumy ze swoich zasobów – zadeklarował Netanjahu w niedawnej rozmowie z izraelskim Kanałem 14.

Wspomniane przez niego amerykańskie wsparcie formalnie wynosi 3,8 mld USD rocznie (w ramach memorandum o współpracy obowiązującego do końca 2028 r.), z czego 3,3 mld USD musi być przeznaczane na zakupy amerykańskiej broni, a pozostałe 500 mln USD rocznie trafia na amerykańsko-izraelskie programy obrony przeciwrakietowej. W okresach wojen te pakiety wsparcia są zwiększane. Na przykład, po ataku Hamasu na Izrael zwiększono to wsparcie do 18 mld USD rocznie. Dla budżetu USA nie jest to jakaś szczególnie duża suma, a te pieniądze służą głównie wspieraniu amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Mimo to, wsparcie USA dla Izraela wywołuje spore kontrowersje polityczne. Opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych stała się bowiem w ostatnich latach coraz bardziej krytyczna wobec Izraela. Dotyczy to szczególnie mocno młodego pokolenia wyborców Partii Demokratycznej. Być może był to jeden z powodów, dla których Netanjahu zabrał się za eliminowanie wrogów w regionie. Szykuje on Izrael na przyszłość bez silnego wsparcia USA.

Czy Hamas wciąż stanowi zagrożenie, czy jest tylko straszakiem?

Hamas ogłosił niedawno zamiar przekazania władzy nad Strefą Gazy Narodowemu Komitetowi ds. Administracji Gazy (NCAG). - Hamas podjął nowy krok, rezygnując z kontroli nad Strefą Gazy, aby odebrać okupacji jakiekolwiek preteksty do kontynuacji agresji i wojny eksterminacyjnej - stwierdził Hazem Qassem, rzecznik Hamasu. Czy to więc oznacza, że ta organizacja terrorystyczna faktycznie skapitulowała? Izraelski rząd przekonuje, że Hamas wciąż stanowi ogromne zagrożenie dla Izraela. W połowie kwietnia ministrowie z gabinetu Binjamina Netanjahu zaczęli snuć narrację, że Hamas w trakcie rozejmu zdołał odbudować swoje siły i że dysponuje obecnie 27 tys. bojowników. Te wyliczenia są jednak kwestionowane przez ekspertów. Gdy w październiku 2025 r. weszło w życie zawieszenie broni, przedstawiciele izraelskich sił zbrojnych powiedzieli dziennikowi „The Jerusalem Post”, że około 7000 bojowników Hamasu rozproszyło się po Strefie Gazy. Największa bitwa, którą izraelskie wojsko stoczyło z pojedynczą grupą Hamasu od lata 2024 r., to prawdopodobnie starcie z około 200 bojownikami Hamasu w tunelu w Rafah w październiku 2025 r. Wątpliwe są również twierdzenia o tym, że Hamas dysponuje 3 tys. rakiet. Ta grupa terrorystyczna od maja 2024 r. odpaliła ich tylko kilka, nie wyrządzając praktycznie żadnej szkody izraelskim cywilom przez ponad dwa lata. W ostatnich tygodniach Hamas dwukrotnie próbował skoncentrować około czterech wyrzutni rakiet blisko siebie, a w obu przypadkach izraelskie lotnictwo zniszczyło je, zanim zostały uzbrojone. Hamas nie był w stanie ostrzelać izraelskich cywilów ani przeprowadzić żadnego ataku na terytorium Izraela m.in. dlatego, że jego struktury dowódcze i polityczne w Strefie Gazy zostały zdziesiątkowane. Izrael zabił wszystkich najważniejszych dowódców. Wsparcie dla Hamasu z zagranicy zostało natomiast mocno zmniejszone. Ta grupa jest zdolna do wymuszania pieniędzy od bazarowych sprzedawców i do walki o teren z konkurencyjnymi palestyńskimi milicjami, ale bardzo wątpliwe jest, by stanowiła obecnie znaczące zagrożenie dla izraelskich żołnierzy i cywilów. HK

Izrael widzi kolejnego wroga w Turcji. Zacieśnia współpracę z Grecją

Izraelski premier Netanjahu ostrzegł, że sprzedaż najbardziej zaawansowanych amerykańskich myśliwców F-35 Turcji „grozi równowadze sił na Bliskim Wschodzie”. W ramach eskalującego sporu z tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem, Netanjahu określił Turcję jako „reżim zarażony Bractwem Muzułmańskim, które nienawidzi Stanów Zjednoczonych”. – On nie jest dokładnie wzorcowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. On grozi zniszczeniem mojemu krajowi, jedynemu państwu żydowskiemu na świecie – żalił się Netanjahu. Przedstawiciele władz z Ankary również bardzo ostro wyrażają się o Izraelu, oskarżając go m.in. o ludobójstwo na Palestyńczykach. Turecki minister spraw zagranicznych Hakan Fidan powiedział w wywiadzie dla CNN Turk, że Izrael „stał się ciężarem, którego ludzkość nie jest już w stanie dłużej znosić”. Część izraelskich analityków snuje scenariusze, w których Turcja staje się – w miejsce Iranu – głównym wrogiem Izraela. Niepokoi ich choćby to, że w Damaszku objęła władzę pod koniec 2024 r. ekipa złożona z sunnickich rebeliantów, która obaliła dyktatora Baszara Assada. Tuż po zmianie władzy w Syrii, Izrael zbombardował syryjską flotę, lotniska wojskowe i składy broni, by nie wpadły one w ręce nowego rządu syryjskiego. Zajął też część terytorium Syrii oraz udzielił wsparcia druzyjskim separatystom. W ich obronie, w lipcu 2025 r. zbombardował gmach syryjskiego Ministerstwa Obrony. Izrael zacieśnia również relacje wojskowe z Grecją i Cyprem, a Turcja mocniej współpracuje m.in. z Egiptem, Arabią Saudyjską oraz Pakistanem. HK