Poza samą ceną, klientów deweloperów coraz bardziej interesują koszty utrzymania mieszkania, w tym parametry efektywności energetycznej, to bowiem klucz do tańszego kredytu hipotecznego – pisaliśmy niedawno w raporcie. Kontynuujemy temat, pytając o realne korzyści, jakie płyną z wyboru „zielonej” nieruchomości.
Jakie oprocentowanie?
– Banki w Polsce coraz wyraźniej premiują zielone budownictwo, jednak z naszej perspektywy – jako pośredników finansowych – największym wyzwaniem jest niska świadomość klientów – mówi Paweł Rudzik, menedżer produktu w firmie Credipass. – Wielu kredytobiorców nie zdaje sobie sprawy, że wybór energooszczędnego mieszkania lub domu to nie tylko niższe rachunki, ale przede wszystkim realnie tańszy kredyt, z marżą niższą nawet o 0,05–0,2 pkt. proc. Często spotykamy się z sytuacją, zwłaszcza przy zakupie nieruchomości z rynku pierwotnego, że to dopiero ekspert finansowy uświadamia klientowi, że wybrana przez niego nieruchomość kwalifikuje się do ekokredytu – dodaje.
Czytaj więcej
Zakładamy wzrost sprzedaży kredytów mieszkaniowych w 2026 r. o 20 proc., do 127 mld zł. Udział re...
Ekspert zaznacza, że choć każdy bank ma własną politykę, analiza ofert czołowych graczy pozwala wyłonić wspólny mianownik. – Najważniejszym kryterium jest wskaźnik rocznego zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną (EP). Określa on, ile energii z surowców kopalnych zużywa budynek. Im niższy wskaźnik, tym bardziej energooszczędna nieruchomość – mówi Rudzik. Obecnie banki najczęściej wymagają, aby dla mieszkań w blokach wskaźnik EP nie przekraczał ok. 58 kWh/mkw. w ciągu roku, a dla domów jednorodzinnych ok. 63 kWh/mkw. w ciągu roku.
– Dla porównania: standardowe wymogi techniczne WT2021 dopuszczają EP na poziomie 70 dla domów, więc oferty „eko” wymagają od nieruchomości wyższej efektywności niż aktualne prawo budowlane – wskazuje Rudzik.