Jaki jest odbiór spółki na spotkaniach z inwestorami?
Odbyliśmy już prawie połowę spotkań. Road show jest dość intensywny - harmonogram jest wypełniony do końca. Spotykamy się głównie z TFI i OFE. Cieszy mnie, że nasz biznes spotkał się ze sporym zainteresowaniem.
Obecnie sieć Esotiq liczy w Polsce 231 sklepów a Femestage 8. Jakie macie plany ich rozwoju?
W tym roku planujemy, że sieć Esotiq zwiększy się do 275 w Polsce i 10 w Niemczech z obecnych trzech. Zaś Femestage ma urosnąć do 25 salonów. W 2016 r. i kolejnych latach priorytetem w przypadku Esotiq będzie utrzymanie otwarć 55-60 salonów rocznie. Z kolei sieć Femestage od 2016 r. powinna rosnąć po około pięć salonów rocznie, na razie w tylko w Polsce. Na początku koncentrować się będziemy na otwieraniu sklepów tej marki tylko w dużych miastach, ale naszym zdaniem będzie też dla nich miejsce w mniejszych ośrodkach miejskich.
Ile miejsca do rozwoju ma w Polsce wasza grupa?
W naszym kraju 904 ośrodki ma prawa miejskie, więc naszym zdaniem w Polsce jest miejsce nawet na 1000-2000 sklepów Esotiq. To sporo, ale nasze placówki nie są wielkopowierzchniowe (średnia powierzchnia sklepu to 80 mkw. - red.), więc ewentualne efekty kanibalizacji przy większym nasyceniu rynku nie są tak odczuwalne. Natomiast dla odzieżowego Femestage Eva Minge optymalna powierzchnia to 140-15 mkw. To absolutna nowość na polskim rynku, bardzo dobrze przyjęta przez klientki. Uważamy, że na Femestage jest miejsce w każdym większym mieście. Z strony zależy nam, by ta marka pozostała wyjątkowa i unikalna. Dlatego bardzo ostrożnie będziemy powiększać sieć sprzedaży.
Esotiq ma już trzy pierwsze sklepy w Niemczech. Kiedy możliwe jest wejście do innych krajów?
Przez pierwsze dwa lata rozwój zagraniczny tej marki koncentrować się będzie na rynku niemieckim, gdzie jesteśmy w stanie otwierać 10 sklepów franczyzowych rocznie. Dodatkowo planujemy otwarcia tzw. kornerów w domach towarowych w tym kraju, gdzie jest ich kilkaset, to spory rynek. Interesują nas też inne kraje, takie jak Włochy, Wielka Brytania czy Skandynawia, ale w ciągu najbliższych dwóch lat Esotiq raczej nie otworzy tam swoich salonów. Również w przypadku marki Femestage ewentualne otwarcia pierwszych sklepów poza Polską mogłyby nastąpić po 2016 r. To młody brand i chcemy najpierw okrzepnąć na rodzimym rynku.
Jesteście jedną z niewielu spółek odzieżowych na GPW, która rozwija się głównie poprzez franczyzę. Dlaczego?
Nasz model opiera się na franczyzie depozytowej, gdzie franczyzobiorca buduje sklep zgodnie z naszymi standardami i zatrudnia personel za własne środki. Towar otrzymuje od nas bezpłatnie i sprzedaje go na naszych kasach fiskalnych. Prowizję, będącą stałym procentem od wielkości obrotów, otrzymuje w okresie miesięcznym. Pieniądze ze sklepów odbierane są co dwa dni, więc to efektywne z punktu widzenia kapitału obrotowego. Mamy dość dużą kontrolę nad franczyzobiorcami - monitorujemy ich koszty czynszów i wynagrodzeń pracowników. Również to my decydujemy o tym jaki towar trafia do naszych partnerów, kontrolujemy też akcje wyprzedażowe.
Obecnie sklepy franczyzowe stanowią 85 proc. wszystkich waszych placówek. Będziecie się trzymać tego rozwiązania?
W przyszłości będziemy starali się zachować obecny udział posiadanych franczyz. Przede wszystkim ten model jest mniej kapitałochłonny i ponosimy wydatek związany tylko z zatowarowaniem, bo koszt budowy sklepu leży po stronie franczyzobiorcy. Na razie nie planujemy, aby w przyszłości zamieniać istniejące sklepy franczyzowe na własne.
W ubiegłym roku zwiększyliście przychody o 17 proc. dzięki rozwojowi sieci i wzrostowi sprzedaży porównywalnej. Jak idzie w tym roku?
Zgodnie z planem, który zakładał wzrost sprzedaży. Narastająco od początku do teraz sprzedaż porównywalna lekko wzrosła (rok do roku). Na razie raczej nie będziemy publikować miesięcznych raportów o sprzedaży, ale nie wykluczone, że zaczniemy to robić w przyszłości.
Dolar jest główną walutą zakupową grupy. Czy w tym roku uda się obronić ubiegłoroczną marżę brutto w wysokości ok. 57,6 proc.?
Reagowaliśmy na tę sytuację podnosząc ceny o około 10 proc. Poziom cen naszych kolekcji jest niższy niż niektórej konkurencji, np. Intimissimi, więc mieliśmy możliwość podwyżek. Nie wpłynęło to negatywnie na wolumen. Spodziewamy się, że marża brutto w całym roku nie powinna znacznie różnić się od ubiegłorocznej.
Koszty zarządu ogólne i sprzedaży?
Staramy się, aby koszty nie rosły wprost proporcjonalnie do rozwoju sieci, ale w zdecydowanie mniejszym tempie, ponieważ jesteśmy organizacyjnie gotowi już do obsługi większej liczby sklepów. Nie spodziewam się przyspieszenia tempa wzrostu kosztów ani sporych wydatków jednorazowych.
Obecnie kosmetyki i perfumy stanowią ok. 4 proc. przychodów grupy. Udział ten będzie rósł?
Tak, w przyszłym roku powinien dotrzeć do 6 proc. Asortyment ten zajmuje mało miejsca w sklepach i jest wyżej marżowy, dlatego to naszym zdaniem atrakcyjny dla nas segment, uzupełniający się z podstawową ofertą.
Kiedy spółka mogłaby wypłacić pierwszą dywidendę?
Na razie zamierzamy skupić się na dynamicznym rozwoju, więc podziału zysku nie przewidujemy. W tej chwili trudno powiedzieć kiedy mogłaby się pojawić dywidenda, bo nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa jeśli chodzi o rozwój - nie tylko terytorialny, ale także produktowy. Chcemy uporządkować ofertę i skupić się na tych najbardziej marżowych produktach, czego przykładem jest niedawne wprowadzenie kolekcji bielizny erotycznej SexyYou. Kolejne tego typu wdrożenia powinny uatrakcyjniać naszą ofertę.
Planujecie w ciągu roku po debiucie emisję akcji albo obligacji?
Nie przewidujemy takiego kroku. Środki, które chcemy pozyskać z trwającej oferty publicznej, wystarczą na realizację strategii rozwoju. Na razie nie myślimy też o emisji obligacji, chociaż teoretycznie miejsce na dług w spółce jest, bo wskaźnik długu netto do EBITDA wynosi 1,95. To bezpieczny poziom i raczej nie chcielibyśmy go przekraczać.
Zamierzacie przeprowadzić kampanię reklamową nowej marki Femestage?
Przewidujemy kampanię i skupimy się na promowaniu nowo otwieranych salonów. Koszty tych działań nie będą wysokie. Do tej pory wartość całego wizerunku marketingowego Ewy Minge, przeniesionego na Femestage, oceniam na prawie 2 mln zł. To jest bardzo duży plus, którego inne tworzone od podstaw marki nie mają. Mamy możliwość przekładania wizerunku Ewy Minge w mediach stosunkowo niskim kosztem.