Wszyscy już dawno ogłosili koniec hossy na polskich obligacjach skarbowych, a tu taki spadek rentowności obserwujemy od 24 czerwca...
Końcówka trendu jest zazwyczaj bardzo zmienna. Ci, którzy uważają, że to jeszcze nie koniec tendencji, walczą o swoje pozycje, a ci, którzy sądzą, że to już koniec – zamykają je. Dlatego takie wahania nie są niczym zaskakującym. Do tego dochodzą nastroje globalne – odpływ kapitału z rynków „fixed-income" wywołany m.in. coraz ostrzejszą retoryką Fed. Rentowności obligacji skarbowych praktycznie wszystkich rynków rozwiniętych wzrosły, a apetyt na ryzyko zmalał, więc podobny los spotkał rynki wschodzące, które przestały być „modne". Dolar się umocnił dzięki odpływowi z tych rynków i powrotowi „do macierzy". Polski rynek pod tym względem zachowuje się jak reszta świata. Tym bardziej że ponad połowa właścicieli polskich obligacji skarbowych to inwestorzy zagraniczni. Jesteśmy i będziemy zatem bardzo podatni na te globalne ruchy kapitału. Widać to zresztą po walucie – złoty nie należy do najstabilniejszych walut, choć na tle innych rynków wschodzących wyróżniał się pozytywnie.