Jeśli przyjąć scenariusz luzowania polityki klimatycznej, a w skrajnym przypadku nawet odejścia od kluczowych jego elementów (np. mechanizmu ETS i opłat za emisję CO2), to koszty produkcji energii elektrycznej z paliw kopalnych powinny znacząco spaść (wydatki na zakup uprawnień CO2 to obecnie ok. 80 EUR/t, co daje ok. 300 zł/MWh dla mniej sprawnych bloków klasy 200 MW).

Czy jednak tak wyraźne obniżenie kosztów produkcji prądu z węgla wystarczyłoby nam do zwiększenia konkurencyjności polskiej gospodarki?

Z punktu widzenia kosztów produkcji energii kluczowe są trzy elementy: koszty paliwa, koszty uprawnień do emisji CO2 oraz koszty utrzymania zasobów produkcyjnych.

W funkcjonującym w Polsce modelu rynku energetycznego pierwsze dwa wymienione wyżej składniki kosztów wpływają na tzw. CDS (marża po kosztach zmiennych) i powinny być pokryte przez cenę sprzedawanej energii, natomiast trzeci składnik powinien być pokryty przez mechanizmy rynku mocy.

Gdyby nie było obciążeń związanych z CO2, to jedyne koszty do pokrycia przez cenę sprzedaży energii to wydatki na paliwo.

Tymczasem koszty wydobycia węgla kamiennego w Polsce wynoszą obecnie ponad 800 zł/t, a zważywszy na strukturę kosztów w górnictwie, trudno oczekiwać ich spadku.