Jeszcze 7 kwietnia spread między najbliższą a kolejną serią kontraktu na ropę WTI sięgnął około 16 USD/bbl, czyli poziomu bez precedensu i niemal czterokrotności rekordu z 2022 r.
Do poranka 8 kwietnia spread między majowym i czerwcowym kontraktem spadł jednak do około 8 dol./bbl. To może oznaczać, że rynek bardzo szybko przechodzi z fazy panicznej wyceny fizycznego niedoboru baryłki do fazy normalizacji krzywej terminowej. Historia nie daje tu jednak prostego odpowiednika, ale zależność jest czytelna: im większe backwardation, tym wyższa zmienność najbliższej serii kontraktu na ropę i tym gwałtowniejsza pierwsza faza ruchu. Jednocześnie pełna normalizacja krzywej nie przyspiesza już w takim samym tempie.
W dotychczasowej historii podobnych zjawisk, ale o mniejszej skali, zejście o połowę nadwyżki spreadu ponad średnią zajmowało przeciętnie około 10-11 sesji. Tym razem rynek zrobił to w mniej niż dobę, co oznacza kompresję czasu blisko dziesięciokrotną wobec historii. Warto też zauważyć, że skala cofnięcia ceny najbliższej serii kontraktu na ropę jest większa, niż wynikałoby to z przeciętnego tempa wygaszania napięcia na krzywej terminowej.
Można więc przypuszczać, że najbardziej paniczna część ruchu została już w dużej mierze rozładowana. Jeśli nie pojawi się nowy impuls geopolityczny, bardziej prawdopodobna wydaje się teraz faza podwyższonej zmienności i stopniowej normalizacji krzywej. Być może rekord cen jest już za nami.