W środę apetyt na ryzyko znów lekko przygasł. O kilka punktów bazowych wzrosły rentowności krajowych obligacji skarbowych, na wartości trochę tracił złoty, a warszawskie indeksy giełdowe świeciły się na czerwono.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie i w Cieśninie Ormuz w szczególności jest niejednoznaczna. Prezydent Donald Trump wydłużył czas dany Iranowi na negocjacje, ale Irańczycy z zawieszenia broni nie zamierzają korzystać. Irańskie okręty ostrzelały i uszkodziły dwa kontenerowce. Równocześnie dwa perskie supertankowce testowały amerykańską blokadę nałożoną na kluczową dla transportu ropy cieśninę. Taka dynamika wskazuje, że irańskie morskie zdolności wojskowe są nadal wysokie i stanowią ryzyko dla żeglugi.
Inwestorzy wstrzymują się z wyciąganiem jednoznacznych wniosków z obecnej sytuacji. Z jednej strony widać oznaki deeskalacji, z drugiej definitywnego zakończenia blokowania transportu ropy naftowej nie widać.
Wygląda na to, że do takiego przeciągającego się impasu inwestorzy trochę się już przyzwyczaili i po uwzględnieniu w wycenach inflacyjnych ryzyk starają się nawigować portfelem i zarabiać pieniądze. TCCI wynosi obecnie 8,5 i wskazuje znów na bardzo późną fazę cyklu. W takich warunkach nie chodzi już o „betę”, tylko o selekcję i płynność. Portfel powinien być bardziej defensywny: skracanie duration w obligacjach o stałym kuponie, większy udział instrumentów o zmiennym oprocentowaniu lub zabezpieczonych inflacją oraz ostrożne podejście do najbardziej „ciasnych” spreadów kredytowych.