Według komunikatu SEC-u celem tych decyzji jest cofnięcie regulacji, które miały po raz pierwszy na poziomie federalnym w USA zobowiązać emitentów do bardziej usystematyzowanego ujawniania ryzyk klimatycznych, części danych o emisjach oraz wpływu zjawisk pogodowych na sytuację finansową przedsiębiorstw.

Aby właściwie ocenić obecną decyzję, warto spojrzeć na kontekst historyczny. Wbrew obiegowej opinii podejście SEC-u do ujawnień klimatycznych nie zaczęło się dopiero w 2024 r. Już w 2010 r. SEC wydała interpretacyjne wytyczne wskazujące, że kwestie klimatyczne mogą podlegać ujawnieniu na podstawie istniejących przepisów o raportowaniu, jeśli są istotne z punktu widzenia inwestora. Wytyczne te nie tworzyły nowych obowiązków, lecz wyjaśniały, że wpływ legislacji klimatycznej, umów międzynarodowych, zmian rynkowych czy fizycznych skutków zmian klimatu może wymagać ujawnienia. Tym samym przez wiele lat podstawą podejścia SEC była klasyczna zasada, zgodnie z którą raportowano to, co może mieć istotny wpływ na sytuację spółki i decyzje inwestorów.

W kolejnych latach rosła jednak presja inwestorów i rynku na większą porównywalność danych klimatycznych. SEC stopniowo przesuwała się od ogólnej interpretacji istniejących zasad ku bardziej szczegółowym wymaganiom. Kulminacją tej ewolucji było przyjęcie w marcu 2024 r. finalnej regulacji, która miała ustandaryzować sposób ujawniania materialnych ryzyk klimatycznych, ich wpływu na strategię i wyniki finansowe, nadzoru zarządczego oraz danych o emisjach gazów cieplarnianych. Jednak niemal od razu po publikacji nowych przepisów zostały one zaskarżone, a ich stosowanie zawieszono jeszcze w 2024 r., zaś w marcu 2025 r. SEC formalnie wycofała się z obrony tych zasad przed sądem.

Nowa decyzja SEC nie polega jedynie na biernym porzuceniu wcześniejszych regulacji, lecz na uruchomieniu formalnej procedury ich uchylenia. Impulsem do tego był nakaz sądu, który wskazał, że to sam regulator powinien przesądzić, czy przepisy będą uchylone, zmodyfikowane, czy dalej bronione. Wówczas SEC, zamiast oczekiwać rozstrzygnięcia sądu co do legalności reguły, została zobowiązana do zajęcia jednoznacznego stanowiska. W efekcie w maju tego roku rozpoczęto procedurę formalnego wycofania regulacji. Sam proces może być jednak długotrwały, ponieważ obejmuje przygotowanie propozycji, uzasadnienie prawne, konsultacje publiczne oraz analizę zgłoszonych uwag i, co ciekawe, finalny akt także może zostać zaskarżony.

Uzasadnienie nowego podejścia SEC-u opiera się przede wszystkim na dwóch argumentach. Po pierwsze, obecne kierownictwo Komisji akcentuje konieczność powrotu do koncentracji na informacjach finansowo istotnych i mieszczących się jednoznacznie w granicach ustawowych kompetencji nadzoru. Po drugie, krytycy reguły z 2024 r. wskazywali, że była ona zbyt rozbudowana, kosztowna i ingerująca w obszary wykraczające poza tradycyjne prawo papierów wartościowych. Z perspektywy obecnego kierownictwa uchylenie przepisów ma więc przywrócić bardziej klasyczne, oparte na istotności podejście do ujawnień, zamiast tworzyć odrębny, szczegółowy reżim raportowania klimatycznego.

Warto zauważyć, że decyzja SEC-u wcale nie musi oznaczać wycofania się z raportowania danych klimatycznych. Po pierwsze, w mocy pozostają wcześniejsze zasady z 2010 r., zgodnie z którymi kwestie klimatyczne nadal mogą wymagać ujawnienia, jeśli są materialne dla działalności emitenta. Po drugie, wiele spółek działa w środowisku wieloregulacyjnym i podlega nie tylko wymogom federalnym, lecz również regulacjom stanowym, wymogom zagranicznym lub oczekiwaniom inwestorów instytucjonalnych. W tym kontekście szczególnie ważne pozostają standardy ISSB, które stają się globalnym punktem odniesienia dla raportowania informacji z zakresu zrównoważonego rozwoju i klimatu. Istotność tych standardów potwierdza decyzja 21 krajów, które przyjęły je do stosowania w formule dobrowolnej lub obowiązkowej i są to m.in. Australia, Brazylia, Hongkong czy Turcja. Z punktu widzenia emitentów oznacza to, że inwestycje w procesy zbierania danych klimatycznych, systemy kontroli i nadzoru nie tracą na znaczeniu, ponieważ mogą być nadal wykorzystywane do raportowania zgodnego z oczekiwaniami globalnego rynku kapitałowego.

Decyzja SEC-u raczej nie może oznaczać, że Stany Zjednoczone staną się „samotną wyspą” bez raportowania klimatycznego. W warunkach rosnących wymogów globalnych dane klimatyczne pozostają kluczowym elementem oceny ryzyka i wartości spółek. Światowy rynek kapitałowy wymusza bowiem coraz większą porównywalność i transparentność informacji, niezależnie od lokalnych zmian regulacyjnych. W tej sytuacji można wyobrazić sobie pragmatyczny scenariusz, zgodnie z którym spółki bardziej świadome, które już raportują dane klimatyczne i dostrzegają wynikające z tego korzyści, takie jak lepszy dostęp do kapitału, większa wiarygodność czy skuteczniejsze zarządzanie ryzykiem, będą kontynuować te działania.

Dlatego nowa regulacja amerykańskiego nadzoru nie oznacza końca raportowania klimatycznego w USA, lecz raczej zmianę jego logiki: spółki świadome, które raportują te dane i widzą wynikające z tego korzyści, dalej będą to robić. Bo na razie nikt spółkom tego, co prawda, nie nakazuje, ale nikt im tego również nie zabrania.