Ile mogą prezesi banków centralnych? Choć są twarzami tych instytucji, to przecież nie są samodzielnymi decydentami. O kierunku polityki pieniężnej niemal w każdym kraju decydują kilkuosobowe gremia, w których przewodniczącemu przysługuje tylko jeden głos. Ale Mark Carney, od początku lipca kierujący Bankiem Anglii (BoE), zdaniem wielu komentatorów już pokazał, że jego zdanie waży więcej, niż sugeruje struktura organizacyjna tej instytucji. W ostatnim komunikacie Komitetu Polityki Pieniężnej (MPC), decyzyjnego organu BoE, znalazło się zdanie: „implikowane (przez wzrost rynkowych stóp procentowych, m.in. rentowności obligacji – red.) oczekiwania co do wzrostu głównej stopy procentowej nie są uzasadnione rozwojem sytuacji w krajowej gospodarce". Ekonomiści jednomyślnie uznali to za pierwszy krok BoE w kierunku warunkowego określenia, jak długo zamierza on utrzymać stopy procentowe na obecnym poziomie. Tymczasem dotąd większość członków MPC deklarowała, że jest przeciwna stosowaniu tej metody kształtowania oczekiwań uczestników życia gospodarczego, a za ich pośrednictwem rynkowych stóp procentowych. Tego samego dnia – 4 lipca – podobnego sformułowania użył podczas konferencji prasowej Mario Draghi, przewodniczący Europejskiego Banku Centralnego. – Rada Zarządzająca spodziewa się, że główne stopy procentowe EBC pozostaną na obecnym lub niższym poziomie przez dłuższy czas – powiedział. To oświadczenie także zinterpretowano jako dowód, że EBC próbuje zwiększyć swoją przewidywalność, zrywając z tradycją „niezobowiązywania się do prowadzonej polityki".