Wczorajsza sesja w USA z pewnością nam nie pomoże. Indeksy zamknęły swoje
notowania niewielkim spadkiem wartości. W przypadku DJIA i SP500 było to
0,1%, a w przypadku Nasdaq 0,3%. Oczywiście serwisy prześcigają się w
wymienianiu powodów zamknięcia poniżej poziomu końcówki z poprzedniego
dnia, ale dobrze wiemy, że to nic nam nie powie.
Wczoraj publikowane były dane makro, które z jednej strony mogły cieszyć
(spadek liczby wniosków o zasiłek), a z drugiej martwić (LEI). Każdy
jednak wie, że wnioski nie są najlepszą metodą analizy rynku pracy. One
tylko dają pewien pogląd. Gdyby były wiarygodną wskazówką co do wartości
comiesięcznego raportu o stanie rynku pracy, to sam raport nie byłby taki
ważny, gdyż dałoby się go przewidzieć wcześniej. Niestety, tak dobrze nie
ma. Nie ma sensu prognozować dokładnej zmiany liczby miejsc pracy w
sektorze pozarolniczym na bazie cotygodniowych danych o wnioskach o
zasiłek. Te tygodniowe dane mogą jedynie pomóc (a i to nie zawsze
skutecznie) w ocenie, czy rynek pracy poddaje się jakiejś poważniejszej
zmianie. Ostatnie dane o wnioskach są uspokajające.
Trzeba też zauważyć, że wczorajszy spadek indeksu wskaźników
wyprzedzających w sumie nie miał aż tak złego wydźwięku. Owszem, jedynie
dwa z dziesięciu komponentów wzrosły, a były to ceny akcji i podaż
pieniądza. Niemniej warto pamiętać, że wczoraj dokonano także poważnej
rewizji poprzedniej publikacji. Zamiast wzrostu o 0,1% był wzrost o 0,6%.
Jak więc widać rewizja sprawiła, że sam indeks opublikowany wczoraj był
mniej więcej na tym poziomie, na jakim go oczekiwano.
Ciekawą sprawą w tych danych jest co innego. Po raz kolejny jeden z
komponentów LEI sygnalizuje pogorszenie się sytuacji na rynku
nieruchomości. Tym samym trzeba się liczyć z możliwością dalszego
osłabienia, a więc i utrzymywania się ujemnego wpływu tej części
gospodarki na dynamikę PKB. Żeby jednak nie było zbyt smutno w swojej
wczorajszej wypowiedzi szef Fed Ben Bernanke zawarł tezę, że rynek
nieruchomości stabilizuje się i nie wpłynie negatywnie na pozostałe części
gospodarki, a jego negatywny skutek dla wzrostu PKB maleje. Jak wiemy, na
rynku nie ma takiej pewności, a wręcz część analityków jest zdania, że
prawdziwie problemy z rynkiem nieruchomości dopiero nadejdą, gdy zacznie
kuleć konsumpcja.
Także my mamy dziś okazję zapoznać się z wypowiedziami szefa naszego banku
centralnego. Znając wcześniejsze wypowiedzi oraz nastawienie, można łatwo
przewidzieć, co prezes Skrzypek może nam powiedzieć. W wywiadzie dla Rzepy
sygnalizuje, że inflacja w najbliższych miesiącach będzie maleć, że
ostatnia podwyżka stóp to nie początek serii, ale próba stabilizacji
oczekiwań inflacyjnych. Prezes jest zdania, że w najbliższych 12
miesiącach nie zagrożenia wzrostem inflacji, a cel w tym czasie nie
zostanie przekroczony. Ja też mam taką nadzieję, choć niewykluczone, że by
to faktycznie zaszło, potrzebny będzie jeszcze jakiś ruch na stopach.
Prezes ponownie przypomniał, że podstawowym celem polityki pieniężnej jest
stabilność cen, choć szybko dorzuca, że nie można zapomnieć o wzroście
gospodarczym. No i mamy jeszcze ogólnik w kwestii euro, czyli że Polska
powinna wejść do strefy euro wtedy, kiedy będzie to dla niej najbardziej
korzystne. Czyli kiedy? Zdaniem prezesa NBP rok 2012 jest najwcześniejszą
możliwą datą.
Dzisiejsze notowania zaczniemy prawdopodobnie od spadku cen. Po pierwsze
to wynik sesji w USA, po drugie, obecnych minusów na tamtejszych
kontraktach indeksowych, po trzecie, lekkich spadków w Azji oraz po
czwarte, wczorajszego spadku pod poziom wsparcia i fakty