Obecny układ sił na globalnych parkietach przyniósł wyraźną zmianę ról w zakresie relatywnej siły poszczególnych benchmarków. Jeszcze niedawno to warszawski parkiet wykazywał się godną podziwu odpornością, wyprzedzając tempem wzrostów główne rynki bazowe. Dzisiaj sytuacja uległa odwróceniu – to Wall Street, mimo narastającej presji makroekonomicznej, wykazuje się większą determinacją, podczas gdy na indeksach z Książęcej coraz wyraźniej widać oznaki zmęczenia i technicznego wyczerpania.

Warto jednak podkreślić, że amerykański indeks Nasdaq dotarł do kluczowej zapory podażowej usytuowanej na poziomie 24885 pkt. Jest to rejon o szczególnej wiarygodności, gdzie koncentrują się liczne zniesienia oraz projekcje Fibonacciego. Choć wykres sugeruje, że bariera ta jest respektowana, na razie trudno mówić o gwałtownej, emocjonalnej reakcji strony sprzedającej. Wręcz przeciwnie. Kupujący wciąż starają się utrzymywać inicjatywę, jednak ich sukces w dużej mierze zależy od kondycji liderów sektora.

Na czołowych spółkach technologicznych, będących głównym filarem trwającej hossy, spoczywa zatem spora odpowiedzialność. Inwestorzy z uwagą analizują wyniki gigantów z grupy „Magnificent Seven”, zastanawiając się, czy ich fundamenty pozostaną niewzruszone w obliczu wzrastających kosztów energii oraz uporczywych czynników inflacyjnych wywołanych napięciami na Bliskim Wschodzie. Trwałe przełamanie oporu 24885 pkt. byłoby ważnym sygnałem sprzyjającym kontynuacji aprecjacji. Natomiast pierwsze niepokojące wskazanie pojawiłoby się w przypadku zejścia benchmarku poniżej wsparcia 23906 pkt., gdzie między innymi wypada zniesienie 23,6 proc. oraz ciekawie manifestuje się zasada zmiany biegunów.

Równolegle rynki globalne trawią ostatnią decyzję Rezerwy Federalnej, która 29 kwietnia ogłosiła utrzymanie stóp procentowych na poziomie 3,50–3,75 proc. Decyzja ta nie zaskoczyła ekspertów, biorąc pod uwagę fakt, że po marcowym posiedzeniu inflacja w USA wzrosła pod wpływem cen energii. Jerome Powell w stonowanym komunikacie podkreślił dążenie do celu inflacyjnego na poziomie 2 proc., zaznaczając jednocześnie, że rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie przyczynia się do wysokiego poziomu niepewności. Co istotne, wewnątrz FOMC zarysowały się podziały; przeciwko stabilizacji parametrów głosował Stephen I. Mirran, optujący za obniżką o 0,25 punktu procentowego, podczas gdy trzej inni członkowie oczekiwali bardziej jastrzębiego podejścia.

W obliczu tych ciekawych czynników kształtujących globalny sentyment (spółki technologiczne, polityka pieniężna prowadzona przez Fed), uwaga inwestorów na rodzimym podwórku koncentruje się na kondycji indeksu WIG20. Po serii spadkowych sesji kluczowym, średnioterminowym wsparciem stał się klaster: 3330–3354 pkt. Jest to tak zwany węzeł DiNapolego, powstały z koncentracji zniesień 38,2 proc. oraz 61,8 proc., w obrębie którego wypada również istotna projekcja symetryczna, wynikająca z zasady równości korekt spadkowych. W perspektywie średnioterminowej dopiero trwała negacja tej strefy stanowiłaby realne zagrożenie dla dominującego cały czas trendu wzrostowego i mogłaby zmobilizować podaż do wywierania jeszcze większej presji.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy spółki technologiczne, które do tej pory dźwigały ciężar hossy, zdołają utrzymać swoją pozycję w środowisku rosnących kosztów i niepewności geopolitycznej. Ich odporność będzie w najbliższym czasie kluczowym czynnikiem determinującym zachowanie nie tylko Wall Street, ale i rynków wschodzących, w tym warszawskiego parkietu.