Dzisiejsza sesja miała być ciekawsza od wczorajszej, ale nie
przypuszczałem, że będzie aż tak ciekawie. Wiadomością dnia jest rekord
notowań na rynku terminowym. Wiadomość ciekawa, choć dla nas ma znaczenie
jedynie statystyczne. Tu ważniejsze jest zachowanie cen na rynku kasowym.
Te wprawdzie wzrosły, ale jeszcze nie na tyle mocno, by mówić o
rekordowych wartościach.
Zaczęło się dość niewinnie. Kontrakty otworzyły się kilkanaście punktów
nad poziomem wczorajszego zamknięcia, ale bardzo szybko te plusy zniknęły.
Na rynku akcji także nie było rewelacyjnie. Ceny akcji trzymały się
poziomu wczorajszego zamknięcia. Po chwili jednak do akcji przystąpił
popyt. Kursy zaczęły rosnąć. O 11:00 kontrakty wyszły nad poziom szczytu z
21 września, ale w tej właśnie chwili ceny się trzymały. Przez ok. dwie
godziny wahania odbywały się na w miarę stałym poziomie. Korekta nie była
zbyt głęboka, a to wskazywało to, że jest szansa na dalszy ciąg
wcześniejszego ruchu. Faktycznie taki się pojawił. Ok. 13:00 ponownie
rosły i pojawiły się nowe maksima sesji. Tuż po 14:00 miała miejsce dość
niecodzienna sytuacja, gdy zbyt mocny popyt wygenerował zbyt silny ruch
cen, co doprowadziło do wszczęcia procedury równoważenia rynku. Została
ona uruchomiona, gdy ceny kontraktów wyszły ponad poziom szczytu z lipca i
wyznaczyły nowy rekord hossy na poziomie 3927 pkt. Równoważnie uspokoiło
nieco nastroje i rynek nieco osłabł, ale ceny nadal były utrzymywane
relatywnie wysoko.
Na kasowym rekordów nie było, ale mamy duży obrót. Kapitał zaangażowany
dziś na rynku jest znaczny, choć trzeba pamiętać, że sporo w tym ruchu ze
strony arbitrażu. Zauważmy, że wraz z dużym obrotem na rynku kasowym na
dzisiejszej sesji pojawiło się kilkanaście tysięcy nowych pozycji. Wzrost
cen dzięki koszom zleceń kupna w sytuacji bardzo spokojnego zachowania
rynków światowych budzi wątpliwości. Nie na tyle jednak duże, by z tym
walczyć.
Zbliżenie się indeksu do poziomów rekordowych przybliża nas znacznie do
pojawienia się nowych szczytów trwającej już wiele lat hossy. Czy ktoś
jeszcze pamięta, że niemal dwa miesiące temu wieszczono bessę i załamanie?
Nie twierdzę, że poziom rynkowych wycen mi się podoba, ale skoro jest
kapitał gotowy ryzykować to znaczy, że należy się z tym liczyć. Tu chodzi
o zarobek, a nie "rację".