Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są kluczowe motywy Zjednoczonych Emiratów Arabskich stojące za decyzją o opuszczeniu Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej?
- Jakie potencjalne konsekwencje instytucjonalne to zdarzenie może mieć dla zdolności OPEC do koordynowania polityki podażowej?
- W jaki sposób uwolnienie mocy produkcyjnych ZEA może wpłynąć na globalną dynamikę podaży i cen ropy naftowej?
Decyzja władz Zjednoczonych Emiratów Arabskich o wyjściu z dniem 1 maja 2026 r. z Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC) może oznaczać początek rozpadu tego kartelu surowcowego. Emiraty nie ukrywają przy tym, że podjęły taką decyzję, bo przestała im odpowiadać polityka limitów produkcyjnych. Z tego też względu ZEA wyszły również z grupy OPEC+, obejmującej m.in. Rosję. „Decyzja ta została podjęta po gruntownym przeglądzie polityki produkcyjnej Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz ich obecnych i przyszłych mocy przerobowych, a także mając na uwadze wymogi interesu narodowego i zobowiązanie państwa do skutecznego udziału w zaspokajaniu pilnych potrzeb rynku. Dzieje się to w obliczu utrzymujących się w najbliższym czasie wahań geopolitycznych, wynikających z zakłóceń w Zatoce Arabskiej i Cieśninie Ormuz, które wpływają na dynamikę podaży, podczas gdy podstawowe trendy wskazują na dalszy wzrost globalnego popytu na energię w średnim i długim terminie”– mówił oficjalny komunikat władz ZEA. Można również odnieść wrażenie, że władców Emiratów irytowało to, że ich kraj stał się w ostatnich miesiącach celem ataków rakietowych i dronowych prowadzonych przez innego członka OPEC, czyli przez Iran.
Koniec z limitem
ZEA nie jest pierwszym krajem, który opuszcza OPEC. Katar zrobił to na początku 2019 r., Ekwador w 2020 r., a Angola wraz z początkiem 2024 r. To byli jednak stosunkowo mali producenci ropy. ZEA zajmowały natomiast trzecie miejsce na liście największych producentów w OPEC. W lutym 2026 r. ich wydobycie wynosiło 3,6 mln baryłek dziennie. Więcej niż ZEA produkowały wówczas tylko Arabia Saudyjska oraz Irak. W marcu produkcja surowca w ZEA spadła natomiast do 2,16 mln baryłek dziennie, co również dawało Emiratom trzecie miejsce (na drugim był Irak, a na pierwszym Arabia Saudyjska). Emiraty zdołały też przekierować prawie 2 mln baryłek dziennie swojej produkcji do terminalu naftowego Fudżajra, umożliwiającego ominięcie Cieśniny Ormuz. Naftowe moce produkcyjne ZEA są szacowane na 4,65 mln baryłek dziennie. Władze Emiratów chcą, by w przyszłym roku sięgnęły one 5 mln baryłek dziennie.
– Sądzę, że uznali, iż to jest właściwy moment, ponieważ pod względem materialnym będzie to miało niewielki wpływ na rynek. Kiedy Ormuz zostanie otwarty i przejdziemy do sytuacji po zakończeniu konfliktu, będą mogli produkować dowolne ilości, wykorzystując swoje maksymalne moce bez żadnych ograniczeń, dążąc tym samym do zabezpieczenia swoich udziałów w rynku– twierdzi Neil Quilliam, analityk z think tanku Chatham House.
– W krótkim i średnim terminie rynek powinien być w stanie wchłonąć dodatkowe baryłki ropy z ZEA, biorąc pod uwagę uszczuplone zapasy oraz silny przyszły popyt związany z odbudową rezerw. W dłuższej perspektywie wyjście ZEA rodzi jednak szersze pytanie strategiczne: jeśli kolejni producenci zaczną przedkładać udział w rynku nad dyscyplinę kwotową, zdolność OPEC do utrzymywania uporządkowanych warunków rynkowych poprzez skoordynowane dostosowania podaży może być coraz częściej kwestionowana– uważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynków surowcowych w Saxo Banku.
Czytaj więcej
Zjednoczone Emiraty Arabskie zdecydowały o wyjściu z dniem 1 maja z Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC).
– Jeśli ZEA odzyskają pełną swobodę wydobycia, mogą próbować szybciej monetyzować rozbudowane moce produkcyjne. To zwiększa ryzyko presji na spadek cen ropy, zwłaszcza jeśli napięcia wojenne osłabną i wróci większa przepustowość eksportowa przez Ormuz. Jeszcze ważniejsza może być konsekwencja instytucjonalna. Wyjście jednego z kluczowych producentów z Zatoki osłabia wiarygodność całego mechanizmu koordynacji podaży. Reuters podkreśla, że dla OPEC i OPEC+ to mocny cios w momencie historycznego szoku energetycznego. Jeżeli inni producenci uznają, że większą wartość ma elastyczność krajowa niż dyscyplina grupowa, rynek może zacząć dyskontować słabszą zdolność kartelu do bronienia cen w przyszłości – ocenia Daniel Kostecki, główny analityk w polskim oddziale CMC Markets.
Gdy wróci nadpodaż
W lutym kraje OPEC wydobywały łącznie 29,61 mln baryłek ropy dziennie, w marcu produkowały 22,05 mln baryłek, a ich mocne produkcyjne były szacowane na 33,69 mln baryłek dziennie. Nie wiadomo w jakim stanie będzie infrastruktura naftowa Iranu oraz innych państw regionu po wojnie, ale gdyby system kwot produkcyjnych wewnątrz OPEC został całkowicie porzucony, to na rynek mogłaby trafić dodatkowa ropa w ilości podobnej jak łączna produkcja Arabii Saudyjskiej oraz Iranu. To oznaczałoby ostrą wojnę cenową i przecenę na rynku. Trudno określić jak mocno spadłyby ceny ropy, ale można uznać, że spełniłaby się zapowiedź prezydenta USA Donalda Trumpa mówiąca, że ceny surowca po wojnie „spadną jak kamień”.
Czytaj więcej
Przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz oraz doniesienia o planowanym nowym uderzeniu wojskowym na Iran dały impuls do ostrego wzrostu cen ropy na...
Jeszcze w grudniu ropa WTI kosztowała około 55 dol. za baryłkę, co biło w opłacalność jej produkcji w części złóż łupkowych w USA. Wówczas obowiązywały ściślejsze limity wydobycia wewnątrz OPEC+ (ale były one stopniowo luzowane). Międzynarodowa Agencja Energii (MEA) szacowała natomiast, że nadpodaż surowca na rynku światowym będzie wynosiła w 2026 r. 3,7 mln – 3,8 mln baryłek dziennie. Nie wiadomo, kiedy skończy się wojna USA z Iranem, ale można założyć, że po jej zakończeniu nadpodaż ropy wróci na rynek i może okazać się jeszcze większa, niż szacowano na początku roku. Wszak ZEA będą produkować więcej, a kraje regionu będą chciały szybko opróżnić swoje przepełnione składy naftowe. Będą więc pewnie oferować surowiec ze zniżką. Popyt na ropę może być natomiast ograniczony - choćby ze względu na cięcia połączeń lotniczych i ogólnie gorszą koniunkturę gospodarczą. Nie powinno więc mocno zdziwić inwestorów, jeśli ceny ropy spadną w ciągu kilku tygodni po zakończeniu konfliktu w okolice 50 dol. czy nawet 40 dol. za baryłkę.
Decyzja Emiratów ma też kontekst geopolityczny
Zjednoczone Emiraty Arabskie stały się głównym celem irańskich ataków odwetowych podczas wojny. Od 28 lutego do 4 kwietnia Irańczycy wysłali przeciwko ZEA łącznie 2141 dronów, 498 rakiet balistycznych i 23 pociski manewrujące. Według oficjalnych danych resortu obrony ZEA, zestrzelono około 90 proc. z nich, ale część z nich uderzyła m.in. w lotnisko pasażerskie w Dubaju, terminal naftowy w Fudżajrze, port Jebel Ali, w bloki mieszkalne i hotele. Pojawiły się nieoficjalne doniesienia, że lotnictwo ZEA dokonywało ataków odwetowych na terenie Iranu (m.in. w irańskie instalacje naftowe). Na niebie nad Iranem sfotografowano, bowiem myśliwce Mirage, których nie mają USA ani Izrael. Zaobserwowano również, że myśliwce ZEA miały ostatnio zamalowywane oznakowania przynależności państwowej. Znaleziono też w Iranie szczątki dużych chińskich dronów, które w regionie posiadały m.in. ZEA. Wojna doprowadziła do zaostrzenia stosunku większości monarchii arabskich (poza Omanem) wobec Iranu. Sprawiła też, że część państw regionu zacieśniła współpracę z Izraelem. Według portalu Axios, Izraelczycy dostarczyli do ZEA część swojego systemu antyrakietowego Żelazna Kopuła. Po raz pierwszy został on użyty bojowo poza Izraelem. Jeszcze przed wybuchem wojny zarysowywały się dwa konkurencyjne bloki wśród proamerykańskich państw regionu. Jeden z nich zaczęła tworzyć Arabia Saudyjska wraz z Turcją, Pakistanem, Katarem, Omanem, rządem Jemenu, Egiptem, Algierią, Tunezją, rządami Libii oraz Sudanu, Erytreą i Somalią. Drugi blok stanowiły: ZEA, Izrael, Indie, Bahrajn, Etiopia, Sudan Południowy, Czad, Maroko, a także z separatyści od libijskiego generała Haftara, separatyści z sudańskiego RSF i Somalilandu (a nawet polepszający relację z Indiami Afganistan). Decyzję ZEA o wyjściu z OPEC należy widzieć też w tym kontekście. Stanowi ona zarówno element rywalizacji z Arabią Saudyjską jak i cios w Iran. HK