20 maja dwa chińskie tankowce opuściły Ormuz, a Trump i Vance mówią o szybkim zakończeniu wojny. To tłumaczy nieznaczny spadek premii wojennej. Sama żegluga wraca jednak tylko punktowo, więc rynek bardziej dyskontuje nadzieję na deeskalację niż realny powrót podaży paliw.

Wydaje się, że scenariusz bazowy dalej zakłada napięty rynek ropy i paliw także po rozejmie. EIA w majowym STEO zakłada, że Cieśnina Ormuz pozostanie efektywnie zamknięta do końca maja, a ruch będzie stopniowo wracał w czerwcu. Agencja widzi Brent blisko 106 dolarów za baryłkę w maju i czerwcu oraz średnio 95 dolarów w całym 2026 r. IEA zakłada z kolei spadek globalnej podaży o 3,9 mln baryłek dziennie średnio w 2026 r., nawet przy stopniowym wznowieniu przepływów od czerwca.

Z kolei bank HSBC podniósł średnią cenę dla Brent na 2026 r. do 95 dolarów, Barclays do 100, a ANZ zakłada ceny powyżej 90 dolarów przez większą część roku. Nawet jeśli wojna zacznie wygasać, ropa nie wróci do poziomów sprzed konfliktu. Dla rynku kluczowe nie jest dziś samo porozumienie, ale to, kiedy bezpiecznie wróci masowy ruch tankowców.

Tu warto zaznaczyć, że dziś nie sama ropa wywiera presję na szybkie zakończenie wojny, a rynek obligacji. Inwestorzy już chyba tracą cierpliwość i w ostatnich dniach masowo wyprzedają dług, podbijając istotnie rentowności. To może być wyrazem tego, że albo wojna się skończy szybko, albo USA i inne kraje słono za nią zapłacą na rynku długu.