Układ zmiennych spowodował, iż relatywnie lepiej musiała poradzić sobie Wall Street w większym stopniu zależna od kondycji sektora technologicznego. W istocie, indeksy Nasdaq Composite i S&P500 zyskały relatywnie więcej niż inne średnie. Nasdaq Composite wzrósł o 4,51 procent, gdy S&P500 dodał 2,33 procent przy kosmetycznym w sumie przesunięciu DJIA o 0,22 procent. Dzięki zarysowanemu układowi sił Nasdaq Composite i S&P500 przedłużyły wzrosty na szóste tygodnie w serii. W przypadku rynków europejskich zmiany niemieckiego DAX-a i francuskiego CAC były właściwie kosmetyczne. Warto jednak odnotować, iż zmiany w Europie byłyby negatywne bez zwyżek w trakcie sesji środowych, gdy region odpowiedział dynamicznie na mocną przecenę ropy. Wspomniany wyżej DAX zyskał wówczas 2,12 procent, gdy CAC dodał 2,94 procent. Na pozostałych sesjach tygodnia można mówić o znacznie skromniejszej aktywności popytu i czytelnej aktywności podaży, co finalnie zaowocowało podażową końcówką tygodnia na rynkach europejskich i obrazem relatywnej słabości regionu wobec giełd amerykańskich.
Patrząc z perspektywy tygodnia nie można mieć wątpliwości, iż za dobrą postawą giełd amerykańskich stał głównie sektor technologiczny, a dokładniej sektor chipów, który kontynuował swój kwietniowy rajd. Starczy powiedzieć, iż ETF dedykowany producentom chipów - iShares Semiconductor (SOXX) – powiększył majowy wzrost do blisko 13 procent po zwyżce w kwietniu o przeszło 40 procent, co przekłada się na zwyżkę w perspektywie year-to-date o przeszło 70 procent. Sektor chipów był tak mocny, iż zawstydził nawet koszyk MAG7, który mierzony ETF-em Roundhill Magnificent Seven, zyskał ledwie 4,11 procent, a więc mniej niż rynek mierzony indeksem Nasdaq Composite. Nie ma zatem wątpliwości, iż sektor półprzewodników pełnił rolę lokomotywy obozu popytowego, na co największy wpływ miały jednak wyniki kwartalne. Doskonałe lub mniej doskonałe raporty spółek AMD, Intel, Micron Technologies czy Sandisk – żeby wymienić tylko niektóre – stały za dobrą postawą sektora i przedłużeniem kwietniowego rajdu byków w USA na wspomniany wyżej szósty tydzień w serii. W istocie, sezon wyników kwartalny trudno nazwać inaczej niż doskonałym. W przypadku indeksu S&P500 raporty opublikowało już blisko 90 procent spółek, z czego przeszło 80 procent pobiło prognozy na poziomie zysku. W zarysowanym układzie sił w pełni zrozumiały jest rajd byków, jak również fakt, iż Nasdaq Composite i S&P500 szybują na historycznych maksimach.
Patrząc na bliską przyszłość rynków problemem staje się lokalne wykupienie sektora technologicznego. Wspominana wyżej zwyżka spółek w sektorze półprzewodników o 70 procent w perspektywie year-to-date zwyczajnie zamknęła pole do wielu okazji i tanich zakupów po marcowej przecenie. W praktyce, realizacja zysków jawi się jako realne ryzyko dla rajdu byków. Kolejną zmienną jest wojna ma Bliskim Wschodzie, która jawi się jako zamrożona, ale nie zakończona. Problem w tym, iż rynki wyceniły zakończenie, które nie miało miejsca. Naprawdę wyceniły również otwarcie żeglugi w Cieśninie Ormuz, która pozostaje zamknięta i – wbrew wypowiedziom amerykańskiego prezydenta – nie może zostać otwarta siłą, bo dokonana ostatnio eskorta kilku statków okazała się nie tylko ryzykowna dla amerykańskiej armii, ale też zwyczajnie droga na poziomie wykorzystanych zasobów. Na poziomie praktycznym ceny ropy pozostaną wysokie i wcześniej czy później przełożą się na problemy gospodarcze. Niemniej, jak zawsze w przypadku rynków z aktualnym momentum wzrostowym, ryzyko korekty nie musi przełożyć się na dynamiczne przeceny. W istocie, siła amerykańskiego sektora technologicznego, wyniki kwartalne spółek i dane z amerykańskiej gospodarki wskazują raczej na kontynuację hossy niż jej szybkie załamanie, więc inwestorom na pozycjach długich pozostaje cieszyć się marszem byków i spokojnie oglądać wzrost zainwestowanego kapitału.
Adam Stańczak
Analityk DM BOŚ
Wydział Analiz Rynkowych
Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.