Nadarza się dobra okazja, by powrócić do tematu wycen amerykańskich akcji – jak bardzo są drogie i co może z tego wynikać? Oliwy do ognia dolał ostatnio sam Warren Buffett, który w lutowym wywiadzie dla CNBC stwierdził, że akcje nie tylko nie są drogie, lecz wręcz są tanie. To mocne stwierdzenie skłania do głębszej refleksji, bo kto jak kto, ale Buffett udowodnił w spektakularny sposób swe kompetencje inwestycyjne.
Dla wielu najnowsze słowa „wyroczni z Omaha" są dużym zaskoczeniem, choćby dlatego, że ten sam Buffett spopularyzował kilkanaście lat temu wskaźnik, z którego wynika ... coś zupełnie innego. Jeszcze w 2001 r., po pęknięciu bańki internetowej, słynny inwestor dowodził w artykule dla magazynu „Fortune", że wcześniejsze wyceny akcji były nie do utrzymania, posługując się relacją kapitalizacji giełdowej do PNB (produkt narodowy brutto, czyli PKB uzupełnione o saldo przepływu dochodów z własności między krajem i zagranicą). – Jest to prawdopodobnie najlepsza miara tego, w jakim punkcie są wyceny rynkowe w danym momencie – to mocne stwierdzenie sprawiło, że od tego czasu owa miara powszechnie określana jest jako wskaźnik Buffetta.